Ratowanie finansów państwa, wsparcie niezbędnych dla kraju inwestycji infrastrukturalnych, a zarazem ochrona pieniędzy obywateli przed inflacją powinny stać się – zwłaszcza w obliczu kryzysu – priorytetem władzy. Czy można zrobić to wszystko naraz? Istnieje doskonałe narzędzie, które pozwoli to zrealizować.

_Alicja_/Pixabay

Apel do rządu i prezydenta opublikował niedawno w mediach społecznościowych dr Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. Od wielu lat eksperci tego think tanku walczą o przywrócenie należytej pozycji w polskim porządku prawnym tzw. publicznego listu zastawnego. Gra jest warta świeczki – nie wystarczy bowiem ostrzegać przed załamaniem finansów publicznych, obserwować biernie postępującą dewaluację oszczędności obywateli i ślimaczenie się inwestycji publicznych – ale należy działać! Przytoczmy fragment tego listu:

„Mimo kolejnych planów podwyższania podatków państwo polskie stoi w obliczu załamania finansów publicznych, a obywatele utraty wartości swoich wielopokoleniowych oszczędności. Sytuacja już jest nadzwyczajna i wymaga podjęcia bezzwłocznych działań zaradczych, wśród których pierwszoplanowe miejsce odgrywa publiczny list zastawny. Ponad dwie dekady temu przywrócono w Polsce publiczny list zastawny, który jest bezpiecznym i niespekulacyjnym papierem wartościowym mogącym stać się fundamentem rynku kapitałowego z prawdziwego zdarzenia i instrumentem do sekurytyzacji części tzw. długu publicznego oraz do uruchomienia pieniędzy na inwestycje infrastrukturalne. W Polsce jest ponad bilion złotych prywatnych oszczędności, których nawet tylko część mogłyby przyczynić się w znacznie większym stopniu do uruchomienia inwestycji, niż wyczekiwane tzw. unijne pieniądze. Jedynym instrumentem finansowym, który gwarantowałby właścicielom bezpieczeństwo oszczędności, jest publiczny list zastawny”.

Podwójne zabezpieczenie

O co dokładnie chodzi z publicznym listem zastawnym? I dlaczego sięgnięcie po ten instrument właśnie w tym momencie dziejowym, w jakim znalazła się Polska, byłoby jak najbardziej wskazane?

Najprościej: jest to maksymalnie bezpieczny, bo podwójnie zabezpieczony papier wartościowy, znany i używany już wielokrotnie w krajach zachodnich, a bywało, że i w Polsce. Listy zastawne mogą kupować zarówno instytucje i firmy chcące zabezpieczyć wartość swoich pasywów, jak i osoby prywatne broniące w ten sposób swoich pieniędzy przed inflacją.

Po krachu na rynkach finansowych w latach 2007-2009, znanym szerzej jako „kryzys subprime”, rynek emisji listów zastawnych, zarówno bankowych opartych o kredytowanie hipoteczne, jak i publicznych, rozkwitł w takich krajach jak Niemcy (gdzie listy zastawne stanowią często nawet atrakcyjniejszą inwestycję od obligacji skarbowych), Austria, Czechy, Dania czy Francja. Na znaczeniu zyskał także we Włoszech, Hiszpanii, Portugalii i państwach Beneluksu. Również reformy administracyjne ogłoszone przez rząd USA 21 czerwca 2018 r. pod nazwą „Dostarczanie rozwiązań rządowych w XXI wieku” obejmują powrót instytucji amerykańskich na krajowy rynek nieruchomości, także ze znaczącym udziałem publicznych listów zastawnych.

Listy zastawne, w tym jak najbardziej publiczne listy zastawne, niemal od zawsze były instrumentami nie poddającymi się rynkowym spekulacjom. Bezpiecznymi, zyskownymi dla ich nabywców, stanowiącymi przy tym dla publicznych inwestycji bardzo silne koło zamachowe.

Rynek prywatnych obligacji

– Już dekadę temu istotny wkład w rynek wnosiły publiczne listy zastawne. Różnica między tymi dwoma podstawowymi rodzajami listów zastawnych sprowadza się do podstawy emisji tych papierów wartościowych: w przypadku hipotecznych listów zastawnych podstawę emisji stanowią kredyty hipoteczne, a w przypadku listów publicznych pożyczki jednostek samorządu terytorialnego lub kredyty poręczone przez instytucje samorządowe czy banki centralne – wyjaśnia dr Błażej Lepczyński z Uniwersytetu Gdańskiego w artykule dla portalu obserwatorfinansowy.pl.

Rynek listów zastawnych to obecnie jeden z największych rynków obligacji prywatnych w Europie. Instrumenty te mają blisko 250 lat, korzeniami tkwią jeszcze, w należącym wówczas do Prus, Śląsku (tzw. Pfandbrief). Wtedy – oraz przez wiele następnych lat – służyły do rozruszania budownictwa mieszkaniowego, a także innych, większych inwestycji infrastrukturalnych.

Również agencje ratingowe przyznają emisjom listów zastawnych wysokie, zazwyczaj tzw. potrójne A. Potwierdziły one wysokie bezpieczeństwo tych papierów nawet w okresie największego nasilenia kryzysem związanym z COVID-19.

Polskie doświadczenia

Sztandarową, ale jedną z wielu inwestycji z powodzeniem zrealizowanych w okresie międzywojennym z emisji publicznych listów zastawnych był Port w Gdyni. Po 1989 r. pierwsze emisje bankowych listów zastawnych zabezpieczonych hipoteką zostały przeprowadzone na przełomie XX i XXI w., a publicznych listów zastawnych dopiero siedem lat później, czyli w dziesiątym roku obowiązywania nowej ustawy. W ramach najnowszej nowelizacji ustawy o listach zastawnych i bankach hipotecznych z 8 lipca 2022 r. rozszerzono również katalog stanowiący podstawę ich emisji o wierzytelności banku hipotecznego pochodzących z papierów wartościowych, takich jak: papiery wartościowe emitowane przez Skarb Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego oraz papiery wartościowe poręczane lub gwarantowane przez Skarb Państwa, których emitentem jest Bank Gospodarstwa Krajowego.

Trudno dziś pojąć fakt, że wielkość emisji wszystkich listów zastawnych jest w Polsce ponad trzy razy mniejsza niż na Słowacji i ponad dziewięć razy mniejsza niż w Czechach. Nie mówiąc już o tym, że… 300 razy mniejsza niż w Niemczech.

Plan ratunkowy

– W sytuacji nadzwyczajnej, w jakiej znajduje się polskie społeczeństwo i państwo, sięgnięcie po ten instrument powinno być tak bezdyskusyjne dla rządzących, jak powszechne prawo ciążenia – uważa Andrzej Sadowski.

Bezapelacyjnie ma rację. Emisja publicznego listu zastawnego, która mogłaby zostać przeprowadzona pod kuratelą państwa i najlepiej przez kontrolowane przez państwo banki zaufania publicznego oraz lokalnie wybrane banki spółdzielcze, posłużyłaby – stosunkowo niskim kosztem – do dokończenia i realizacji dużych i niezbędnych w naszym kraju inwestycji. Zarówno takich jak np. CPK czy inwestycje związane z technologią wodorową i jądrową oraz magazynami energii, a także modernizacją linii przesyłowych, zaś w skali polski powiatowej – z najpotrzebniejszymi lokalnymi inwestycjami publicznymi. Dochody ze sprzedaży publicznych listów zastawnych posłużyłyby także sekurytyzacji niepokojąco wysokiego długu publicznego.

Co jest jeszcze potrzebne, żeby to się udało? Przekonanie decydentów, ale także polskich obywateli, że publiczny list zastawny nie tylko uchroni ich oszczędności (Polacy mają odłożone ok. 2 bln zł w często niezyskownych produktach), że nie tylko na pewno zostanie wykupiony (w przeszłości z różnymi „instrumentami finansowymi” różnie bywało), ale także, że ich pieniądze posłużą dalszej rozbudowie naszej Ojczyzny i w pewnym stopniu staną się ratunkiem dla finansów publicznych.

Poprzedni artykułNiemcy tracą zaufanie w świecie. Polska je zyskuje
Następny artykułNajgłupsza polityka energetyczna świata [NASZ WYWIAD Z RAINEREM ZITELMANNEM]