NULL

Co do zasady, przedsiębiorcy nie przepadają za nowymi regulacjami, częste nowelizacje przepisów to przeważnie problem. Teraz jednak jest nadzieja, że przedstawione propozycje przez premiera Mateusza Morawieckiego oraz minister rozwoju Jadwigę Emilewicz będę wyczekiwane z niecierpliwością.

Jeszcze podczas kampanii wyborczej Zjednoczona Prawica złożyła liczne obietnice dla biznesu. Była wśród nich zapowiedź podniesienia progu obrotu uprawniającego do skorzystania z ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych – czyli de facto podatku przychodowego. Ma on docelowo wzrosnąć niemal dziesięciokrotnie, z wynoszących obecnie 250 tys. euro do 2 mln euro. To bardzo duża zmiana, nie tylko ilościowa, ale także, a może przede wszystkim, jakościowa. Oznacza ona w praktyce, że wiele mniejszych firm będzie mogło skorzystać z tej formy opodatkowania, dużo przystępniejszej w obsłudze, chociaż wciąż mało rozpowszechnionej. Dogłębnej transformacji wymagają zresztą także inne przepisy regulujące zapłatę tego podatku, w obecnej ustawie znajduje się bowiem mnóstwo wyłączeń oraz nieprzystające do obecnych realiów stawki. Jeśli także te elementy konstrukcyjne owej daniny by się zmieniły, mielibyśmy do czynienia z naprawdę dużym krokiem naprzód.

Podczas expose szef rządu obiecał wprowadzenie tzw. estońskiego CIT, innymi słowy spółka zapłaci podatek wtedy, kiedy zdecyduje się na wypłatę dywidendy. Do tego momentu zgromadzone środki będzie mogła w całości przeznaczyć na inwestycje w rozwój. Propozycja adresowana jest do firm z sektora MŚP, duzi póki co mają obejść się smakiem. Nie ulega wątpliwości, że rozwiązań proinwestycyjnych w polskim prawie podatkowym musi być więcej, bez tego trudno mówić o realnych szansach na rozruszanie kulejących inwestycji prywatnych. Ujawnione przez premiera zmiany w podatku dochodowym od osób prawnych powinny także zachęcić do zakładania nowych spółek kapitałowych, wielu przedsiębiorców wciąż działa w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej, co wiąże się dla nich z bardzo dużym ryzykiem dotyczącym majątku osobistego. W spółkach kapitałowych to ryzyko jest znacznie mniejsze. Istotnym powodem, dla którego wielu przedsiębiorców może wstrzymywać się z decyzją dotyczącą zmiany formy prawnej są niekorzystne rozwiązania podatkowe dotyczące takich spółek. Należy jeszcze pamiętać, że w dalszym ciągu ich funkcjonowanie wiąże się z podwójnym opodatkowaniem. Daninę zapłacić musi zarówno spółka, jak i jej udziałowiec lub akcjonariusz, któremu wypłaciła ona dywidendę. Do przemyślenia jest zatem rezygnacja z tego dublującego się ciężaru i utrzymanie opodatkowania wyłącznie spółki przy jednoczesnej rezygnacji z opodatkowania wypłaconego zysku. To jednak temat na inną dyskusję.

Do wymienionych obietnic podatkowych swoje trzy grosze dorzuciła minister rozwoju Jadwiga Emilewicz. Chodzi o tzw. ulgę prorozwojową w CIT. Na razie brak szczegółów tego pomysłu. Na ten moment wiadomo, że będzie ona związana z przychodem. Jeśli firma będzie go zwiększać, może liczyć, że zapłaci niższy podatek. To zatem kolejne rozwiązanie zawierające w sobie element motywacyjny. Jeśli rośniesz, to osiągniesz korzyść podatkową. To dobry kierunek rozumowania. Oczywiście jak zawsze w takich przypadkach wiele zależy od konkretów. Problemem w Polsce jest to, że różne ulgi i zwolnienia są tak konstruowane, że trzeba stanąć na rzęsach, żeby z nich skorzystać. A nawet jak już się na nich stanie, nie ma pewności, że organy podatkowe nie podważą decyzji podatnika. Zamiast mniejszych ciężarów, można sobie zafundować niezły ból głowy. Warto tu podać przykład niepewności związanej ze stosowaniem IP Box (5 proc. stawka, którą stosować mogą m.in. autorzy oprogramowania) , aby skorzystać z ulgi lepiej poprosić o interpretację indywidualną, tak radzi samo Ministerstwo Finansów.

Do grona dobrych propozycji dodać można jeszcze obietnicę natychmiastowej amortyzacji środków trwałych dla małych i średnich przedsiębiorstw, pomysł także z expose premiera. Od dwóch lat obowiązuje możliwość jednorazowego rozliczenia środków trwałych do kwoty 100 tys. zł. Dla mniejszych firm ten limit to 50 tys. euro. Także tutaj na szczegóły przyjdzie poczekać, sama jednak zapowiedź budzić musi entuzjazm. Widać, że rząd zamierza zdecydowanie postawić na rozwój, szczególnie zaś na inwestycje. Niezwykle ważne, aby zwiększały się one w firmach z polskim kapitałem i przyczyniały się w ten sposób do wzrostu potencjału produkcyjnego rodzimych firm. Szczególnie jeśli chodzi o innowacyjne i wysokoprzetworzone towary, w których do przejęcia jest największa marża. Im nowocześniejszy park maszynowy, tym także wyższa produktywność, a co za tym idzie, rosnące płace. Rozsądnym wydaje się także wspieranie kooperacji między polskimi firmami, tak aby proces produkcyjny budował polski łańcuch wartości. W pojedynkę może to być trudne, przedsiębiorstwa działające razem mają znacznie większe możliwości, a w wielu branżach i tak niejako są skazane na współpracę. To skłaniać powinno rządzących do wprowadzania korzystnego podatkowo rozliczania takich przedsięwzięć jak konsorcja, jeśli np. tworzą je firmy, których przychód nie przekracza określonej kwoty. Dzięki temu mniejsze podmioty powinny zyskać dodatkowy bodziec do kooperacji. Nie należy także zapominać o izbach i innych stowarzyszeniach biznesowych, składki za członkostwo w takich organizacjach, nawet jeśli jest ono nieobowiązkowe, powinny być możliwie do wliczenia w koszt prowadzonej działalności. Można tu oczywiście pomyśleć o wprowadzeniu jakiegoś limitu.

Obecnie pozostaje spokojnie czekać na konkrety dotyczące rządowych obietnic. Jeśli pójdzie dobrze, dla polskiego biznesu wiele zmienić się może na lepsze.