Jak pisał klasyk, „nie śmiał się tylko ten, co miał zajady, a może przez łzy śmiał się i on…”. Platforma, próbując uniknąć kompromitacji wyborczej, podmieniła kandydata na prezydenta, i od razu rozpoczął się w mediach lans Rafała Trzaskowskiego, przedstawiający go jako kandydata na męża stanu i przy okazji męża opatrznościowego polskich przedsiębiorców. Jeszcze chwila i ogłoszą go przy okazji „kandydatem na ołtarze”. Na razie jednak został przedstawiony jako „prawdziwa alternatywa wyborcza dla przedsiębiorczych Polaków” i „kolejny prawicowy kandydat”. Tyle bzdur już na samym starcie… Aż strach pomyśleć, co będzie dalej.

Rozgrzane maszyny propagandowe PO ruszyły na całego. Trzaskowski odmieniany jest przez wszystkie przypadki, pokazywany jest we wszystkich mediach, a jego start – co zauważają wszyscy pozostali kandydaci – rzeczywiście ożywił kampanię wyborczą. Tyle że w całym tym ferworze walki o prezydencki stołek maszyny te od samego początku zaczęły traktować wyborców jak kompletnych idiotów. Pewnie część z tych wyborców na to zasługuje, ale przedsiębiorcy?

Warszawa jest na szarym końcu, jeśli chodzi o pomoc przedsiębiorcom w ramach wdrażania wszystkich rządowych projektów. I nie kupuję tłumaczenia Trzaskowskiego, że to „rząd jest wszystkiemu winien”, bo w każdym innym mieście, również w tych rządzonych przez opozycyjnych prezydentów, nikt takich rzeczy nie wygaduje, tylko każdy pomaga przedsiębiorcom, jak może. W Warszawie, gdzie ta pomoc jest zdecydowanie najbardziej potrzebna, tkwi ona w martwym punkcie (O CZYM PRZECZYTACIE TUTAJ). Czemu? Milion argumentów tłumaczących taki stan rzeczy możecie sobie zobaczyć lub przeczytać w proplatformerskich mediach. Szkoda tu miejsca na nie.

Tak czy inaczej, warto przypomnieć, że już w połowie marca, kiedy zaczęła się narodowa izolacja i ogłoszono zagrożenie epidemiologiczne, Trzaskowski robił wszystko, byle tylko nie wziąć odpowiedzialności za jakąkolwiek pomoc przedsiębiorcom. Byle tylko nie złożyć jakiejś deklaracji, z której potem musiałby się tłumaczyć albo – co gorsze – wywiązać. Jedyne, co powiedział konkretnego, to że czynsze lokali usługowych nie zostaną całkowicie zniesione, ponieważ tak stanowi uchwała Rady Miasta, ale właściciele i najemcy pozostający w „trudnej sytuacji” będą mogli liczyć na obniżone opłaty. Niczego więcej nie można się było dowiedzieć, poza komunałami typu: miasto będzie też otwarte na – jak to określił – inne rozwiązania. Żadnych konkretów. „Jesteśmy też gotowi rozkładać wszelkie płatności na raty oraz na rozmowy o odsetkach” – obiecywał. I tyle.

O zniesieniu najwyższych w Polsce opłat ryczałtowych za śmieci i karach, w ramach odpowiedzialności zbiorowej, za ich sortowanie, prezydent Warszawy nawet się nie zająknął. Jedynie, co opowiadał, to że stołeczni przedsiębiorcy prowadzący działalność w lokalach należących do miasta będą mieli możliwość odroczenia płatności czynszu i rozłożenia zapłaty należności w czasie. Apel przedsiębiorców i rzecznika MŚP o to, by znieść opłaty w Strefach Płatnego Parkowania, nawet go nie wzruszył.

Takim to „mężem opatrznościowym” dla przedsiębiorców okazał się Trzaskowski jako prezydent Warszawy.

I jeszcze jedna ciekawostka – przy okazji ogłoszenia Trzaskowskiego oficjalnym kandydatem na Prezydenta RP, swoją niemałą już kolekcję wygadywanych bzdur powiększył też Robert Biedroń, nazywając Trzaskowskiego „kolejnym prawicowym kandydatem”. Z prawicą Trzaskowskiego łączy chyba tylko to, że ma… prawą rękę (lewą zresztą też).

Zresztą inny “prawicowiec”, czyli Leszek Miller tak zareagował na nowego kandydata Platformy: – Liczę na to, że będzie w II turze. Z przyjemnością na niego zagłosuję. Tym bardziej, że już raz na niego głosowałem…

A dla porządku przypomnijmy, czym „prawicowy” kandydat Trzaskowski zasłynął jako prezydent Warszawy:

  • podwyżkami opłat dla mieszkańców i dotacjami z pieniędzy podatników na organizacje propagujące ideologię LGBT
  • podpisaniem skandalicznej „Karty LGBT+” i wdrażaniem do szkół tzw. edukacji seksualnej, opartej na tzw. standardach WHO
  • ukrywaniem przez 29 godzin awarii oczyszczalni ścieków „Czajka” (najdroższej oczyszczalni ścieków na świecie powstałej z inicjatywy Hanny Gronkiewicz-Waltz, która – oczyszczalnia, nie pani Hanna – kosztowała 6,5 miliarda zł); doskonale pamiętamy, jak w oczyszczalni doszło do poważnej awarii, a do Wisły trafiało wiele tysięcy litrów zanieczyszczonej wody. Katastrofa ekologiczna? Coś takiego władzom Warszawy nie przeszło przez gardło, a zatajenie sprawy przed opinią publiczną zajęło im 29 godzin
  • strefą relaksu, czyli drewnianymi ławkami i leżakami rozłożonymi na betonie, które kosztowały 1 mln zł, zamiast obiecanego na Placu Bankowym pięknego skweru wraz z parkingiem podziemnym
  • próbą zablokowania Marszu Suwerenności; była za to organizacja „Parady Równości”, którą pan prezydent objął swoim patronatem

Czepianie się? No pewnie. Kogo obchodzą konkrety, kiedy tak naprawdę liczy się kit. A w tym akurat Trzaskowski rzeczywiście jest dobry. Pytanie tylko, czy Polsce potrzebny jest prezydent „z kitu”.