Fot. Pixabay

Gdy pisaliśmy o nadciągającej suszy, ostrzegaliśmy na łamach fpg24.pl jeszcze na początku marca, powołując się na raport Państwowego Gospodarstwa Wodnego, niewiele osób się tym przejęło. Wszyscy byli pochłonięci „rozkręcającą” się pandemią koronawirusa. Trudno się temu oczywiście dziwić. Dziś problem jest już tak poważny, że nie da się go nie zauważyć.

– Ceny produktów rolnych mogą też podbić przymrozki, które przyszły po ciepłych dniach w lutym i marcu, kiedy ruszyła wegetacja roślin, wykiełkowały nasiona, a drzewka owocowe puściły pąki. Mogły doprowadzić do poważnych uszkodzeń roślin i ostatecznie będą mieć wpływ na wielkość plonów – mówi Grzegorz Walijewski, rzecznik Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Ucierpiały uprawy

Zdaniem dra Sebastiana Szklarka, autora coraz popularniejszego bloga "Świat wody", wszystko wskazuje na to, że w tym roku susza będzie rekordowa. Uważa on, że te nieliczne opady, które były pod koniec lutego i na początku marca, nie odrobiły strat z okresu grudnia i stycznia, a tym bardziej nie odrobiły strat z suszy zeszłego roku czy z roku 2018. Ekspert zwraca uwagę również na stan wody w Wiśle. Podczas gdy w 2015 r, poziom wynosił 186 cm, w 2018 roku 180 cm, to dziś jest to 79 cm.

Także w wielu miejscach już dziś mapy wilgotności gleby pokazują, że najbardziej wierzchnia jej warstwa jest bardzo przesuszona.

– Sucha i luźna powierzchniowa warstwa gleby przy dużym nasłonecznieniu nie tylko narażona jest na przemieszczanie się, lecz stanowi także poważną barierę dla efektywnego wykorzystania przez rośliny nawozów stosowanych pogłównie – czytamy w piśmie Wielkopolskiej Izby Rolniczej. Alarmuje ona, że ustąpieniu fali przymrozków rośliny ozime weszły w stadium intensywnego wzrostu, a panująca aura jest niekorzystna także dla upraw roślin jarych, szczególnie tych gatunków, które obecnie znajdują się w fazie wschodów.

Walka z poślizgiem

Prace mające przeciwdziałać skutkom suszy opóźniają się z powodu koronawirusa. Opóźnia się budowa systemów, które umożliwiają zatrzymywanie wody, gdy jest sucho, i jej odprowadzanie, gdy jest jej nadmiar, przede wszystkim tzw. retencji korytowej. Dopiero ruszyły wyceny inwestycji m.in. w województwach: łódzkim, zachodniopomorskim i kujawsko-pomorskim. Może więc okazać się, że wody zaczynie brakować nawet tam, gdzie do tej pory wydawało się to niemożliwe, czyli… w kranach. Problem będą mieć też rolnicy czerpiący ją z indywidualnych studni, tam gdzie zasoby są płytkie.

Państwowa Służba Hydrologiczna oznaczyła jako zagrożony pas ciągnący się przez Wielkopolskę, województwo kujawsko-pomorskie i Pomorze, a także wschodnią część Lubelszczyzny, wschodnią część województwa opolskiego, niewielki obszar Dolnego Śląska oraz Warmii i Mazur i Podlasia.

Pod koniec marca br. zarząd Krajowej Rady Izb Rolniczych zwrócił się do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi o wystąpienie do Komisarza UE ds. rolnictwa Janusza o podjęcie działań w celu zmiany przepisów prawa unijnego, aby szacowanie szkód powstałych w gospodarstwach rolnych i działach specjalnych produkcji rolnej w wyniku wystąpienia niekorzystnych zjawisk atmosferycznych odbywało się poprzez liczenie strat w produkcji roślinnej i zwierzęcej gospodarstwa (oddzielnie). Tak, aby rolnik mógł skorzystać z pomocy.

Na razie susza rolnicza na mapie to kilka czerwonych kropek: w dorzeczach górnej i dolnej Wisły. Będzie gorzej, gdy „rozkręcą” się upały. Walka idzie o zatrzymanie wody tam, gdzie ona opada – z deszczem lub śniegiem.