Wysoka inflacja to problem nie tylko Polski. Jak wynika z danych Eurostatu, inflacja HICP w strefie euro osiągnęła najwyższy od 13 lat poziom 4,1 proc. Zdaniem ekonomistów, jest to efekt rosnących cen energii, problemów w światowych łańcuchach dostaw, a także popandemicznego ożywienia gospodarczego. Nic więc dziwnego, że temat inflacji zdominował ostatnią Radę Prezesów Europejskiego Banku Centralnego.

Pixabay

„Inflacja, inflacja”. Tymi słowami Christine Lagarde, prezes Europejskiego Banku Centralnego, rozpoczęła serię pytań na konferencji prasowej, która odbyła się w ubiegły czwartek po posiedzeniu EBC, sugerując, co było głównym tematem dyskusji Rady Prezesów. Temat nikogo nie zaskoczył. Było oczywistym, że wzrost cen w strefie euro zdominuje debatę. Zwłaszcza, że w „normalnych” warunkach większość banków centralnych podjęłaby działania ratujące gospodarkę, czyli restrykcyjną politykę monetarną (np. podniesienie stóp procentowych).

Tymczasem Europejski Bank Centralny, mimo wzrostu inflacji ponad oczekiwania, postanowił nie zmieniać dotychczasowych parametrów polityk pieniężnej, stając na stanowisku, że obecne zjawiska gospodarcze mają charakter przejściowy i że znikną w 2022 roku. Zdaniem komentatorów, na kluczowe decyzje przyjdzie nam poczekać do grudnia. To właśnie wtedy Europejski Bank Centralny ma podjąć ustalenia na temat programu skupu aktywów, a także zaktualizować prognozy na temat inflacji.

Jak wynika z danych Eurostatu, problem inflacji dotyka największe europejskie gospodarki, takie jak Belgia czy Niemcy. Wśród nadbałtyckich państw strefy euro najgorsza sytuacja jest na Litwie (8,2 proc.) i Łotwie (7,4 proc.). Przyczyną galopującej inflacji jest wzrost cen energii o 23,5 proc., żywności o 2 proc. i usług o 2,1 proc.

Brak reakcji ze strony Europejskiego Banku Centralnego zaskakuje wszystkich, zwłaszcza w obliczu widma tak zwanej drugiej rundy inflacyjnej, czyli spirali zjawisk gospodarczych wywołanych inflacją w gospodarkach o niskiej stopie bezrobocia. Spadek wartości pieniądza powoduje coraz większe naciski ze strony pracowników na pracodawców w zakresie podwyżki płac. Niskie bezrobocie sprawia, że pracownicy mają silniejszą pozycję negocjacyjną, a w konsekwencji dochodzi do podwyżki wynagrodzeń. Chcąc zrównoważyć ponoszone koszty, przedsiębiorcy podnoszą ceny wytwarzanych dóbr, a to z kolei znów osłabia siłę nabywczą pieniądza, powodując wzrost inflacji.

W kontekście działań Europejskiego Banku Centralnego, a raczej ich braku, warto zadać sobie pytanie na temat sensowności nacisków ze strony niektórych grup na Narodowy Bank Polski. Skoro kluczowa instytucja finansowa Unii Europejskiej zdecydowała się utrzymać łagodną politykę pieniężną, czyli utrzymać wciśnięty pedał gazu w dobie popandemicznego ożywienia gospodarczego, to dlaczego działania Narodowego Banku Polskiego spotykają się z tak ostrą krytyką?