Przed polskimi rolnikami trudny rok walki o swoje. Zagrożeń dla stabilności sektora jest sporo, a wiele z nich z roku na rok przybiera na sile. Epidemie chorób zwierząt, trudności wynikające z pandemii koronawirusa, Europejski Zielony Ład, „ekologiczni” aktywiści, rosnące koszty prowadzenia gospodarstw czy unormowanie sytuacji cenowej na rynkach rolnych spędzają sen z powiek rolnikom nie tylko w kraju, ale także w całej Unii Europejskiej, która zdaje się niewiele robić, by trudne położenie gospodarzy jakkolwiek poprawić.

Peggychoucair/Pixabay

Gigantyczną przeszkodą w rozwoju krajowego sektora hodowlanego są epidemie chorób zwierząt (ASF i grypa ptaków), z którymi nie potrafimy poradzić sobie od dobrych kilku lat. Gospodarstwa utrzymujące świnie wciąż borykają się z problemem afrykańskiego pomoru świń. Złośliwi mogliby stwierdzić, że ruchy resortu rolnictwa w sprawie przeciwdziałania rozwojowi epidemii są tylko iluzoryczne. Zmieniło się nazwisko na stanowisku Głównego Lekarza Weterynarii – do inspektoratu powrócił stary-nowy główny lekarz, czyli Paweł Niemczuk. Kto inny jest dziś także pełnomocnikiem ds. walki z ASF – Szymona Giżyńskiego (nie najgorzej ocenianego przez rolników) zastąpił Lech Kołakowski, który stwierdził, że „krajową produkcję wieprzowiny odbuduje i basta”. Konkretów wciąż jednak brakuje. Powiatowe Inspektoraty Weterynarii jak niedofinansowane były, tak są. Weterynarzy jest zbyt mało, a i zachęt do wstąpienia w szeregi państwowej inspekcji brakuje, bo pensje w niższych strukturach są raczej głodowe. Jest to o tyle ważne, że bez odpowiedniej liczby „funkcjonariuszy” nadzór nad choćby przestrzeganiem zasad bioasekuracji, które chronić mają fermy przed zawleczeniem tam wirusa jest w zasadzie niemożliwy.
W efekcie wciąż przybywa gospodarstw – szczególnie najmniejszych, które miały zostać objęte rządowo-unijnym parasolem bezpieczeństwa – w których wirus ASF prowadzi do przymusowego wybicia świń. Wszystkich. Zazwyczaj bez odszkodowań, bo na te rolnicy czekają na tyle długo, że decydują się oni na porzucenie prowadzonej od lat hodowli.
Nie da się w Polsce wdrożyć też mechanizmu duńskiego, polegającego na wystrzelaniu wszystkich dzików na terytorium kraju, ponieważ ważniejsze od krajowych przepisów wciąż pozostają fanaberie aktywistów prozwierzęcych, którzy dosłownie wchodzą myśliwym pod lufy i włos z głowy im za to nie spaść nie może.
Rząd obiecał wprawdzie wsparcie rynków rolnych, m.in. rynku wieprzowiny, po to, aby rolnicy po okresie złej koniunktury mogli odnowić produkcję – wciąż jednak czekamy na konkrety.

Także grypa ptaków szaleje w wielu regionach kraju, prowadząc do znikania z krajowej mapy hodowlanej kolejnych gospodarstw drobiarskich. Tu odstrzał jest niemożliwy, bo dzikich ptaków – które stanowią wektor przenoszenia wirusa i jego rezerwuar – jest zwyczajnie zbyt wiele.
Warto byłoby tu zadbać o skuteczniejszą bioasekurację, ale – jak powiedziano – nie ma komu pilnować, czy aby na pewno jej zasady są respektowane przez gospodarzy. Perspektyw na zmianę trudnej sytuacji próżno szukać w najbliższej przyszłości, a straty liczone są co roku w grubych miliardach euro.

Zielony Ład

Rolnicy wciąż także nie wiedzą, co przyjdzie im począć, gdy w życie realnie wchodzić zaczną założenia Europejskiego Zielonego Ładu. Obowiązkowe odłogowanie, konieczność przeznaczenia jednej czwartej powierzchni gospodarstwa pod – zazwyczaj niskotowarową – produkcję ekologiczną czy ograniczenie możliwości stosowania nawozów i środków ochrony roślin to restrykcje, które Komisja Europejska nałoży już niebawem na rolników we Wspólnocie. Urzędnicy twierdzą – to naturalnie zwykła bujda – że ograniczenia wcale nie muszą przełożyć się na spadek dochodów gospodarstw. Zgoła innego zdania są naukowcy, którzy poczynili w tej sprawie pewne wyliczenia. Jasno wynika z nich, że rolnicy w całej UE zarabiać będą od kilku do nawet ponad 30 procent mniej – w odniesieniu do konkretnych sektorów. Zwiększyć ma się także skala importu żywności do UE, bo wykopaną przez Wspólnotę dziurę trzeba będzie czymś zasypać. KE idzie jednak w zaparte, czego efektem będą zapowiadane przez przedsiębiorców rolnych protesty, które już za miesiąc zalać mają Brukselę.
Czy gospodarze wskórają cokolwiek dzięki manifestacji? Trudno powiedzieć, ale warto pamiętać przy tym o Piątce dla zwierząt, która odeszła do lamusa po tym, jak stolicę Polski zablokowało kilkadziesiąt tysięcy wściekłych hodowców zwierząt.

Wysokie koszty produkcji

Rolnicy – nie tylko w Polsce – nie radzą sobie z wysokimi cenami energii i paliw. Przekładają się one na ogromną zwyżkę kosztów stałych ponoszonych przez gospodarstwa rolne. To głównie przez nie tak drogie pozostają dziś choćby nawozy, do których używania rolnicy są zmuszeni. Nie zanosi się także, aby w najbliższym czasie sytuacja ulec miała jakiejkolwiek poprawie, bo i nie od Polski zależą np. wysokie ceny gazu. Nie bez znaczenia pozostaje także inflacja, która odbija się na kondycji finansowej gospodarstw.

Co zrobi ministerstwo?

Resort rolnictwa – słusznie – wśród najważniejszych „spraw do załatwienia” w rozpoczynającym się roku wymienia kwestie chorób zwierząt i zacieśnienie (w celu walki z nimi) współpracy między resortami rolnictwa i klimatu. Wśród priorytetów ministerstwa znalazły się choćby łamanie zmów cenowych czy naprawa systemu ubezpieczeń rolnych poprzez znaczące do nich dopłaty. Istotne jest także wprowadzenie płatności postojowej dla rolników, którzy decyzją weterynarza zmuszeni zostali do zaprzestania produkcji. Będzie to 1 zł za jeden dzień dla jednej sztuki, co oznacza trzykrotne zwiększenie dotychczasowej stawki. Ponadto limit zostanie zwiększony z 50 do 200 sztuk zwierząt.

Polskiemu rolnictwu potrzeba jednak zmian systemowych. Walka o wyższe dopłaty, kolejne systemy rekompensat czy odszkodowań są istotne, ale długoterminowo nie rozwiązują powracających rokrocznie problemów. Wielkie korzyści przyniosłoby zapewne rzeczywiste wsłuchanie się w głos gospodarzy. Mimo to idzie lepsze, ale czy będzie lepsze wystarczająco?

 

Poprzedni artykułPrzekształcenie użytkowania wieczystego w prawo własności a kwestia zapłaty VAT
Następny artykułChiny i USA chcą wspólnie obniżyć ceny paliwa na świecie