Rolnicy, mimo że na wielu z nich ciąży taki obowiązek, niechętnie ubezpieczają swoje uprawy i zwierzęta. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest nieefektywny system dopłat do ubezpieczeń rolniczych. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt udzielania przez państwo rekompensat zupełnie niezależnie od tego, czy rolnicy mieli podpisaną umowę z ubezpieczycielem, czy też nie. W ostatnich latach pomoc taka trafiała przede wszystkim do gospodarzy, którzy ponosili straty z powodu wystąpienia suszy rolniczej, przymrozków, gradobić, deszczów nawalnych oraz afrykańskiego pomoru świń.

Zgodnie z polskim prawem rolnicy mają obowiązek posiadania ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej, czyli tak zwanego rolniczego OC. Wynika to wprost z faktu samego prowadzenia gospodarstwa rolnego. Koniecznością jest też ubezpieczenie budynków znajdujących się w granicach gospodarstwa rolnego od: pożarów, huraganów, powodzi, podtopień i innych podobnych zjawisk, których nie da się przewidzieć.
Co ważne, w momencie otrzymania płatności obszarowych z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, rolnicy zostają zobligowani także do ubezpieczenia co najmniej połowy obszaru upraw.

Okazuje się jednak, że gospodarze robią to niechętnie. Ze swojego obowiązku, porównując liczbę zawartych ubezpieczeń z liczbą udzielonych płatności bezpośrednich, wywiązało się zaledwie 15 procent z nich w roku 2017 i 18 procent rok później.
Teoretycznie wszyscy, którzy nie dopełnili warunków umowy, powinni wnieść do urzędu gminy opłatę w wysokości 2 EUR za każdy hektar posiadanego areału. Co ciekawe, z danych Najwyższej Izby Kontroli wynika wprost, że kwoty takie nie są uiszczane, a sami urzędnicy nie palą się do egzekwowania płatności.

Gdyby nie drób…

Obowiązująca od roku 2005 i wielokrotnie nowelizowana ustawa o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich stworzyła możliwość uzyskania dopłat do rolniczych ubezpieczeń. Dokument powstał, aby zrealizować założenie, według którego wzrosnąć miał areał ubezpieczonych użytków rolnych. Tymczasem dane z ostatniego okresu pomiarowego, czyli lat 2017 i 2018 pokazują, że ubezpieczeniem objętych jest zaledwie 22 procent polskiego areału. Oznacza to, że dziś chronionych jest zaledwie około 3,3 mln ha, przy całkowitej powierzchni 14,6 mln ha użytków rolnych w kraju.
Plan na rok 2018 zakładał, że umowy obejmą 5 mln ha. Różnica jest zatem ogromna, mimo że w ostatnich latach rosły dopłaty zarówno do ubezpieczenia upraw jak i zwierząt gospodarskich.

W przypadku zwierząt sytuacja nie ma się jednak tak dramatycznie. Okazuje się, że tu udało się wypełnić zakładane wcześniej progi. Wszystko dzięki silnemu w naszym kraju sektorowi drobiarskiemu. W 2017 roku ubezpieczeniem objęto 20 554 tys. sztuk zwierząt (w tym drobiu 20 494 tys.), a w 2018 ponad 17 593 tys. (w tym ponad 17 530 tys. sztuk drobiu). To odpowiednio o ponad 47 procent i blisko 26 procent więcej, niż przyjęto w założeniach resortu rolnictwa (14 mln sztuk).
Wciąż jednak w naszym kraju ubezpieczone jest zaledwie 9 procent drobiu, 0,5 procenta pogłowia trzody chlewnej i tylko 0,2 procent bydła. Szczególnie dwie pierwsze branże są dziś narażone na straty z powodu epidemii afrykańskiego pomoru świń i grypy ptaków, które dziesiątkują polskie stada.

Dlaczego rolnicy nie chcą ubezpieczać gospodarstw?

Od trzech lat w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi działa specjalny zespół, którego zadaniem jest ustalenie przyczyn odpowiedzialnych za tak niski, na tle państw Unii Europejskiej, poziom zawierania umów ubezpieczeniowych w rolnictwie. Tempo prac zespołu pozostawia jednak wiele do życzenia.

Sami rolnicy twierdzą, że podstawowym czynnikiem odwodzącym ich od ubezpieczeń jest zbyt niska opłacalność zarówno prowadzenia działalności opartej o uprawy jak i o hodowlę zwierząt. Ubezpieczenia nie są też powszechne, a same procedury są nazbyt skomplikowane. Zarzut ten dotyczy także likwidacji szkód, które są dla rolników drogą, której często nie potrafią przebrnąć.
Same ubezpieczalnie z kolei niechętnie obejmują umowami uprawy szczególnie narażone na niebezpieczeństwo zjawisk, takich jak zalania czy przymrozki. Wciąż brakuje także twardych przepisów, które egzekwowałyby konieczność ubezpieczania gospodarstw.

Do roku 2022 zespół działający przy ministrze rolnictwa ma przedstawić projekt szerokiej reformy przestarzałego i niewydolnego systemu ubezpieczeń rolnych w Polsce.