Nasz romantyzm już nieraz nas zgubił. Postrzegamy emocjonalnie twory i decyzje polityczne, które w innych krajach podlegają chłodnej i wyrafinowanej analizie – pisze w swoi najnowszym felietonie wiceprezes WEI Piotr Palutkiewicz.

Nie tak dawno Polacy zapytani o największy problem dla państwa wskazali polexit. Tak opowiedziało 31 proc. badanych. Inflacja i kryzys na granicy z Białorusią stanowił największe wyzwanie dla 25 proc. Polaków. Dodatkowo coraz więcej z nas uważa polexit za realny scenariusz. W październiku br. taką opinię wyraziło aż 42 proc. ankietowanych w sondażu dla RMF FM i „Dziennika Gazety Prawnej”. Rynek finansowy nie ulega już takim emocjom. Uważa on polexit za mało prawdopodobny scenariusz. Inwestorzy zakładają, że dojdzie do porozumienia między instytucjami UE a Polską, najprawdopodobniej „w ostatniej chwili”.

Niepewność w postrzeganiu przez partnerów zewnętrznych kwestii relacji Polski z instytucjami UE oddziałuje w sposób negatywny na polską gospodarkę. W ostatnim raporcie w Warsaw Enterprsie Institute wyliczyliśmy, że chaos związany z nawet nierealnym scenariuszem polexitu kosztować nas może 37 mld zł. Innymi słowy, same branie pod uwagę i dyskusja o takiej opcji kosztuje. Do bilansu strat wliczyć można opóźnienia wokół KPO, mniejsze dochody podatkowe budżetu państwa, czy osłabienie złotego, co przełoży się dodatkowo na około 0,3 pkt proc. wyższą inflację. Dalej wpływać to będzie na m.in. większe podwyżki stóp procentowych NBP oraz zwiększenie obciążeń fiskalnych.

Należy więc wprost wykluczyć opcję polexitu w najbliższym czasie. Nie dlatego, że rozmowa o tym kosztuje. Po prostu wszystkie rzetelne analizy wskazują, że bilans dla Polski, na dzień dzisiejszy i najbliższe lata, jest i będzie najprawdopodobniej korzystny. Zyski z członkostwa przewyższają koszty przebywania w salonie państw zjednoczonej Europy.

Problem z nami leży gdzie indziej. Proszę zauważyć, że dyskutując o polexicie, za mało rozmawiamy o zyskach i stratach. Jak zawsze w historii dziejów podchodzimy do tematu członkostwa w Unii romantycznie. Większość sił politycznych rozkochuje Polaków w tworze politycznym, jakim jest UE. Są tego skutki. Deklarowane przez obywateli przywiązanie do Unii plasuje nasz kraj jako jeden z najbardziej euroentuzjastycznych na Starym Kontynencie. Dziś nie ma w tym oczywiście nic złego. Pytanie, czy w momencie, gdy Unia nie podejmie reform samej siebie, nie przestanie przekraczać w sposób kontrowersyjny zapisów traktatów, a członkostwo naszego kraju w tym projekcie przestanie być korzystne, biorąc pod uwagę rachunek zysków i strat, będziemy wtedy w stanie trzeźwo i analitycznie patrzeć na twór zjednoczonej Europy?

Nasz romantyzm już nieraz nas zgubił. Wszystko wskazuje też, że niczego się nie nauczyliśmy. Postrzegamy emocjonalnie twory i decyzje polityczne, które w innych krajach podlegają chłodnej i wyrafinowanej analizie. Pytanie, czy emocjonalne wiązanie Polaków z Unią nie spowoduje, że za kilka?, kilkanaście?, kilkadziesiąt? lat, gdy realnie może pojawić się decyzja na temat polexitu, my jako nardów nie będziemy w stanie podjąć racjonalnej decyzji. Romantycznie pozostaniemy w związku z miłości, nie z bilansu zysków i strat. Wtedy dopiero koszty polexitu, a w zasadzie jego braku, mogą przekroczyć wielokrotnie obecne 37 mld zł, które ponosimy z bezsensownego rozmawiania o tym, gdy scenariusz ten jest nierealny.

Poprzedni artykułPłatne autostrady to konieczność
Następny artykułSiergiej Kowalow – wy zapominacie wszystko [WYWIAD]