fbpx
piątek, 17 maja, 2024
Strona głównaFelietonRomantyczna walka o przyszłość

Romantyczna walka o przyszłość

Przytłoczeni rzeczywistością, czyli ogromem problemów, które zamiast stopniowo rozwiązywać, niemiłosiernie nam się piętrzą, odpychamy od siebie pytania o przyszłość. Niefrasobliwie unikamy oceny czekających nas wyzwań, w sytuacji gdy tylko poprawna ocena pozwoli nam odkryć największe zagrożenie i się na nie przygotować. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że idziemy na łatwiznę i pozwalamy oceniać tym, którzy mają w tym interes, ale niekoniecznie rację.

Jest to kolejny felieton bardzo futurystyczny, o zapatrzeniu w przyszłość. Refleksja nad tym, jak współcześnie definiujemy nasze myślenie o przyszłości. O tym, czy w ogóle posiadamy umiejętność przewidywania, może nie w granicach pewności, ale przynajmniej uprawdopodobnienia tego, jak będzie wyglądała nasza rzeczywistość za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat i jakim zagrożeniom przyjdzie nam stawić czoła. Nie jest to takie oczywiste, szczególnie w kwestiach ekonomicznych, które z kolei decydują – nie politycznie czy ideologicznie, ale faktycznie – o tym, czy pozostaniemy ludźmi wolnymi.

Skądinąd zagadnienie rzeczywiście ma wiele wspólnego z futuryzmem, czyli awangardowym kierunkiem w sztuce, który narodził się na przełomie XIX i XX w. Jego założeniem było przecież właśnie patrzenie w przyszłość i nowoczesność. Metoda realizacji założeń kierunku była jednak na wskroś destrukcyjna, postulująca unicestwienie dokonań dawnej kultury, niwelację klasycznej estetyki, które utrzymywały stan przestarzałości i zniedołężnienia artystycznego. Zakładano profetyczną rolę artysty, mającego wszelkie cechy prawdziwego przewodnika duchowego, rzekłoby się demiurga nowego społeczeństwa. I wydawać by się mogło, że i współcześnie zapanowała moda na futuryzm, tyle tylko, że w kwestiach polityczno-społecznych. Sprzyja zaś temu niepohamowany i rozkręcony do niespotykanej w dziejach prędkości postęp technologiczny, za którym chyba już sami nie nadążamy.

Kilka dni temu na łamach Bussines Insider przeczytałem artykuł o zabójczo skutecznym systemie laserowym produkcji brytyjskiej, nazwanym DragonFire, który ma zrewolucjonizować współczesne pola walki. Sytuacja ciekawa z dwóch powodów. Pierwszym jest déjà vu historyczne, bowiem niczym podczas wojny domowej w Hiszpanii Niemcy testowali swoje technologie oraz taktyki, tak i ten system ma być udostępniony Ukraińcom przez miłujących pokój Brytyjczyków, celem przetestowania na polu walki przeciwko jednostkom Putina. Drugim jest kwestia postępu technologicznego.

System DragonFire to nic innego jak w pełni sprawny laser, czyli technologia, którą w użyciu w ramach konfliktu kinetycznego znamy dotychczas tylko z historii sci-fi. Technologia osiągnęła zarówno poziom użyteczności (media rozpisują się, jak to potrafi trafić monetę z odległości kilometra) oraz opłacalności ekonomicznej, bowiem okazuje się, że wystrzelenie jednej wiązki kosztuje ok. 10 funtów, co jest śmiesznie tanie nawet w porównaniu z kosztem produkcji chałupniczych rakiet, jakimi posługuje się Hamas czy Hezbollah, notorycznie testując zaawansowane systemy przeciwrakietowe Izraela. Innymi słowy w zaledwie dwie – trzy dekady wyprodukowaliśmy broń, która stosownie do fikcji filmowej, używana jest powszechnie „a long time ago in a galaxy far, far away….”. Czy w momencie oglądania np. filmów z serii „Gwiezdnych Wojen”, ktokolwiek myślał, że w tak niedalekiej przyszłości może zobaczyć broń laserową? W takim razie może jeszcze za naszego życia będziemy oglądać miecze laserowe?

Daje mi to ogromną satysfakcję, gdyż jest to kolejne potwierdzenie mojej hipotezy, którą dzieliłem się już z Czytelnikami, że wizje przyszłości, nie tylko te technologiczne, przedstawione w sztuce, wyprzedzają nas raptem o kilka dekad. Na dodatek ten czas się kurczy. Dziś warto przedstawić kolejną hipotezę. Czy wobec tak wielkiej skali postępu i ciągle zmieniającego się continuum czasoprzestrzennego możemy z pewnością dać się uwieść wizji przyszłości, określonej i propagowanej nam politycznie jako pewnej?

Obecnie proponowane są nam dwa przyszłe zagrożenia, którym już nawet nie narody, a ludzkość będzie musiała stawić czoła: wojna i klimat. Obydwa całkowicie redefiniujące przyszły porządek ekonomiczny, a różniące się proponowanym sposobem ich rozwiązania.

W przypadku wojny, pomimo wizji ludzkiego cierpienia i społecznego dramatu, sprawa oceny problemu i propozycji jego rozwiązania nie jest taka skomplikowana – gospodarka wojenna. I choć wojna to zawsze ostry zjazd ekonomiczny, przypadek ma i swoje dobre strony, co świetnie udowadniają ostatnio chociażby Stany Zjednoczone przy okazji uchwalania pakietu pomocowego dla Ukrainy. Kto ma głowę na karku, ten nie tylko nie straci na wojnie, ale i może zarobić, bowiem znakomita większość funduszy pomocowych wyląduje w kieszeniach Amerykanów. Zamówiona broń będzie wszak produkowana za amerykańskie dolary amerykańskiego podatnika, w amerykańskich fabrykach i firmach, i rękami amerykańskich ludzi pracy. Taki keynesizm w wesołej odmianie.

Zmiany klimatu, a w zasadzie wojna z tymi zmianami, to znacznie poważniejszy problem, obecnie mający niezliczoną wręcz rzeszę zwolenników. O tym, że jest to problem polityczno-społeczny, a niekoniecznie naukowy, świadczy nie tylko brak konsensusu naukowego zarówno co do przyczyn zmian klimatu, jak i ostatecznych konsekwencji tego problemu, czego dowodzi choćby niedawne stanowisko PIG informujące, że po ociepleniu klimatu ma przyjść jego oziębienie (co w historii już się zresztą zdarzało), a zmiana jest spowodowana przez czynniki naturalne, a nie działalność człowieka. Raz prezentowano nawet teorię o ociepleniu klimatu, którego skutkiem odczuwalnym będzie jego oziębienie. Przypomnijmy, że nie zawsze formuła „ostatecznego rozwiązania kwestii klimatycznej” czyli de facto kwestii działalności człowieka była powszechna i tak ekscytująca społeczeństwa jak dziś. Jej dojrzewanie nie odbyło się bez dekad propagandy (sam pamiętam bajki „ekologiczne” serwowane w formie dobranocek) czy prób przygotowania rewolucji ekonomicznej w zaciszu gabinetów politycznych, niejako w obawie przed oceną społeczeństwa.

Dziś w zasadzie nic się nie zmieniło poza formą i poparciem społecznym. O ile bardziej dystyngowani zwolennicy walki o klimat, dla uzasadnienia dekarbonizacji i odejścia od paliw kopalnych, dodają argumentację ekonomiczno-polityczną (konieczność zmiany przestarzałej infrastruktury czy bezpieczeństwo energetyczne na wypadek konfliktu), o tyle ci lewicowi radykałowie odstawiający chuligankę w miejscach publicznych, którą nazywają „obywatelskim nieposłuszeństwem”, posługują się argumentacją walki o wodę i jedzenie w następnym pokoleniu. Na marginesie zastanawiam się, czy właśnie z wizji braku żywności nie wziął się wszak traktowany na poważnie przez polityków, a przez korporacje jako świetny biznes, pomysł jedzenia wszystkiego, co się rusza, w tym owych osławionych robaków. Z drugiej strony, przerażenie człowieka bierze, co się będzie działo, jeśli ci lewicowi myśliciele zauważą, że to człowiek, barbarzyńca niszczący środowisko, sam w sobie jest całkiem niezłym rezerwuarem białka i wody?

Tylko skąd pewność, że rzeczywiście prezentowany plan walki o klimat jest poprawny? Skąd pewność, że „po drodze” nic się nie zmieni? Jak pisał Samotnik z Bogoty: „Idea polityczna, która nie prowadzi do katastrofy, nigdy nie jest popularna”. O ile dobrze sobie przypominam, to dwie dekady temu rozwiązaniem na całkowitą eliminację zanieczyszczeń atmosfery spalinami, w tym dwutlenkiem węgla, miały być katalizatory montowane w każdym samochodzie i na każdym kominie. Wychodzi na to, że wiele (na gorsze) zmieniło się od tamtych czasów, bo klimatu nie udało się uratować. Ale myśląc optymistycznie, w perspektywie 2050 r. może wydarzyć się wiele, o czym świadczy przytaczany przykład systemu DragonFire, i obejdziemy się bez zakazu samochodów spalinowych, paneli fotowoltaicznych na każdym dachu, dyrektywy EPBD, zeroemisyjności za 10 bilionów złotych etc. Myśląc optymistycznie, w perspektywie 2050 r. aktywiści klimatyczni mogą protestować na Marsie, gdyż człowiek niczym w filmie będzie podróżował między galaktykami. Oczywiście o ile nie przeznaczymy wszystkich naszych zasobów na romantyczną walkę o klimat.

Jacek Janas

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Jacek Janas
Jacek Janas
Z zawodu radca prawny. Z zamiłowania muzyk, kompozytor i myśliciel. Działacz społeczny, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Brzozowski Ruch Konserwatywny i Członek Zarządu Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK. Fundator i ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Europa zasad czy ideologii?

Jakiekolwiek podsumowanie 20 lat uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej, jakakolwiek dyskusja o tym, czy Polska nadal będzie członkiem tego podmiotu, powinny opierać się nie o analizę zysków i strat, ale o ocenę warunków naszej partycypacji przez pryzmat tego, od czego uwolniliśmy się w 1989 r.
5 MIN CZYTANIA

Czasami i sceptycy mają rację

Wszystkie zjawiska, jakie obserwujemy w ramach gospodarki, są ze sobą połączone. Jak w jednym miejscu coś pchniemy, to w kilku innych wyleci. Problem z tym, że w przeciwieństwie do znanej metafory „naczyń połączonych”, w gospodarce skutki nie występują w tym samym czasie co przyczyna. I dlatego często nie ufamy niepopularnym prognozom.
5 MIN CZYTANIA