Jedni – tak jak na przykład agencja ratingowa Moody’s – twierdzą, że naszego wschodniego sąsiada czeka załamanie gospodarki. Inni przeciwnie, że będzie się szybko rozwijał po pandemii. Jedno jest jasne: w Rosji, ale także i w niektórych innych krajach (takich jak Polska czy Węgry) trwa eksperyment polegający na znacznym zwiększaniu roli państwa w gospodarce i inwestycjach.

Koronakryzys wywołany pandemią COVID-19 poprzez wzmocnienie kapitałowe spółek państwowych, fuzje i przejęcia, prowadzi do dalszego wzrostu i tak już znacznego udziału państwa w rosyjskiej gospodarce (z 33 proc. w 2016 roku do przewidywanych 50 proc. własności państwowej na koniec 2022 roku). Tak jak w Polsce, ale i w innych krajach, decyzje związane z zapobieganiem pandemii znacznie osłabiły sektor prywatny – małe i średnie przedsiębiorstwa prywatne ucierpiały o wiele bardziej niż duże konglomeraty państwowe czy korporacje. Coraz więcej firm przechodzi pod kontrolę państwa, co agencja Moody’s postrzega jako rosnące ryzyko dla bilansu Rosji. Rosyjskie władze postrzegają to oczywiście przeciwnie – jako zwiększenie potencjału do uruchomienia wielkich inwestycji, nie tylko w sektorze zbrojeniowym (jak zwykło się postrzegać Rosję).

Moody’s chyba nie wszystko zrozumiał

Agencja Moody’s jest przekonana, że Rosja jest skazana na niski poziom inwestycji – zarówno krajowych, jak i zagranicznych, zaś embargo i zachodnie ograniczenia w imporcie technologii będą nadal „utrudniać plany różnicowania gospodarki” i „rozwoju eksportu niesurowcowego” – jak to określono. Agencja nie wierzy w zapowiadane przez Kreml projekty narodowe o wartości 20 bln rubli (ok. 270 mld dol), bo „prywatny kapitał ma niewielką chęć do inwestowania, a możliwości budżetowe są ograniczone, m.in. ze względu na „stałe ryzyko nowych sankcji.”

Rzecz w tym, że Rosji najwyraźniej przestało zależeć na inwestycjach zagranicznych, a także nie robią już na niej specjalnego wrażenia zachodnie embarga. Kreml wyraża gotowość do dalszego wspierania państwowych spółek, którym wyznaczono rolę inwestorów przy dużych inwestycjach. Na przykład kilka dni temu Rosyjski Syberyjski Okręg Federalny podpisał szereg porozumień na łączną kwotę prawie 500 mld rubli (6,9 mld dolarów). Są to 74 umowy o współpracy „mające na celu rozszerzenie współpracy społeczno-gospodarczej regionów Syberii z międzynarodowymi i krajowymi przedsiębiorstwami” – głosi komunikat. Największe transakcje biznesowe (na ponad 4 mld dolarów) zawarł Kuzbas w obwodzie kemerowskim.

„Keynes” musi mieć finansowanie

Wielkie inwestycje, takie jak w Polsce m.in. CPK, przekop Mierzei Wiślanej, Baltic Pipe, rozbudowa terminala LNG w Świnoujściu czy koleje – co oczywiste – trzeba mieć z czego sfinansować. Finansuje się je przez inwestycje zagraniczne, z długu oraz ze wzrostu gospodarczego. Rosyjski dług publiczny Rosji jest niski i wynosi tylko 20 proc. PKB, podczas gdy polskie zadłużenie – jak właśnie podało Ministerstwo Finansów – sięgnęło 60 proc. PKB.

Według Moody’s rosyjska gospodarka będzie „umiarkowanie rosła” na tle rosnących cen ropy i złagodzenia ograniczeń jej wydobycia. Bank Światowy podniósł swoje perspektywy dla Rosji i spodziewa się stałego ożywienia gospodarki kraju w tym roku i w 2022 roku.

– Prognozujemy wzrost rosyjskiej gospodarki w 2021 r. o 3,2 proc., wspierany przez wzmocnienie popytu krajowego i rosnące ceny energii – napisano w raporcie BŚ dodając, że „ożywienie będzie trwałe w 2022 r. i wzrost PKB wyniesie 3,2 proc. na skutek łagodzenia skutków pandemii i stabilizację cen surowców”.
Polska gospodarka, jak można się spodziewać, będzie się podnosić w podobnym tempie. Rosjanie nie mogą przy tym, oczywiście, liczyć na gigantyczne środki unijne z funduszu odbudowy UE.

Kraje, które postawiły na odbudowę gospodarki przez duże inwestycje państwowe stoją przed znaczącym egzaminem. Kto zda go lepiej?