Na Zachodzie mówi się o ekonomicznym zduszeniu Rosji nowymi sankcjami. Odcięcie dopływu dolarów i euro ma pozbawić Władimira Putina funduszy na finansowanie wojny na Ukrainie, zaś kryzys ekonomiczny w Rosji ma stać się preludium do społecznej eksplozji, która zakończy erę tegoż prezydenta. Jednak w Rosji sprawy postrzegane są zupełnie inaczej.

Z perspektywy Moskwy, niezależnie od tego, czy Niemcy zdecydują się przestać kupować rosyjski gaz, czy też Władimir Putin zgodnie z życzeniem Dumy zdecyduje się na zamknięcie europejskiego kranu energetycznego, dla Starego Kontynentu nastąpi katastrofa o rozmiarach niewidzianych od czasów II wojny światowej. Rosyjski sposób myślenia dobitnie pokazała lokalna felietonistka Wiktoria Nikiforowa w artykule napisanym dla rosyjskiej agencji RIA Nowosti.

W swojej publikacji Nikiforowa ostrzega przed bólem i zniszczeniami w Europie w obliczu rzekomej europejskiej klęski, którą nazywa „gospodarczym Stalingradem”. Nawiązanie do jednej z najkrwawszych bitew II wojny światowej pomiędzy Armią Czerwoną a Wehrmachtem ma pokazać skalę zniszczeń, jakie niesie dla Europy gospodarcza izolacja Rosji. Zdaniem autorki „bitwy wojny ekonomicznej mogą zabić nawet więcej ludzi niż najgorsze bitwy II wojny światowej”.

Narracja przyjęta przez Nikiforową jest jasna: Stanom Zjednoczonym łatwo obejść się bez rosyjskiego gazu, ale nie Niemcom. Jeśli Berlin zakręci rosyjski kurek, czyli zrezygnuje z 50 mln metrów sześciennych gazu rocznie, to reszta europejskich gospodarek znajdzie się w poważnym niebezpieczeństwie. Odcięcie dostaw z Rosji oznacza, że „małe i średnie firmy w Niemczech są praktycznie skazane na zagładę” – pisze Nikiforowa. W takich warunkach „jedyne, co może przetrwać, to nienawiść do Rosjan”.  Zdaniem publicystki, Niemcy przygotowały już plan działania bez rosyjskiego gazu, co jeszcze dwa miesiące temu wydawało się totalną abstrakcją. Dziś to, co niemożliwe, staje się możliwe.

Ten rzekomy plan sporządzony przez Berlin zakłada, że w obliczu rezygnacji z rosyjskiego gazu priorytetem będzie utrzymanie otwartych szpitali i produkcji farmaceutycznej. Na drugim miejscu ma być ogrzewanie domów, a na trzecim ochrona niemieckich firm. Innymi słowy, najbardziej i najdotkliwiej poszkodowany będzie sektor przemysłowy. „Produkcja zbankrutuje, a miliony ludzi stracą pracę, a wszystko to w dziać się będzie przy wysokiej inflacji i przyspieszonym wzroście cen paliw” – czytamy. „Może to doprowadzić do najgorszego kryzysu od II wojny światowej i zakończyć europejski dobrobyt” – dodaje Nikiforowa, cytując wypowiedź prezesa BASF (największego niemieckiego przedsiębiorstwa chemiczne na świecie) Martina Brudermüllera dla „The Guardian”.

„Bez energii do ogrzewania domów i prowadzenia fabryk firmy zbankrutują, a miliony Niemców stracą pracę. Ludzie wyjdą na ulice, by masowo zaprotestować, a policja by zatrzymać społeczne niepokoje będzie zmuszona użyć siły. Do tego wszystkiego sytuacji nie poprawi stały napływ uchodźców i migrantów z Afryki i Azji” – przewiduje felietonistka.

Wśród Rosjan niemiecki rząd postrzegany jest jako marionetka w rękach Stanów Zjednoczonych, co tłumaczy rezygnację z gazociągu Nord Stream 2. Dlaczego liderzy niemieckiej gospodarki „milczą”? – pyta zbulwersowana autorka. Nikiforowa pisze również, że Niemcy marzą o załamaniu się rosyjskiej koniunktury, rezygnacji przez Moskwę z arsenału nuklearnego i umożliwieniu Niemcom na „swobodny”, a najlepiej „darmowy” dostęp do rosyjskiego gazu.

Zgodnie z moskiewskimi przewidywaniami wystarczy przekręcić zawór, który odcina gaz z Rosji, „a cała ta złożona i wieloletnia unijna konstrukcja rozpadnie się jak domek z kart i pociągnie w dół gospodarki innych krajów”.

Myślenie życzeniowe, a może realistyczna analiza nadchodzących wydarzeń?

Źródło: larazon.es

Poprzedni artykułUważajmy na „inwestycje alternatywne”
Następny artykułCzy stać nas na pomoc Ukraińcom? Czego w związku z wojną na wschodzie obawia się większość Polaków [SONDAŻ]