fbpx
sobota, 22 czerwca, 2024
Strona głównaBiznesRosyjskie towary wciąż trafiają do Polski. Producenci owoców i warzyw alarmują

Rosyjskie towary wciąż trafiają do Polski. Producenci owoców i warzyw alarmują

Producenci owoców i warzyw – nie tylko z Polski, ale całej Europy – znaleźli się w trudnej sytuacji. Brak możliwości eksportu do Rosji, horrendalne wzrosty kosztów produkcji, niekontrolowany napływ towarów spoza granic UE… to tylko niektóre z kataklizmów, które w ostatnim czasie dotknęły tych (wciąż silnych) w Polsce rynków.

Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa poinformował, że w roku 2022 eksport owoców łącznie z przetworami osiągnął wartość 1,8 mld euro, co stanowi wynik o 6 proc. lepszy niż w roku 2021. Podobnie warzywa i przetwory zanotowały zwyżkę sprzedaży zagranicznej – tym razem o 21 proc. (2,3 mld euro). Te liczby teoretycznie mogą cieszyć, ale – nie odbierając tu splendoru samym producentom – w większości była to zasługa wyższych cen produktów, które stanowiły wypadkową licznych czynników ekonomicznych oraz korzystnego kursu złotówki wobec euro. Na podobne wyniki patrzeć należy zatem trochę przez palce, nie zamykając się jednocześnie na narrację branży, która wskazuje na liczne kryzysy, z którymi boryka się dziś sektor owocowo-warzywny.

Sankcje? Jakie sankcje?

Sankcje gospodarcze nałożone na Rosję po jej agresji na Ukrainę nie obejmują swoim zasięgiem niektórych kategorii produktów spożywczych. Z tego powodu do Polski wciąż trafiają owoce i warzywa z… Rosji i Białorusi. Jak wyliczył Główny Inspektorat Ochrony Roślin i Nasiennictwa od początku tego roku do końca pierwszego tygodnia marca do naszego kraju trafiło niemal 1666 ton ogórków z Rosji i Białorusi. Co istotne ceny importowanych warzyw są znacznie niższe niż ich polskich odpowiedników, co sprawia, że skutecznie wypychają z rynku polskie produkty. Właściciele firm zajmujących się handlem towarami z Rosji i Ukrainy słusznie wskazują, że w żadnym wypadku nie łamią prawa. To prawda. Warzywa pochodzące z dwóch wspomnianych kierunków posiadają wszelkie stosowne certyfikaty i na nasz rynek trafiają w pełni legalnie. Mało tego: ze względu na znaczącą różnicę w cenie polscy konsumenci – świadomie lub nie – chętnie kupują białoruskie czy rosyjskie warzywa. Jedynym, co można zarzucić firmom handlującym towarami pochodzącymi od agresora, to wątpliwe moralnie działanie. To jednak poddać można wyłącznie pod rozwagę.

Faktem jest jednak, że kraje członkowskie Unii Europejskiej powinny zdecydowanie zacieśnić reżim celny i rozszerzyć obowiązujące przepisy o produkty, które – legalnie bądź nie – wciąż trafiają do Polski z Rosji i Białorusi. To działanie, którego oczekują także producenci owoców i warzyw, którym rosyjska konkurencja nie jest dziś do niczego potrzebna. Tym bardziej, że zmieniając nieco perspektywę przypomnieć należy, że Polacy od lat, z uwagi na obowiązujące embargo, nie mogą wysyłać owoców i warzyw do Rosji, czyli przez długi czas naszego najważniejszego odbiorcy produktów sektora sadowniczego.

Grupy zrzeszające producentów sektora alarmują, że jeśli polski rząd nie ukróci importu owoców i warzyw z Rosji i Białorusi to Polacy przegrają walkę z tymi towarami. Różnica w kosztach produkcji czy kosztach pracy skutecznie zamyka polskim rolnikom możliwość konkurowania ze wschodnimi rywalami. Sama tylko dysproporcja względem energii już na starcie dyskwalifikuje krajowych dostawców.

Trzy pomidory i dwie papryki „na głowę”

Trudna sytuacja panuje także w innych krajach UE. Lawinowy wzrost kosztów energii – w szczególności cen gazu – doprowadził do zachwiania dostępności owoców i warzyw na rynkach w zachodniej części kontynentu. Hiszpańscy rolnicy wciąż patrolują pola odstraszając potencjalnych złodziei, w Niemczech ogórki osiągają niespotykane dotąd ceny, na Słowacji w zasadzie nie da się kupić cebuli, w Holandii jeszcze do niedawna „reglamentowano” paprykę sprzedając ją w ilości nie przekraczającej dwóch sztuk na jednego obywatela, w wielu brytyjskich sklepach można było nabyć maksymalnie trzy pomidory „na głowę”, Szwedzi wybierali się na warzywno-owocowe zakupy do Norwegii (a nie – jak miało to miejsce do tej pory – na odwrót), na Węgrzech natomiast rekordowa inflacja przełożyła się na spektakularne wzrosty cen owoców i warzyw.

To efekt nałożenia się wielu czynników. Najważniejszym z nich są rekordowe ceny gazu, które zmusiły część dostawców do ograniczenia produkcji szklarniowej, dla której właśnie gaz jest podstawowym kosztem. Niskie temperatury na południu Półwyspu Iberyjskiego oraz powodzie w Maroku zaburzyły natomiast tamtejsze zbiory, co przełożyło się na poważne niedobory warzyw i owoców na europejskich rynkach.

Sytuacja w Europie jest nieciekawa. Możemy tylko gdybać, jak zareaguje rynek, jeśli konflikt zbrojny na Ukrainie nie zakończy się w najbliższym czasie. A przecież jest to wysoce prawdopodobne. Jedno wiadomo na pewno: klimatyczny szał Komisji Europejskiej materializujący się w Europejskim Zielonym Ładzie z całą pewnością nie pomoże producentom owoców i warzyw – ich celem jest dziś przede wszystkim ratowanie podupadających gospodarstw, na których widoczne są blizny będące pozostałościami kolejnych kryzysów ostatnich lat. Zamiast realnej pomocy UE wprowadza dziś regulacje, których naturalną konsekwencją jest ograniczenie produkcji na europejskim rynku rolnym.

 

Jacek Podgórski
Jacek Podgórski
Dyrektor Forum Rolnego Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Członek zespołu problemowego ds. ubezpieczeń społecznych oraz zespołu problemowego ds. międzynarodowych Rady Dialogu Społecznego. Były dyrektor Forum Podatkowo-Regulacyjnego w Departamencie Prawa i Legislacji ZPP. Wieloletni dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej. Autor licznych publikacji z zakresu funkcjonowania gospodarki rolnej Polski i Unii Europejskiej. Były dziennikarz i felietonista.

INNE Z TEJ KATEGORII

Branża noclegowa liczy długi i wypatruje gości

Rusza sezon dla turystycznych obiektów noclegowych. Bez wątpienia przedsiębiorcy oferujący zakwaterowanie liczą, że w nadchodzących miesiącach utrzyma się tendencja z zeszłego roku, gdy liczba turystów, którym udzielono noclegów wzrosła o blisko 6 proc.
5 MIN CZYTANIA

„Drapieżne koty” z Polski sprawdziły się na polu walki. Ukraińcy zwiększają zamówienia

Polskie wozy bojowe Oncilla, wyprodukowane przez firmę Mista ze Stalowej Woli, doskonale sprawdziły się na polu walki. Na froncie walczy już setka transporterów. Ukraińska armia zamówiła kolejną partię „drapieżnych kotów”.
2 MIN CZYTANIA

Polski drób niedługo znajdzie się na azjatyckich stołach

– Produkujemy rocznie trzy miliony ton mięsa drobiowego. To najwięcej w UE – zaznacza Dariusz Goszczyński, prezes zarządu Krajowej Rady Drobiarstwa – Izba Gospodarcza (KRD-IG). Według niego, wysoka jakość rodzimego drobiu predestynuje go do sprzedaży nawet na tak wymagających rynkach jak Japonia czy Hongkong.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Jak uzdrowić krajową legislację?

W Polsce o procesie legislacyjnym trudno dziś mówić bez emocji. Złośliwie można by powiedzieć, że jest to wprawdzie proces, ale nie stanowienia prawa, tylko jego masowej produkcji. I to produkcji marnej jakości. Nie pozostaje to bez znaczenia dla biznesu, który o legislacji myśli z uzasadnioną trwogą.
6 MIN CZYTANIA

Obudzić z marazmu polski rynek pracy!

Polski rynek pracy w niedalekiej przyszłości będzie borykać się z niedoborem pracowników znacznie przewyższającym dzisiejsze, sygnalizowane przez przedsiębiorców, problemy. Wskaźniki demograficzne nie pozostawiają tu złudzeń. Pozostaje tu zatem pytanie – co robić?
5 MIN CZYTANIA

Polska powinna mieć swoją rakiję

Produkcja destylatów to element tradycji i kultury wielu regionów świata. Polska wcale nie jest tu białą plamą na mapie świata, ale od innych miejsc w samej choćby Unii Europejskiej odróżnia nas to, że wytwarzanie trunków o „słusznym” woltażu w domowych warunkach jest nad Wisłą po prostu nielegalne.
4 MIN CZYTANIA