Większość Niemców uważa, że Polsce nie należą się żadne reparacje. Tylko niewielka ich liczba – przeważnie starszych osób – uznaje, że sprawa powinna być rzetelnie załatwiona.

Stare Miasto w Warszawie, 1945 r./Fot. Wikipedia

Przewodniczący Niemieckiej Konferencji Episkopatu biskup Georg Bätzing podczas uroczystego zakończenia walnego zgromadzenia Konferencji Episkopatu w Fuldzie (29 września) wypowiedział się w sprawie problemów polsko-niemieckiego pojednania. Niemiecki duchowny w swojej wypowiedzi odniósł się m.in. do polskich żądań reparacyjnych wobec Niemiec za zniszczenie naszego kraju podczas II wojny światowej. Biskup Bätzing ze smutkiem stwierdził, iż obecne roszczenia reparacyjne Polski będą… przeszkodą na drodze polsko-niemieckiego pojednania. W swojej wypowiedzi niemiecki biskup podsuwa (jego zdaniem) receptę na prawdziwe pojednanie.

– Właściwa droga do pojednania polega na wzajemnym poznawaniu się, wizytach, wspólnych projektach. Ta droga musi być kontynuowana i intensyfikowana. Uważam, że w tym kontekście żądanie reparacji jest raczej przeszkodą niż wsparciem – powiedział niemiecki hierarcha.

Słowa biskupa Georga Bätzinga natychmiast przytoczyła Niemiecka Agencja Prasowa DPA. Depeszę agencji opublikowały też największe niemieckie dzienniki. W swojej depeszy, odnośnie wypowiedzi duchownego, DPA przypomniała, iż niedawno w Warszawie zostało przedstawione sprawozdanie wojenne, w którym straty wyrządzone Polsce przez nazistowską III Rzeszę oszacowane zostały przez ekspertów na ponad 1,3 biliona euro.

Wypowiedź niemieckiego biskupa wpisuje się w narrację Berlina, według której Polsce nie należą się żadne reparacje, gdyż kraj nasz miał się ich zrzec w 1953 r. Niemiecki rząd odrzucając polskie roszczenia powołuje się także na Traktat dwa plus cztery z 1990 r., w którym zapisano „międzynarodowe skutki jedności niemieckiej” (link).

Co ciekawe, podczas przeprowadzonej niedawno w Niemczech przez Deutsche Welle sondy ulicznej na temat polskich roszczeń większość respondentów była przeciwna wypłaceniu Polsce odszkodowań wojennych. Argumentami za niewypłaceniem Polsce reparacji miało być m.in. przedawnienie czy członkostwo Polski w UE i pobieranie przez nasz kraj unijnych dotacji (niejako zamiast reparacji – Polska jest członkiem UE, dostaje dotacje, więc czego jeszcze chce…). Pojawiły się jednak także głosy (szczególnie wśród osób starszych), że sprawa reparacji powinna być przez Niemcy rzetelnie załatwiona.

Wracając do słów niemieckiego biskupa Georga Bätzinga, iż „właściwa droga do pojednania polega na wzajemnym poznawaniu się (…)”, to może warto przypomnieć, że Niemcy w latach 1939-1945 dokładnie – wzdłuż i wszerz – poznawali Polskę. Polacy takoż poznawali Niemcy i Niemców, tyle że jako robotnicy przymusowi, którym – podkreślam to – nie płacono za pracę. Jako duchowny, biskup Bätzing mógłby też przypomnieć sobie, że warunkiem pojednania i pokuty jest żal za grzechy i zadośćuczynienie. (Dla polsko-niemieckiego pojednania bardzo dużo zrobili Stefan Kardynał Wyszyński i Karol Wojtyła swoim „Listem do biskupów niemieckich”. Może warto go przypomnieć?)

Dzisiaj w niemieckiej prasie, obok słów biskupa o roszczeniach polskich jako o przeszkodzie na drodze pojednania polsko-niemieckiego, pojawił się także apel niemieckiego publicysty Svena Felixa Kellerhoffa, aby Berlin zrezygnował z projektu upamiętniającego niemiecką okupację podczas II wojny światowej ze względu na groźbę sporów między krajami o to, kto poniósł największe straty. A mnie się zdaje, że być może jest jeszcze inny „wzgląd”: po co dokumentować niemiecką okupację i przypominać Niemcom, co zrobili ich przodkowie? Przecież wtedy Polacy (i inni poszkodowani) dalej będą się upominać o swoje.

Poprzedni artykułWsparcie dla przedsiębiorców w związku z sytuacją na Odrze
Następny artykułHiszpania podwaja podatki dla najbogatszych mieszkańców