Ruchy antykapitalistyczne, szczególnie wśród młodych ludzi, cieszą się coraz większą popularnością. Wiążą się one nie tylko z szeroko pojmowaną lewicą, lecz często także z antyglobalizmem oraz akcjami ekologicznymi. Widząc na popularnych manifestacjach hasła „Zniszczyć kapitalizm” warto zastanowić się, o jakim kapitalizmie mowa.

Już ponad 30 lat temu powstał słynny esej Francisa Fukuyamy „Koniec historii”, w którym zauważa on przyjęcie jednego, ostatecznego systemu przez większość krajów świata. Koniec procesu doktrynalnych zmian miał być zwieńczony upadkiem komunizmu w większości krajów i wiązał się z przyjęciem przez polityków większości krajów liberalnej demokracji wraz z rynkowym porządkiem gospodarczym.

Mimo wielu krytyk możemy zgodnie stwierdzić, że rzeczywiście z gospodarką opartą na prawach własności spotykamy się w każdym kraju. Całkiem szokującym jest, że taki monopol na rynku idei gospodarczych osiągnęła tak młoda koncepcja. Pierwsze próby wykorzystania nadwyżek do akumulacji i/lub inwestycji, a nie konsumpcji można zauważyć w trzynastowiecznych Włoszech. Max Weber analizując za jego czasów przełomowy koncept, zauważył jego początki dopiero w kulturze i etyce protestanckiej z wyszczególnieniem sekty purytańskiej. To, co znamy teraz i czemu sprzeciwiał się sam Karol Marks, przyszło jednak wraz z industrializacją. Gdy spojrzymy jednak na zróżnicowanie systemów na naszym globie, aż ciężko uwierzyć, że zarówno w Rosji, czy Stanach Zjednoczonych panuje ten sam system, choćby tylko gospodarczy (równie trudno przyznać rację Weberowi, że wszędzie pojawił się on dzięki etyce i filozofii anglikańskiego ruchu religijno-społecznego.)

Jasno widać, że w zależności od kraju poziom życia jest często znacząco różny. Jest on zależny od wielu czynników, które chciałoby się jednak sprowadzić do ogólnego pojęcia kapitalizmu. Takie ruchy lekceważyłyby kompleksowość gospodarek. W przeszłości zasadniczym był determinizm geograficzny. Wraz z rozwojem inne cechy zaczęły odgrywać kluczową rolę i tak właśnie poprzez zasoby siły roboczej, czy rozwój innowacji dochodzimy do samych instytucji, charakteryzujących działania rynkowe i społeczne. Matryca instytucjonalna jest główną specyfiką rozróżniającą funkcjonowanie gospodarki w różnych państwach. Nakierowywane są przez nią działania firm na podejmowanie najbardziej opłacalnych wewnątrz danego systemu strategii. Raz prowadzących do skupienia się na innowacyjności, innym razem na masowej produkcji.

Badacze potrzebowali jednak czasu, aby dojść do takiej konkluzji. Była ona zakryta osłoną antagonizacji kapitalizmu i komunizmu, która dawała możliwości analizy porównawczej. Wraz z upadkiem socjalistycznych koncepcji prowadzenia państwa trzeba było znaleźć płaszczyznę odniesienia jedynie wewnątrz gospodarek rynkowych. Jedną z pierwszych szeroko uznanych była dychotomiczna koncepcja Petera Halla oraz Davida Soskice, w której uwzględnione zostały dwa wyróżniające się typy. Pierwszym jest liberalna gospodarka rynkowa – LME (liberal market economy) charakteryzująca się oparciem budowy relacji oraz instytucji w mechanizmach rynkowych. Jest to przestrzeń wysoce konkurencyjna, oparta na niskim poziomie regulacji i opodatkowania, przez co dużo bliżej mu do leseferyzmu.

Tym drugim modelem stała się koordynowana gospodarka rynkowa – CME (coordinated market economy). Dużo większe znacznie posiadają w niej nie zawsze gospodarcze relacje. Strategie opracowywane są z kolei nie na podstawie opłacalności produkcji dla danej firmy, lecz na wypracowanym dzięki wspólnym interakcjom między firmami oraz państwem modelu działania. Dużo bardziej uregulowany rynek gospodarczy oraz pracy jest ściśle powiązany z większą dystrybucją przychodów i państwem opiekuńczym.

Tak jak system komunizm–kapitalizm nie określał różnorodności systemów, tak i dychotomia LME–CME znalazła wielu wrogów. Bardzo często sugerowano hybrydę tych typów oraz wysuwano pomysły odnośnie do innych rodzajów bardziej pomieszanych i złożonych. Nauki społeczne jednak mają to do siebie, że lubią typy idealne, dlatego pojawiały się kolejne koncepcje wskazujące różnorodność modeli. Do najbardziej rozbudowanego i cieszącego się chyba największą popularnością należy zaliczyć teorie z 2004 roku Bruno Amable’a. Wyróżnił on aż pięć modeli o podobnych matrycach instytucjonalnych. Gospodarka rynkowa (kraje anglosaskie), socjaldemokracja (Skandynawia), kapitalizm azjatycki (Japonia, Korea Płd), kapitalizm kontynentalny (Niemcy, Franca), kapitalizm śródziemnomorski (Hiszpania, Włochy). Wyszedł on ze swoją analizą na szersze pole, uwzględniając także wiele innych instytucji, m.in. edukację czy specjalizację gospodarczą.

Nawet rozbudowany projekt badawczy Amable’a oparty na przekrojowych danych nie wyczerpuje tematu. Szczególnie intrygująca jest kwestia naszego regionu, który wskoczył, wraz z końcem komunizmu, w świat gospodarki wolnorynkowej i z możliwością podjęcia wyboru, w którą stronę iść. Czy wybrać liberalny model anglosaski? Czy może postawić na zbliżenie do kapitalizmu w wydaniu azjatyckim, skoro tak świetny wzrost odnotowały tygrysy azjatyckie? Próby klasyfikacji krajów Europy Środkowo-Wschodniej są z tego powodu bardzo mgliste. Łady instytucjonalne i rynkowe są wciąż słabo zakorzenione, a więc podatne na zmiany i zmieniające się. Powstały próby podziału na państwa bałtyckie, które cechuje mocny liberalizm, wyszehradzkie poszukujące kompromisu między nieuregulowaną gospodarką, a państwem opiekuńczym. Wyróżniająca się jest także Słowenia ze swoim neokorporatyzmem. Wydaje się jednak, że jedną ogólną klasyfikacją kapitalizmu dla naszego regionu, która zdecydowanie daje do myślenia, jest opisanie go jako zależną gospodarkę rynkową – DME (dependent market economy). W niej motorem napędowym i kapitałem napędzającym rozwój są nie rynki giełdowe, czy państwowe pobudzanie gospodarki kredytami, lecz inwestycje zagraniczne.

Polscy ekonomiści stale poszukują odpowiedzi na pytanie, jaki jest i jak można zaklasyfikować polski kapitalizm. Jest to konieczne, aby zrozumieć nasze bariery i możliwości. Przez szybką transformację i częste, nieprzemyślane zmiany kierunku rozwoju modelu gospodarczego jest on najpewniej zlepkiem wielu zapożyczonych instytucji. Jedną z prób wyjaśnienia tej powstałej komplikacji jest stworzona przez ekonomistów z SGH koncepcja kapitalizmu patchworkowego, który miałby tę niewyrobioną, zbudowaną na niepasujących instytucjach specyfikę wyjaśnić.

Mówiąc o pomysłach na gospodarkę powinniśmy zastanowić się, o jaki kapitalizm kto walczy. Co więcej, nie każdy z nich przecież można stworzyć na naszym polskim gruncie, który jest jeden, wyjątkowy i unikalny.