Komisja Europejska przedstawiła prognozy dla unijnych rynków rolnych na drugą połowę 2020 roku. Przewidywania są niekorzystne dla niemal całego sektora mięsnego. Spadki produkcji i eksportu dotknąć mają wołowiny (-1,7 procent), baraniny (-1,5 procent) oraz drobiu (-2 procent). Nieznaczny, bo półprocentowy, wzrost zaliczyć ma tylko sektor produkcji mięsa wieprzowego. Czy Polska coś na tym zyska?

Mimo nieuniknionych spadków produkcji mięsa, Unia Europejska powinna zanotować wzrost jego eksportu. Prognozy powiązać należy tu z dynamicznie zmieniającą się sytuacją na rynku trzody chlewnej. Wobec wystąpienia nowych przypadków afrykańskiego pomoru świń w Chinach i otwarciem się Państwa Środka na import z Unii Europejskiej, kraje Wspólnoty prawdopodobnie zwiększą wolumen eksportowy do Azji, wypełniając powstałą tam lukę spowodowaną spadkiem pogłowia na chińskim rynku trzody chlewnej. Chiny są największym globalnym rynkiem konsumenckim, a wieprzowina odgrywa w tamtejszej diecie kluczową rolę. To ważna informacja dla europejskich producentów, którzy muszą mierzyć się ze spadkiem spożycia wieprzowiny na Starym Kontynencie do poziomu 65,4 kg w przeliczeniu na jednego mieszkańca.
Jest to konsekwencja ogólnoeuropejskiego spadku podaży mięsa, którego nie zrekompensował import. Dodatkowo konsumenci w krajach UE zwrócili się w stronę tańszego źródła białka jakim jest mięso drobiowe.

Kłopoty z produkcją

O ile sytuacja w większości państw Unii Europejskiej była w ostatnich miesiącach stabilna, o tyle dwóch ważnych graczy zanotowało niemałe spadki produkcyjne. Mowa tu o Włoszech, które z powodu miażdżących skutków pandemii zniwelowały produkcję wieprzowiny o 20 procent oraz o Polsce, która przez problemy z afrykańskim pomorem świń i ograniczeniem eksportu do Niemiec, musiała zmniejszyć krajową podaż o 8,2 procent. Wzrosty zanotowały natomiast Niemcy (+1,1 procent), Dania (+2,7 procent) i Niderlandy (+4,4 procent). Wspomniany wzrost eksportu do Chin zagospodarowały niemal wszystkie kraje UE z wyjątkiem Polski, którą wciąż wiążą ograniczenia spowodowane występowaniem wirusa ASF. Wzrost sprzedaży do Chin częściowo rekompensuje spadki w handlu zagranicznym wieprzowiną między UE a Japonią, Koreą Południową, USA i Filipinami.

Co z cenami?

Po okresie załamania cenowego w szczytowym punkcie pandemii, w ostatnich tygodniach nastąpił okres stabilizacji, a ceny zaczęły zbliżać się do średniej pięcioletniej. Dla hodowców dobrym sygnałem jest także uwolnienie sektora gastronomicznego i rynku HoReCa. Dziś jednak sytuacja każe spoglądać w przyszłość z optymizmem, bo 163 EUR/100 kg wieprzowiny to stawka więcej niż zadowalająca.

ASF kluczowy

W ostatnich dniach w naszym kraju odnotowano nowe ogniska afrykańskiego pomoru świń, który staje się szczególnie groźny na Zamojszczyźnie. Tylko miniony tydzień doprowadził do przymusowej utylizacji kilku tysięcy tych zwierząt. ASF blokuje możliwość poszerzania wskaźników eksportowych polskiej wieprzowiny, które dziś właśnie miałyby szansę osiągnąć niespotykane dotąd rozmiary. Dzieje się tak dlatego, że rynek chiński wciąż nie potrafi poradzić sobie z wirusem. Zapasy azjatyckiego giganta kurczą się w zastraszającym tempie, a biorąc pod uwagę skalę choroby, przewiduje się, że do końca 2020 roku Chiny ograniczą pogłowie trzody chlewnej o nawet 20 procent.

Sytuacja już jest zauważalna, ponieważ od początku roku chiński import zwiększył się o 170 procent w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Trudna sytuacja Chin spowodowała, że USA, Brazylia i Kanada zwiększyły swój eksport do Państwa Środka o kolejno 19, 9 i 7 procent.

Dramat azjatyckich hodowców trzody chlewnej powinien zmusić polski rząd do intensyfikacji działań związanych z walką z afrykańskim pomorem świń. Dotychczas podejmowane aktywności – owszem – ograniczyły zasięg choroby, ale nie zahamowały jej rozwoju. Dodatkowo w tym roku pojawiła się ona w województwach Polski Zachodniej. Przed krajową hodowlą trzody chlewnej stoi największa szansa od lat, ale – aby marzenia rodzimych producentów mogły się ziścić – należy uderzyć w chorobę z całą stanowczością.

Jacek Podgórski
Dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej