Wszystko wskazuje na to, że rok 2022 zadowoli producentów zbóż. USDA prognozuje, że na rynku pojawi się o około 3 proc. więcej ziarna niż przed rokiem, a jego ceny – kolejny już raz – powinny być wysokie. Sektor produkcji zbożowej musi jednak borykać się z problemami, które dotykają także innych gałęzi gospodarki rolnej.

stanvpetersen/Pixabay

Wzrost cen energii i transportu może poważnie zachwiać stabilnością finansową wielu gospodarstw rolnych nastawionych na produkcję roślinną. Rolników niepokoją też rekordowo wysokie ceny nawozów, które nie spadną do akceptowalnego poziomu do czasu, aż nie zakończy się wielka batalia o gaz. Na nic zdadzą się tu rządowe interwencje i karkołomne kombinacje z podatkiem VAT, bo w całym tym galimatiasie Polska jest tylko stosunkowo niewielkim trybikiem. Trudno także szukać pomocy na zewnątrz, bo ceny gazu, paliw czy nawozów są dziś wysokie niemal wszędzie. Pandemia koronawirusa uwypukliła także znany od lat problem, czyli niedobór pracowników. Ten przekłada się z kolei na wyższe koszty zatrudnienia, które zauważalnie uderzają rolników po kieszeniach.

Nierówne traktowanie

Również wieloletnia perspektywa może okazać się dla producentów zbóż rozczarowująca. Wszystkiemu winne są unijne fanaberie zawarte w nowej strategii dla rolnictwa, jaką jest Europejski Zielony Ład. Rolnicy będą zmuszeni do obligatoryjnego odłogowania ziemi, przeznaczenia jednej czwartej areału na produkcję ekologiczną (wytyczne UE przyprawiają tu o ból głowy) oraz nawet do kilkudziesięcioprocentowego ograniczenia stosowania nawozów i środków ochrony roślin.

Szczególnie ostatni z tych punktów powinien rolników martwić. Ograniczenia bowiem nie dotkną poszczególnych krajów członkowskich równomiernie. Nie – będą one procentowym ograniczeniem wyliczanym na podstawie obecnego zużycia chemii rolniczej w krajach UE. Polska stosuje dziś znacznie mniej środków ochrony roślin i nawozów niż choćby Niemcy, Francja, Holandia czy Dania, ale – co wynika wprost z unijnych ustaleń – będziemy zmuszeni do jeszcze mocniejszego zaciśnięcia „nawozowego pasa”.

Nie jest to na pewno rozwiązanie sprawiedliwe, ale przecież takiego względem polskich rolników ze strony unijnych urzędników oczekiwać nie mogliśmy. Faktem jest, że europejska produkcja zbóż musi ucierpieć, ponieważ tak zwane rolnictwo ekologiczne wiąże się z niższą skalą produkcji. Eksperci branży twierdzą, że – w zależności od regionu Europy – spadki produkcyjne wynieść mogą od kilku do nawet 20 proc. Znajdzie to swoje odzwierciedlenie we wskaźnikach produkcji i eksportu zbóż, ale rykoszetem uderzy także w sektor hodowlany. Należy pamiętać, że zdecydowana większość zbóż produkowanych w kraju to rośliny paszowe. Spadek produkcji spowoduje niższą podaż pasz (przy prognozowanym wzroście popytu), wzrost ich cen, a finalnie kolejny wzrost cen żywności pochodzenia zwierzęcego.

Więcej zbóż i wysokie ceny

Jak szacują eksperci USDA światowe zbiory zbóż (po wyłączeniu zbiorów ryżu) w sezonie 2021/2022 mogą wynieść aż 2 279 mln ton. To wynik o 3 proc. lepszy niż w ubiegłym roku. Co ważne – szacunkowe światowe zapotrzebowanie na zboża wynieść ma 2 281 mln ton, co sprawi, że ich światowe zapasy nieco się skurczą. Szczególne znaczenie ma tu pszenica, której zbiory szacowane są na poziomie o 0,4 proc. wyższym niż przed rokiem. Głównym sprawcą zwyżki ma być Ukraina. Za naszą wschodnią granicą w tym sezonie rolnicy zebrać powinni o 30 proc.(!) więcej pszenicy niż przed rokiem. Z Ukrainy pochodzić będzie zatem około 33 mln ton samej tylko pszenicy – to mniej więcej tyle, ile wynoszą zbiory zbóż ogółem w Polsce. Wyższe zbiory pszenicy prognozowane są także w Argentynie i Unii Europejskiej. Spadki dotknąć mają natomiast Stanów Zjednoczonych, Rosji i Kanady.

Pandemia koronawirusa przełożyła się na wzrost popytu na produkty zbożowe. Wzrosły przez to ceny ziarna, które osiąga rekordowe poziomy – najwyższe od ośmiu lat. Nic nie wskazuje także na to, aby w najbliższym czasie miały one spaść.

Przyszłość światowego rynku zbóż zależy w znacznej mierze od sytuacji na linii Rosja-Ukraina. W przypadku zaognienia się konfliktu między Kremlem a Kijowem pod znakiem zapytania staną dostawy pszenicy z państw, które łącznie odpowiadają za ponad 30 proc. światowej produkcji tego zboża. Już dziś na giełdach widoczne są znaczące wahania spowodowane niestabilną sytuacją.

Jak podaje Zintegrowany System Rolniczej Informacji Rynkowej w Polsce ceny zbóż poszybowały w górę szczególnie w ostatnich miesiącach. Pszenica konsumpcyjna jest droższa o 41 proc. niż przed rokiem, a za żyto konsumpcyjne zapłacić trzeba o 77 proc. więcej. Kilkudziesięcioprocentowe zwyżki cenowe widoczne są także na rynku zbóż paszowych. Nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie sytuacja cenowa miała ulec zmianie. Pod znakiem zapytania pozostają tylko przyszłe wahania spowodowane nową unijną polityką.

 

Poprzedni artykułJak sobie radzi polskie meblarstwo?
Następny artykułTe branże mają największe długi