Najgorszą konsekwencją wojny na Ukrainie – poważniejszą niż wzrost cen energii – jest wzrost cen pszenicy. G7 ostrzega przed ryzykiem globalnego kryzysu żywnościowego i konfliktów, jakie może on spowodować.

1195798/Pixabay

W ciągu ostatnich czterech lat liczba ludzi żyjących w miejscach, w których konflikt jest główną przyczyną braku żywności, wzrosła o 88 proc. i obecnie już prawie 140 milionów żyje w rozdartych wojną regionach z poważnymi trudnościami w pozyskaniu jedzenia. Rosyjska inwazja na Ukrainę dodatkowo pogłębiła ten problem na całym świecie.
Jak powiedział kilka dni temu hiszpański minister spraw zagranicznych José Manuel Albares podczas szczytu Vanguard Forums, wojna powoduje kryzys żywnościowy, który będzie dłuższy niż sama wojna, ponieważ odzyskanie gruntów rolnych i ich ponowne zagospodarowanie to długotrwały proces.

Embargo jak zaraza

Podstawowe produkty żywnościowe zdrożały już o ok. 30 proc. – przede wszystkim z powodu wzrostu cen pszenicy. Według najnowszego raportu Instytutu Gospodarki Międzynarodowej Petersona jej podaż jest znacznie poniżej popytu i pozostanie taka przez dłuższy czas.

W połowie maja, kiedy FAO i inne organizacje międzynarodowe ostrzegały przed niebezpieczeństwem zachwiania światowego bilansu żywnościowego, premier Indii Narendra Modi stwierdził: „Za każdym razem, gdy ludzkość staje w obliczu kryzysu, Indie znajdują rozwiązanie”. I obiecał „nakarmić świat”, który cierpi z powodu wzrostu cen pszenicy wywołanego wojną na Ukrainie i kryzysem klimatycznym. Jednak kilka dni później jego rząd ogłosił całkowite embargo na eksport zboża.
W ten sposób światowy rynek stracił drugiego producenta pszenicy, a jej cena wzrosła do rekordowego poziomu 438 euro za tonę (choć dziś spadła do 406 euro, to nadal jest wyższa o 30 proc. niż przed rosyjską inwazją na Ukrainę).
Indie są jednym z ponad dwudziestu krajów, które w ostatnich miesiącach zakazały eksportu zbóż czy innej żywności. Nie mając zapewnionych rocznych dostaw zboża także Egipt (głównym importer pszenicy z Rosji i Ukrainy), Indonezja, Pakistan, Bangladesz, Liban, Turcja, Serbia, Kosowo, Azerbejdżan, Kazachstan, Kirgistan, Afganistan, Iran, Kuwejt, Algieria, Tunezja, Burkina Faso, Ghana i Argentyna zakazały eksportu wielu produktów spożywczych.

Podczas pandemii – dwa lata temu – niektóre kraje ograniczyły eksport żywności, ale były to krótkotrwałe embarga, które wkrótce zostały zniesione. Teraz, jak wskazuje Międzynarodowy Instytut Badań Polityki Żywnościowej (IFPRI), sytuacja jest zupełnie inna, bo już przed wojną brakowało zbóż i olejów roślinnych. Brak równowagi między popytem a podażą powoduje wzrost cen i ograniczenia w eksporcie żywności. „Embarga eksportowe są zaraźliwe” – ostrzega IFPRI, podkreślając jednocześnie, że „Światowa Organizacja Handlu nie posiada narzędzi niezbędnych do zapobiegania im”.

Dlaczego brak pszenicy

Indie są (po Chinach) drugim, co do wielkości producentem pszenicy, ale nie są krajem eksportującym. W ubiegłym roku wyeksportowały tylko nieco ponad 7 mln ton (połowę tej kwoty dosłał Bangladesz) – dużo mniej niż np. 43 mln ton pochodzących z Rosji. Przyczyna leży głównie w tym, że w Indiach około 700 milionów ludzi otrzymuje bezpłatną lub dotowaną żywność i rząd zmusza producentów pszenicy, aby – zamiast eksportować – sprzedawali mu ją po gwarantowanej cenie minimalnej (producenci zarzucają rządowi, że pozbawia ich rekordowych zysków, ale premier Modi woli nakarmić swoich rodaków, niż zadowolić głównych producentów rolnych). Stany Zjednoczone i Wielka Brytania próbują przekonać Modiego do zniesienia embarga na eksport, ale jego stanowisko wydaje się teraz niezmienne.

W ubiegłym roku 10 krajów wiodących w rankingu eksportu pszenicy wprowadziło na światowy rynek ponad 160 mln ton tego zboża. W tym roku – najprawdopodobniej – nie uda się osiągnąć nawet 100 mln ton, co oznacza blisko 40-proc. spadek.

Rosja zdecydowała się nie eksportować pszenicy, aby nie pogłębić silnej inflacji, której doświadcza w wyniku sankcji gospodarczych. Ukraina ma jeszcze ponad 20 mln ton zbóż gotowych na eksport, ale rosyjska flota blokuje Odessę i pozostałe porty czarnomorskie, które wciąż znajdują się w rękach Ukrainy.

Inni główni eksporterzy, tacy jak Stany Zjednoczone i Francja, będą mieli w tym roku gorsze zbiory z powodu suszy i wysokich temperatur. Jest to też jeden z powodów, dla których Indie, wbrew swoim zapowiedziom, nie „wykarmiły świata”. 19 maja tego roku temperatura w New Delhi osiągnęła 49,2 stopnia Celsjusza, co jest rekordem, który negatywnie wpłynął na główne regiony produkujące zboże na północy kraju: Uttar Pradesh, Pendżab i Haryana. W konsekwencji zbiory nie przekroczą 105 ton, czyli o 5,7 proc. mniej, niż zakładano.

Według firmy konsultingowej Agritel susza zmniejszy w tym roku produkcję pszenicy również na odcinku od Maroka do Bangladeszu.

Sytuację pogarsza demografia, embarga eksportowe i spekulacje na temat cen zboża. Argentyna, Stany Zjednoczone, Kanada i Australia to najbardziej oczywiste rynki, które mogłyby złagodzić brak rosyjskiej i ukraińskiej pszenicy, ale proponowane przez nich ceny są bardzo wysokie.

Rolnictwo kluczem do bezpieczeństwa

Tymczasem ONZ i Bank Światowy pracują nad zaspokojeniem potrzeb najsłabszych krajów, udzielając pożyczek i pomocy rolnikom. Rolnictwo, jak podkreśla dyrektor generalny FAO Qu Dongyu, jest „jednym z kluczy do bezpieczeństwa i pokoju na świecie”. Kryzysy żywnościowe często są źródłem konfliktów. Z 800 milionów niedożywionych ludzi 80 proc. żyje w strefach konfliktów, a ich sytuacja będzie się pogarszać, dopóki cena pszenicy nie spadnie. Ukraina i Rosja były spichlerzem większości krajów Afryki i Bliskiego Wschodu – regionów, w których żyje większość ludności najbardziej narażonych na konflikty.

Głód pozostaje bronią wojenną, a Rosja używa go, uniemożliwiając eksport zbóż z Ukrainy. Wielkim paradoksem jest to, że w samej Rosji tegoroczne zbiory pszenicy będą rekordowe i wystarczające do zrównoważenia skutków kryzysu klimatycznego w innych szerokościach geograficznych i utrzymania cen pod kontrolą – ale Kreml ma inne priorytety.

A w Europie…

Bruksela uspokaja, że Europy głód nie czeka. Aby zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe, unijne władze pozwoliły na uprawy na terenach odłogowanych, dzięki czemu zbiory zbóż mogą być większe nawet o 20–30 mln ton. Ponadto UE przewidziała uruchomienie rezerwy finansowej dla rolników, zaś obecnie prowadzone są rozmowy nad ewentualnym przesunięciem w czasie regulacji ograniczających użycie pestycydów.

Największy niepokój wśród polityków wzbudza natomiast widmo kolejnej niekontrolowanej fali uchodźców, z którymi już teraz nie radzą sobie europejskie kraje. Jak wynika z danych YouGov (międzynarodowej firmy specjalizującej się w badaniach sondażowych), jeszcze w grudniu ubiegłego roku – czyli przed wybuchem wojny – aż 60 proc. Europejczyków było zdania, że w Europie jest za dużo uchodźców, a 43 proc. respondentów opowiadało się za budowaniem murów na unijnych granicach. Do społeczeństw najbardziej zniechęconych do uchodźców należą Włosi (77 proc.), Hiszpanie (75 proc.), Szwedzi (73 proc.) i Niemcy (67 proc.), czyli te kraje, do których napłynęło najwięcej imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu.

Nic więc dziwnego, że Bruksela podejmuje działania łagodzące światowe skutki blokady ukraińskiego zboża. Protesty przeciw drożyźnie czy brakom produktów na sklepowych półkach i dodatkowe – przeciwko imigrantom, mogłyby poważnie zaszkodzić i tak mocno nadszarpniętemu wizerunkowi Unii.

Poprzedni artykułW lasach zabraknie chrustu? Już są limity
Następny artykułPrzedsiębiorco, zastrzeż i zabezpiecz swoją markę