Nie przejdziemy przez to suchą stopą: wojna Rosji z Ukrainą oznacza dla Polski dalszy i znaczący wzrost inflacji. Wyższe ceny surowców energetycznych, więc i paliw, generują potężny impuls inflacyjny, wzmacniany przez drożejące środki produkcji rolnej. Dodając do tego słabość złotego i wysokie koszty utrzymania ukraińskich uchodźców, otrzymujemy groźny obraz sytuacji, który wymaga zdecydowanych i przemyślanych działań.

Analitycy Banku Pekao S.A. nie mają wątpliwości: perturbacje na rynkach energetycznych i rolnych to zapowiedź dalszego wzrostu inflacji w Polsce. O tym, że ceny żywności pójdą w górę, alarmowali w ostatnich dniach analitycy Credit Agricole, monitorujący sytuację na rynku żywności. Słaby efekt przyniosły, niestety, dotychczasowe interwencje NBP i MF mające zahamować deprecjację złotego wobec walut obcych. Co prawda jest szansa na to, że nasza waluta nie będzie słabsza od „zmaltretowanej” wojną hrywny, ale nie wiadomo, jakiego arsenału użyje bank centralny. Jeśli będzie to kolejna seria silnych podwyżek stóp procentowych, przed nami wzrost rat kredytów i spowolnienie wzrostu wynagrodzeń.

NBP stoi przed poważnym dylematem. Zbyt wysokie stopy będą oddziaływać negatywnie na podaż kredytów, przyczyniając się jeszcze bardziej do spowolnienia wzrostu PKB. Zbyt niskie, którym towarzyszy brak interwencji na rynku walutowym i innych skutecznych działań, stanowić będą sygnał, że bank centralny „nie ogarnia” sytuacji, że inflacja nie jest pod kontrolą, a „śmieciowa”, polska waluta zostaje rzucona na „żer” globalnych spekulantów.

Będą ceny regulowane?

Drożyzna zapanowała też na rynku żywności. Już na samą wieść o wojnie na Ukrainie ceny kukurydzy i pszenicy w kontraktach terminowych wzrosły o kilka procent. Ukraina i Rosja należą bowiem do największych eksporterów na rynku zbóż i olejów, których zapasy są małe. – Poziom podwyżek zależeć będzie od rozwoju sytuacji na Ukrainie, ale też sankcji nakładanych na Rosję – przewidują eksperci Credit Agricole. Oczywistą bowiem powinno być rzeczą, że w zglobalizowanym świecie każde sankcje są obosieczne. Ich negatywne skutki prędzej, czy później dotykają także tych, którzy je nakładają. Eksperci mBanku ostrzegają, że ruchy wojenne i zaprzestanie części działalności będą przekładać się na straty polskich eksporterów, w tym firm transportowych. Te straty będą tym większe, im ostrzejsze sankcje zostaną nałożone na Rosję.

Dynamika cen żywności i napojów bezalkoholowych może w 2022 roku średniorocznie wynieść kilkanaście procent – przewidują analitycy Credit Agricole. Prognoza wzrostu o 6,7 proc. (rok do roku) jest już nieaktualna. Analitycy banku spodziewają się więc przedłużenia tarczy antyinflacyjnej obejmującej żywność i nawozy (tych ostatnich właśnie Rosja i Ukraina są znaczącym eksporterem). Mało tego: nie wykluczają wprowadzenia cen regulowanych. Być może jakaś nowa i skuteczniejsza niż dotychczas forma tarczy antyinflacyjnej obejmie także rynek energetyczny. Po efekcie obniżenia akcyzy na paliwa nie ma już bowiem śladu. To, co się dzieje na stacjach w bolesny sposób przypomina, że Rosja należy do znaczących eksporterów surowców energetycznych – przede wszystkim ropy i gazu.

Sankcje i pomoc uchodźcom – to kosztuje

Powiedzmy sobie to otwarcie: przed Polską duże wydatki socjalne na uchodźców z Ukrainy. Oczywistym jest, że nie można w dłuższej perspektywie liczyć tylko na dobre serce wolontariuszy. Rząd zadeklarował właśnie 18-miesięczny, zalegalizowany pobyt Ukraińcom (z perspektywą przedłużenia na kolejne 18 miesięcy). Oznacza to konieczność podniesienia dodatkowych wydatków budżetu na służbę zdrowia, na edukację dzieci uchodźców, zasiłki socjalne, w tym przede wszystkim na 500+ – dla miliona i więcej nowych osób. Dodatkowo przez pierwsze dwa miesiące każda rodzina, która przyjęła uchodźców, otrzyma 1200 złotych z budżetu. Już sama tego rodzaju „pierwsza pomoc” będzie kosztowała nas 2,5 mld złotych.

Co jednak będzie dalej? Co, jeśli wojna na Ukrainie się przedłuży?
– Liczymy, że koszty, które Polacy i polski budżet poniosą przynajmniej w najbliższych tygodniach, miesiącach to będzie parę miliardów – szacuje min. Paweł Szefernaker z MSWiA, wskazując jednocześnie, że zapowiadana kwota unijnej pomocy w tym zakresie w wys. 500 mln euro, jest jak na razie dalece niewystarczająca. Te pieniądze oferowane przez Unię mają zostać bowiem podzielone na wszystkie kraje przyjmujące uchodźców. Szacować można, że Polska będzie potrzebować do końca roku co najmniej kilkadziesiąt miliardów złotych. Jaka to będzie dokładnie kwota, okaże się dopiero wtedy, gdy będzie wiadomo, ilu Ukraińców ostatecznie przybyło do Polski i ilu osiadło w naszym kraju na dłuższy czas.
Jak na razie enigmatycznie brzmi zapowiedź USA przekazania 2,75 mld dolarów na wsparcie służb humanitarnych na Ukrainie i w Polsce.

Odblokować Fundusz Odbudowy

Nie wiadomo, co z „zamrożonymi” przez Unię 770 mld złotych na Krajowy Plan Odbudowy. Ich pozyskanie, szczególnie w tym momencie, wsparłoby znacząco budżet. Ustabilizowałoby sytuację na rynku walutowym (bo środki podlegałyby wymianie z euro na złotego), wzmacniając sponiewieranego złotego i zadziałałoby antyinflacyjnie, wywierając korzystny wpływ na tempo wzrostu PKB.
Według banku Credit Agricole wzrost PKB Polski wyniesie już tylko 3,5 proc. Przed agresją rosyjską bank spodziewał się 4,3-proc. wzrostu. Analitycy Banku Pekao SA prognozują, że gospodarka polska osłabnie na tyle, że tempo wzrostu PKB wyniesie 3,1 proc.

Rząd stanął przed bezprecedensowym wyzwaniem – bez wątpienia największym od początku swojej kadencji. Celem nadrzędnym powinna być maksymalna ochrona Polaków przed gospodarczymi skutkami wojny przy jednoczesnym mądrym poprowadzeniu sprawy uchodźców ukraińskich.

Poprzedni artykułKonfederacja przeciwko wciągnięciu Polski w wojnę
Następny artykułCzy Europa rzeczywiście może zrezygnować z rosyjskiego gazu?