Kwestią podnoszoną ostatnio coraz częściej w wyborach prezydenckich jest sytuacja zwierząt w Polsce. Z tego powodu kandydaci opcji lewicowych i centrolewicowych, jak choćby środowiska Platformy Obywatelskiej, Zielonych, Partii Razem, czy Lewicy, proponują utworzenie nowej instytucji państwowej – Rzecznika Praw Zwierząt. I niestety, nie jest to żart!

Jedną z orędowniczek pomysłu jest poseł Koalicji Obywatelskiej Katarzyna Piekarska. Polityk dała się poznać w ostatnim roku jako obiekt ataków środowisk rolniczych, które nie szczędziły gorzkich słów pomysłom Piekarskiej wprost uderzających w sektor hodowli zwierząt w Polsce. Pomysł powstania Rzecznika Praw Zwierząt wprowadziła jednak do polskiej debaty politycznej Sylwia Spurek, której wtórował ówczesny partyjny kolega Robert Biedroń. Dziś, co nie powinno dziwić, inicjatywę ochoczo popierają Zieloni, a za ich głosem ślepo podąża Rafał Trzaskowski.

Jak utrzymują zainteresowani, instytucja ma wypełniać zadania niemalże tożsame z zadaniami powierzonymi Rzecznikowi Praw Obywatelskich, z tą tylko poprawką, że odnosić się one mają do… zwierząt.

Ideologiczny front
Nietrudno zauważyć, że inicjatywa nosi w sobie silne podłoże ideologiczne zakorzenione w modnej w ostatnich latach na zachodzie postawie humanizującej zwierzęta i dehumanizującej ludzi. Większość z wymienionych tu orędowników powołania nowego stanowiska to osoby hołdujące legalizacji związków partnerskich, liberalizacji ustawy antyaborcyjnej, o nastawieniu antyklerykalnym czy wreszcie wprost popierające dewiacje społeczności LGBT.

Uzupełnieniem tej układanki jest właśnie nadawanie ludzkich przymiotów istotom, które ludźmi nie są. Nie należy oczywiście wykorzystywać zwierząt w sposób niezgodny z polskim prawodawstwem, ale takie kwestie są regulowane na bieżąco przez funkcjonujące już państwowe służby. Są to Inspekcja Weterynaryjna, policja, straż miejska, czy gminna. Nietrudno także domyślić się, jaką formę działania mogłaby przybrać nowa instytucja.

Problem z ekologami
Środowiska ekologów dały się poznać w ostatnim czasie jako grupy skupione niemal wyłącznie na działaniach destrukcyjnych. Kolejne inicjatywy, protesty, spotkania, wiece, petycje i inne aktywności miały na celu obrzydzenie Polakom jednego z najcenniejszych sektorów rodzimej gospodarki, czyli rolnictwa. Kolejne ciosy dotykały sektorów hodowli bydła mięsnego, trzody chlewnej, drobiu, zwierząt futerkowych, producentów mięsa halal czy koszernego i wielu innych branż pokrewnych. Co istotne, to z natchnienia takich właśnie grup ideologicznych część polityków powzięła inicjatywę dotyczącą utworzenia stanowiska Rzecznika Praw Zwierząt.

Można zatem domniemywać, że ów rzecznik stanowiłby swoistą formę usystematyzowania prawnego działań części grup tak zwanych ekologów – osób, które niejednokrotnie łamały zasady bioasekuracji obowiązującej w kontekście epidemii afrykańskiego pomoru świń i ptasiej grypy, odbierały właścicielom zwierzęta gospodarskie bez asysty służb mundurowych czy podszywały się pod państwowe służby.

Co gorsza, tak rozumiana ekologia zamknęła furtkę medialną organizacjom, które prowadzą rzeczywiste działania ma rzecz zwierząt – działania konieczne i pożyteczne w formie prawnej obowiązującej dziś.

Ardanowski zamknie lewicy usta?
Gabinet polityczny ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego zapowiedział właśnie, że w najbliższych dniach przy resorcie rolnictwa utworzone zostanie stanowisko pełnomocnika ds. zwierząt. Ekspert powołany na to stanowisko będzie miał za zadanie przede wszystkim nadzoru nad przestrzeganiem zasad dobrostanu określonych w polskim prawodawstwie. Jak podaje źródło zbliżone do resortu rolnictwa, pełnomocnik będzie pozostawał w ścisłej z pracownikami Inspekcji Weterynaryjnej.

* autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej