Zaniedbywana przez lata grupa przedsiębiorców rodzimych, których wspólna nazwa „rzemieślnicy” może kojarzyć się, szczególnie młodszym ludziom, nieco archaicznie, jak się wydaje znalazła swojego orędownika. Polski Inkubator Rzemiosła, opracowany przez Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii ma wspomóc rozwój tej formy działalności gospodarczej. Mowa jest także o zmianach ustawowych dla rzemiosła.

fot. Pixabay.com

Nie jest to temat z czołówek gazet, bo tzw. rzemiosło od dawna nie jest „na fali”. Ostatni, spektakularny wręcz rozkwit przeżywało bodaj w końcówce PRL-u, po czym cieszące się całkiem dobrą wówczas opinią produkty polskich rzemieślników (np. galanteryjne, meblowe, ubrania, drobne AGD itp.) zostały wręcz zmiecione przez import taniego, azjatyckiego „badziewia” zorganizowany, miejmy nadzieję, że nieświadomie tylko, przez neoliberalne rządy na początku lat 90. XX wieku.

Wspólne działania tej grupy przedsiębiorców nie są dziś – gwoli prawdy – zbyt widoczne. Nie przebijają się może przez bardziej nośne tematy? Na ten istotny temat trafiliśmy przypadkiem. Dowiedzieliśmy się – śledząc uważnie inne poczynania resortu – że uruchamia on specjalny program wsparcia dla rzemieślników. Budżet tego programu to 10 mln zł rocznie. Nie jest to oszałamiająca kwota. Trzeba jednak przyznać, że działanie programu zaplanowano na dłuższy dystans; na lata 2021-2030. Także i w tym przypadku jego powodzenie (bądź porażka) zależeć będą od konsekwencji w utrzymaniu programu oraz od sposobu wydatkowania tych pieniędzy.

Rzemieślnik to nie postać z bajki

Kim są dziś „rzemieślnicy”? To Polsce ponad 4,1 mln przedsiębiorstw. Praktycznie wszystkie małej lub – co najwyżej – średniej wielkości, zatrudniają łącznie aż 6,75 mln osób. Dzisiejsze zawody rzemieślnicze, to nie tyle te zanikające typu: złotnik, kowal, grawer czy garncarz, a nawet zegarmistrz, tylko setki tysięcy małych przedsiębiorców zajmujących się, na przykład, wyrobem pieczywa, słodyczy, szyjących ubrania na miarę, wyrabiających piękną i zindywidualizowaną biżuterię i oryginalne zegarki, ozdobne precjoza i ozdoby do domu oraz świąteczne, sprzęty do rehabilitacji ruchowej itd. itp. W organizacjach rzemiosła zrzeszonych jest ok. 300 tys. przedsiębiorstw. Rzemieślnicy czują się potrzebni. I są potrzebni, ale ich usytuowanie w korporacyjnym „łańcuchu pokarmowym” publicznego wsparcia od lat było bardzo słabiutkie. Praktycznie – żadne.

Co ma być „inkubowane”?

Teraz jest jakaś szansa, że to się zmieni. Polski Inkubator Rzemiosła skierowany jest – jak czytamy – do organizacji rzemieślniczych. Należy rozumieć to tak, że rząd próbuje dotrzeć i pomóc rzemieślnikom przez ich organizacje (do których większość chyba jednak nie należy?), a nie bezpośrednio do nich. No dobrze, lepiej tak niż wcale. Głównym celem tego programu ma być „wzmocnienie organizacji samorządu gospodarczego rzemiosła w zakresie kapitału ludzkiego i społecznego oraz potencjału instytucjonalnego w celu realizacji działań statutowych, w tym dotyczących rozwoju przedsiębiorczości i kształcenia dualnego” – czytamy na rządowej stronie. I dalej, że: „Program »Polski Inkubator Rzemiosła« ma wzmocnić infrastrukturę usług rzemieślniczych w kraju na najbliższą dekadę. Przyczyni się również do promocji i rozwoju kształcenia dualnego w formule mistrz-uczeń”.

Na co te dotacje?

Działać ma to tak: organizacje rzemieślników oraz ich cechy, w otwartym konkursie ogłoszonym przez Narodowy Instytut Wolności (sic!), będą mogły ubiegać się o dotacje m.in. na: doposażenie organizacji rzemieślniczych w sprzęt techniczny, na zakup oprogramowania specjalistycznego służącego do realizacji zadań statutowych, na organizację – skierowanych do przedszkoli i szkół podstawowych – konkursów dla dzieci i młodzieży o zawodach rzemieślniczych, na konkursy zawodowe dla młodzieży kształcącej się w zakładach rzemieślniczych.
Ponadto na specjalistyczne szkolenia zawodowe dla wyróżniających się uczniów rzemiosła (wizyty studyjne uczniów rzemiosła), organizację festynów, gier terenowych i innych wydarzeń promocyjnych, a także na doradztwo gospodarcze na potrzeby działalności statutowej samorządu gospodarczego rzemiosła, konsultacje i szkolenia dla pracowników i członków organizacji rzemieślniczych.

Gdy to czytamy, nasuwa się wątpliwość: czy to jest program, który – jak przeczytaliśmy w depeszy PAP – ma prowadzić do popularyzacji i „wzrostu popytu na usługi rzemieślników”, ulżyć im w codziennym prowadzeniu biznesu w stworzonych przez państwo przyjaznych warunkach, przyczyniając się korzystnie do płynnej zmiany pokoleniowej? Czy też chodzi w nim bardziej o dofinansowanie samych organizacji i cechów rzemiosła? Na razie nie jest to do końca czytelne i oczywiście będziemy do tematu wracać.

Kilka pytań, na razie (świadomie) bez odpowiedzi

– Program stanowi także kamień milowy na drodze ku nowej ustawie o rzemiośle na miarę wyzwań XXI wieku, na którą już od 25 lat czeka, licząca ponad 300 tys. firm, branża rzemieślnicza – komentuje założenia programu Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju, pracy i technologii.
Rzemieślnicy od lat walczą korzystne dla siebie zmiany ustawowe i szukają sojuszników w tej walce. Ich najbardziej chyba rozpoznawalna organizacja, Związek Rzemiosła Polskiego, postuluje m.in. nowelizację ustawy o rzemiośle i włączenie spółek osobowych i kapitałowych prawa handlowego oraz spółek cywilnych (w związku z problemami interpretacyjnymi, dotyczącymi podejścia do kwalifikacji wspólników) w obszar kształcenia zawodowego współorganizowanego przez cechy i izby rzemieślnicze. Tu powinien pozytywnie zadziałać właśnie Polski Inkubator Rzemiosła. Potrzebuje on z pewnością lepszego „osadzenia” ustawowego oraz wsparcia stosownymi i konkretnymi przepisami.

Inna jeszcze kwestia: idąc za przykładem aptekarzy i wzorując się na dobrze rozwijających się gospodarkach krajów zachodnich, warto poważnie rozważyć, czy nie powinno być wymogu posiadania kwalifikacji zawodowych w zawodach odpowiadających danemu rodzajowi rzemiosła. Czy refundacja wynagrodzeń młodocianych pracowników, oraz dofinansowanie kosztów poniesionych w związku z wyszkoleniem młodocianego, nie powinny być uwarunkowane jakąś „certyfikacją” nie tylko ich umiejętności, ale także poświadczającą kwalifikacje do wykonywania zawodu?

Dobrze, że środowisko rzemieślnicze „uznaje za wielce wskazane podejmowanie przez Związek Rzemiosła Polskiego wraz z izbami rzemieślniczymi oraz Rzecznikiem MŚP – wspólnych inicjatyw wzmacniających wizerunek i upowszechniających rolę rzemiosła w gospodarce”. Rzecznik MŚP cieszący się – obok instytucjonalnego – także osobistym autorytetem mógłby podpowiedzieć (a może i dopilnować?) wielu przyjaznych, a zarazem praktycznych dla rzemiosła rozwiązań. Tak jak to napisaliśmy wyżej – do tematu na pewno wrócimy.