Zrobienie wszystkiego, by udział polskich podmiotów w organizowanych przez instytucje publiczne przetargach rósł, powinno być oczkiem w głowie nie tylko rządzących, ale i samorządowych włodarzy. Większe zamówienia przetargowe można dzielić. Mniejszym przedsiębiorcom należy dać więcej czasu na przygotowanie oferty i płacić po każdym odebranym etapie prac.

RobbieWi/Pixabay

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) ma dobry pomysł na to, jak pomóc mniejszym przedsiębiorstwa. By go podeprzeć prawnie, eliminując już na wstępie ewentualne zarzuty o niezgodne z unijnym prawem faworyzowanie rodzimych firm, zamówił opinię prawną. Okazuje się, że koncepcja zwana „local content” umożliwia przy przetargach wspieranie lokalnych, w tym przypadku polskich MŚP zgodne zarówno z prawem krajowym, jak i unijnym.

„Zamawiający będą mogli korzystać z takich mechanizmów dozwolonych przez prawo nie tylko krajowe, ale i unijne, które będą ułatwiać udział MŚP w postępowaniach przetargowych” – pisze kancelaria prawna RKKW, która przygotowała analizę na zlecenie ZPP.

Mały wybieg prawny i już można

Opinia prawna RKKW pokazuje, dlaczego mądre wsparcie polskich firm jest możliwe bez naruszania prawa krajowego oraz – o co jest zawsze najwięcej krzyku – także unijnego (warto zapoznać się z całą opinią).

Tzw. „local content” w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego „jest zgodny zarówno z prawem krajowym jak i unijnym. Pod warunkiem jednak, że preferowanie lokalnych (regionalnych czy krajowych) MŚP w postępowaniach przetargowych nie może być celem samym w sobie. (…) Może natomiast stać się celem drugoplanowym, którego waga wzrasta wraz z ewolucją systemu zamówień publicznych” – czytamy w analizie RKKW.

Podzielić zamówienie na mniejsze

Dyrektywy unijne nie zabraniają dzielenia większych zamówień na mniejsze. W Polsce bardzo rzadko ktokolwiek korzysta z takiej możliwości. Częściowo może wynikać to z biurokratycznych procedur. Częściowo zapewne ze zwykłego lenistwa organizujących przetarg. Ci wolą mieć do czynienia z jednym podmiotem i jednym rozliczeniem (złej woli nie chcemy się tu dopatrywać). Podział zamówienia przetargowego można zastosować zwłaszcza do mniejszych przetargów – do 130 mln zł. Nikt nie powinien mieć do tego zastrzeżeń.
– Jeśli mamy np. budowę szkoły, to jedna firma może wznieść budynek, a jeszcze kolejna dostarczyć meble – daje dobry przykład Waldemar Buda, minister rozwoju i technologii.

W opinii kancelarii RKKW rozwój systemu prawa zamówień publicznych cały czas ewoluuje. Prawo to nie determinuje, w każdym razie nie powinno determinować wyłącznie zaspokajania potrzeb zakupowych zamawiających. „Nadaje przetargom szerszy charakter – jako narzędzia służącego realizacji celów strategicznych polityki zakupowej państwa”.

Innymi słowy: polityka zakupowa państwa prowadzona zarówno przez władze centralne, jak i lokalne, powinna mieć na szczególnym względzie interes polskiej gospodarki i rodzimych firm. Tak naprawdę – chociaż nie musi być to nigdzie wypowiedziane ani tym bardziej napisane – interes narodowy powinien stać przez interesem zagranicznych korporacji oraz innych krajów, które wygrywają ogromne kontrakty, np. budowlane.

Co z polityką zakupową państwa?

Państwo przygotuje obecnie szkolenia dla przedstawicieli MŚP, mające ułatwić im start i udział w przetargach na zamówienia publiczne. Przedsiębiorcy mają dowiedzieć się, jak poruszać się po rynku zamówień publicznych. Miejmy nadzieję, że w tym programie szkoleń znajdą się już nowe i wszystkie pomysły na korzystne ułatwienia dla MŚP.

Nie wszyscy o tym wiedzą, ale wspieranie polskich małych i średniej wielkości przedsiębiorców jest ważnym celem tak zwanej Polityki zakupowej państwa. Rząd podobno chce, by przetargi były dostępne dla większej liczby mikro, małych i średnich firm. Polityka zakupowa państwa zaleca, by organizujący przetargi wydłużali terminy składania ofert przez mniejszych przedsiębiorców, aby ci mieli realny czas na przygotowanie się. Przy tych przetargach, które nierzadko trwają pół roku i więcej, rekomenduje się wypłacać kontrahentom zaliczki i częściowe płatności po zakończeniu i odbiorze określonego etapu prac. Pozwoliłoby to przedsiębiorcom działać zachowując płynność finansową, bez potrzeby zaciągania drogich kredytów bankowych.

Około 280 mld złotych to wartość rynku zamówień publicznych w Polsce. To naprawdę duży kawał tortu. Zwraca uwagę wciąż niewystarczający udział mikro, małych i średnich przedsiębiorstw w odsetku ofert składanych w postępowaniach zarówno poniżej tzw. progów unijnych, jak i je przekraczających. Udział MŚP, jako wykonawców zamówień publicznych, jest niestety rażąco nieproporcjonalny w relacji do ich znaczenia w polskiej gospodarce. Kiedy wreszcie się to zmieni?

Poprzedni artykułJaponia się zbroi i zwiększa możliwości kontruderzenia
Następny artykułDino bije rekordy