NULL

W rozmowie z dziennikarzem Antonim Ferreras, Sanchez tłumaczył przyczyny zablokowania parlamentu. Wyliczając powody ponownych wyborów odniósł się także do nieudanych negocjacji z partią Podemos. Przewodniczący socjalistów stwierdził, iż “nie mógłby spać spokojnie jako Premier Hiszpanii mając w swoim rządzie laików z Podemos”, dając tym samym wyraz zadowolenia z fiaska prowadzonych rozmów.

Zresztą, nie był to jedyny atak Sancheza wobec swojego potencjalnego koalicjanta. “Nie mogę rządzić z kimś takim jak Iglesias, bo jest to człowiek który nie broni demokracji. W obliczu kryzysu w Katalonii potrzebujemy spójnego rządu, a nie wicepremiera który będzie spoglądał w przeciwną stronę.” – tak o ewentualnym wejściu Iglesiasa do Rady Ministrów powiedział Sanchez w kolejnym udzielonym również dla kanału “LaSexta” wywiadzie. Prowadzone negocjacje, bardziej przypominały kłótnię zwaśnionych kochanków, niż rzeczowe rozmowy i pertraktacje liderów. Podczas lipcowej debaty poprzedzającej głosowanie nad wotum zaufania dla rządu Sancheza, pomiędzy szefami obu partii doszło do ostrej wymiany zdań. W emocjonujący wystąpieniu skierowanym do lidera socjalistów Pablo Iglesias powiedział: “Tobie nie zależy na realnej koalicji. Negocjujesz z nami bo nie masz innego wyjścia”.

Dziś po lipcowym konflikcie nie ma już śladu, a Panowie czułym objęciem pieczętują sojusz. Zaskakuje jest nade wszystko tempo z jakim Sanchez i Iglesias znaleźli wspólny język. Wydaje się, że politycy za wszelka cenę chcą udowodnić, iż tym razem rzeczywiście uda im się utworzyć gabinet. Problem jednak w tym, że obu partiom wciąż brakuje 21 mandatów, aby osiągnąć parlamentarną większość.

Casado w natarciu

Dwie doby, tyle dokładnie zajęło lewicy wypracowanie jednolitego stanowiska. W tym czasie nie próżnował także lider opozycji Pablo Casado. Jak podaje dziennik “El Pais” w przeciągu 48 godzin, Partii Ludowej udało się zwerbować jednego Deputowanego z Nacjonalistycznej Partii Basków – ugrupowania rozważanego przez socjalistów przy budowaniu ewentualnej koalicji. Casado daje jasno do zrozumienia, że nie zamierza składać broni i tak jak obiecał nie będzie ułatwiał Sanchezowi rządzenia.

Wszystko wskazuje na to, że na hiszpańskiej scenie politycznej, przynajmniej w najbliższym czasie, nie zagości nuda. Partyjne romanse i zdrady, to coś z czego ostatnio zasłynął tamtejszy Kongres. W sferze niepewności pozostaje także jakość snu przyszłego premiera, a na dalszy plan schodzą problemy gospodarcze kraju. Jednym słowem telenowela.