Fot. Pixabay

W normalnej sytuacji wszystkie zakupy są przeprowadzane zgodnie z ustawą o zamówieniach w sektorze publicznym, która ma zapobiegać wszelkim oszustwom, ale w obliczu sytuacji wyjątkowej i konieczności zapłaty gotówką w celu zapewnienia dostawy towaru, ​​w niektórych przypadkach dokonywano płatności na rzecz firm, które nie są należycie weryfikowane – piszą hiszpańskie media. Tamtejsze Ministerstwo Finansów wyjaśniło, że prawo zabrania im dokonywania jakichkolwiek ocen dotyczących konkretnych podatników.

Zmiana, do której się odnosi, to opublikowanie dekretu królewskiego, wydanego przez rząd w celu przyspieszenia zakupów, w związku z problemami z pozyskaniem materiałów z Chin w pierwszych dniach stanu alarmowego. Należy pamiętać, że kraj azjatycki wymaga płatności gotówkowej, której początkowo Hiszpania się sprzeciwiała, ale której ostatecznie uległa, publikując wyżej wspomniany tekst legislacyjny. Wobec dramatycznego braku materiałów ochrony osobistej, po początkowej niechęci do wprowadzenia specjalnego trybu udzielania zamówień, przystąpiono do działania z pełną parą.

Problemy z zakupem sprzętu medycznego spowodowały nawet, że rząd pozyskał materiały od firm bez odpowiedniego doświadczenia w tym zakresie. Jak donosiła gazeta „Vozpópuli”, Ministerstwo Transportu kupiło osiem milionów masek od firmy z Saragossy, Management Solutions and Business Support, która zajmuje się realizacją projektów w Afryce. W 2018 r. firma zadeklarowała dochód w wysokości zaledwie 100 000 euro, przy stratach przekraczających 1,1 miliona euro. Jej personel to tylko 5 pracowników.

Podstawowym problemem jest to, że według źródeł, wybór tej firmy, której administratorem jest Purdey Investment, nie jest odosobnionym przypadkiem. W rzeczywistości wiele innych firm uzyskało kontrakty, nie wykazując żadnego doświadczenia w tym zakresie.

Ale nie tylko takie firmy próbują pozyskać zamówienia od władz publicznych. Duże koncerny farmaceutyczne odbierają ponad 100 połączeń telefonicznych dziennie od domniemanych dostawców, o których nigdy wcześniej nie słyszeli. Przedsiębiorstwa te działają z większą ostrożnością niż rząd. – Nasz dział zakupów zazwyczaj odrzuca większość; wielu dostawców kontaktuje się z nami codziennie, ale akceptujemy tylko maski certyfikowane, aby chronić bezpieczeństwo obywateli – mówi przedstawiciel firmy Cofares, największego dystrybutora sprzętu medycznego w Hiszpanii.

W jaki sposób te maski docierają do małych pośredników? Antonio Mingorance, prezes Bidafarma (drugi co do wielkości dystrybutor sprzętu medycznego w Hiszpanii) wyjaśnia, że ​​służby celne nie wykrywają małych zamówień na około 2000 lub 3000 masek. – Rząd zarekwirował wszystkie nasze zapasy od pierwszego dnia stanu alarmowego, ale firmy te uniknęły kontroli i wysłały towar do aptek. Nie są dystrybutorami, po prostu zwietrzyły interes – mówi. Należy pamiętać, że rząd wydał przepis w czasie stanu alarmowego i zarekwirował wszystkie zlokalizowane materiały medyczne w celu ich dystrybucji zgodnie z potrzebami.

Ten przepis dotknął tylko dużych dystrybutorów. W rzeczywistości Mingorance wyjaśnia, że ​​te małe firmy prowadzą rodzaj licytacji dla osoby oferującej najwyższą cenę. – Ostatecznie sprzedają maseczki za 3,5 euro plus VAT, gdy te realnie są warte 0,6 euro – mówi. I dodaje: – Radzę wszystkim farmaceutom, aby ich nie kupowali, ale rozumiem, że istnieje wiele okoliczności, które sprawiają, że te środki i tak trafiają do obrotu w aptekach.

Mingorance przypomina również operacje na dużą skalę, z których dzięki swojej dociekliwości dystrybutorzy się wycofali. – Pojawiła się firma, która zaoferowała nam 20 milionów maseczek za 7 milionów euro, ale poprosiła nas o pieniądze z góry. Zrezygnowaliśmy, ponieważ nie wzbudzili naszego zaufania, ale pewna francuska firma weszła z tą firmą w interes. Została oszukana – wspomina.

Źródło: eleconomista.es