Powstanie styczniowe obfitowało w wydarzenia niecodzienne, w których powstańcy wykazywali się niezwykłą pomysłowością, determinacją, odwagą i… nerwami ze stali. Co ciekawe, nie zawsze były to heroiczne czyny na polu bitwy. Do jednego z najbardziej spektakularnych wydarzeń należało wykradzenie w biały dzień tajnych carskich map i bagatela, opróżnienie bez jednego wystrzału Skarbca Królestwa Polskiego. Między innymi o takich, mało znanych historiach, przypomnimy w dzisiejszym artykule.

Fot: PAP/Alamy

Do wyjątkowo „bezczelnych”, a przy okazji pomysłowych i odważnych powstańców z pewnością zaliczał się Aleksander Waszkowski –  zakonspirowany członek Warszawskiej Organizacji Miejskiej (a w ostatnim okresie Powstania styczniowego także powstańczy namiestnik Warszawy). Waszkowski doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że słabo uzbrojeni powstańcy najbardziej potrzebowali broni, którą najlepiej było kupić, gdyż zdobywanie broni „na wrogu” zbyt dużo kosztowało. Problem polegał oczywiście na tym, że kupno broni wiązało się z potrzebą zdobycia dużych pieniędzy. Drugim elementem niezbędnym do sprawnego poruszania się w polu oddziałów partyzanckich były dokładne mapy. I pieniądze, i mapy były w Warszawie. Tyle że pozostawały w rękach wroga. Jednak Aleksander Waszkowski i mapy, i pieniądze (dokładnie w tej kolejności) postanowił zdobyć. Co więcej, udało mu się tego dokonać bez jednego wystrzału.

Stalowe nerwy konspiratora

W pierwszych tygodniach Powstania styczniowego, w lutym 1863 r., Waszkowski podjechał dorożką pod dobrze strzeżone carskie Biura Pomiarów Komisji Przychodów i Skarbu. Młody konspirator kazał poczekać dorożce, po czym pewnym krokiem wszedł (w godzinach pracy) przez nikogo nie kontrolowany do jednego z pokoi, w którym znajdowała się szafa z tajnymi mapami sztabowymi. Waszkowski sprawiał wrażenie tak pewnego siebie Moskala, że nikt nie śmiał go nawet skontrolować. Warszawiakowi sprzyjał fakt, że w carskim biurze co jakiś czas pojawiali się różnego rodzaju tajniacy i ważne osobistości w związku z wybuchem powstania. Nie wypowiadając ani słowa i zachowując pozę człowieka nie znoszącego jakiegokolwiek sprzeciwu, członek Warszawskiej Organizacji Miejskiej powoli otworzył szafę z mapami sztabowymi, po czym… najspokojniej w świecie wyjął je i powoli wyszedł przez nikogo nie niepokojony.

Oniemieli carscy urzędnicy pracujący w pokoju, gdzie znajdowała się owa szafa, usłyszeli od tajemniczej persony jedynie jedno słowo „doswidania”. Nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że właśnie w tej chwili zakonspirowany członek Warszawskiej Organizacji Miejskiej wyniósł im sprzed nosa cenne mapy sztabowe.

Waszkowski musiał mieć nerwy ze stali, gdyż nie spieszył się nawet wtedy, gdy z cenną zdobyczą wsiadł do dorożki. Odjechał spokojnie jak na „carskiego urzędnika” przystało. Konspirator doskonale zdawał sobie sprawę, że zdradzić może go jeden nieopatrzny ruch, przypadkowa kontrola, czy nawet drobny gest zdenerwowania, a wtedy za próbę wykradzenia map zapłaci głową. To, co zrobił Waszkowski, wydawało się tak szalone i nieprawdopodobne, że carscy urzędnicy Biura Pomiarów Komisji Przychodów i Skarbu zorientowali się, że zostali wystrychnięci na dudka dopiero wtedy, gdy nikt z przełożonych nie potrafił powiedzieć, kim była ta „gruba ryba”, która spokojnie wyszła z cennymi mapami sztabowymi. Rosjanie mieli się z pyszna. Jak się jednak wkrótce okaże, ten sam zakonspirowany członek Warszawskiej Organizacji Miejskiej przebije swój własny numer z mapami…

Nie masz cwaniaka…

Udana akcja z wykradzeniem map sztabowych dodała Aleksandrowi Waszkowskiemu skrzydeł, toteż nic dziwnego, że wkrótce wpadł na kolejny szalony pomysł. Tym razem zaledwie 22-letni warszawiak obmyślił plan… „obrobienia” Skarbca Królestwa Polskiego. Opracowywał go kilka miesięcy. W końcu w pierwszych dniach czerwca 1863 r. przedstawił swoim zwierzchnikom scenariusz akcji, po której zdobędzie carskie złoto.

I w tym przypadku plan Waszkowskiego był niezwykle prosty. Sprytny powstaniec wziął na swój celownik najmniej zrusyfikowanych Polaków pracujących w Kasie Głównej Komisji Rządowej i Skarbu Królestwa Polskiego w Warszawie i zaproponował im wprost wydanie całej kasy władzom powstańczym. Podjął rozmowy z kasjerem Kasy Głównej Stanisławem Janowskim i głównym kontrolerem Stanisławem Hebdą. Pewność siebie Waszkowskiego znowu zrobiła wrażenie, choć ryzyko było ogromne – w razie donosu zruszczonych Polaków groziła mu śmierć.

Podczas pierwszych rozmów pracownicy Skarbu Królestwa Polskiego nie powiedzieli „nie”, a niebawem zażądali tylko rozkazu na piśmie Rządu Narodowego, by ułatwiono im ucieczkę za granicę z taką ilością carskiego złota, która pozwoli im rozpocząć nowe życie. Jednym słowem „złoto dla zuchwałych”.

Rząd Narodowy oczywiście zgodził się na takie warunki i niebawem Waszkowski przystąpił do akcji. Śmiało można powiedzieć, że przejęcie carskiego skarbca było skokiem stulecia. Łupem powstańców padło 40 tys. rubli w złocie, 470 tys. w banknotach i ponad 3 miliony w listach zastawnych Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Krótko mówiąc, „nie masz cwaniaka nad Warszawiaka”.

Aleksander Waszkowski był gorącym patriotą. Walczył z zaborcą do końca, zdając sobie sprawę, że upadek powstania jest nieuchronny. 10 grudnia 1864 r. przyjął funkcję ostatniego powstańczego naczelnika Warszawy i starał się wydawaniem rozkazów i odezw utrzymywać wrażenie, że powstańcze tajne Państwo Polskie nadal trwa. Wiedząc, że zbliża się koniec, świadomie nie opuszczał miasta. Aresztowany 19 grudnia 1864 r. został stracony na stokach Cytadeli Warszawskiej 17 lutego 1865 r., mając niespełna 24 lata.

Kolejny skok na carskie złoto

O wyczynie Waszkowskiego śmiało można powiedzieć, że był to polski skok stulecia. Dla porównania podczas zdobycia rosyjskiego konwoju z pieniędzmi i bronią w bitwie pod Żarzynem koło Puław powstańcy zdobyli 140 tys. rubli i 400 karabinów. Wtedy jednak rozgorzała zażarta kilkugodzinna bitwa, w której zostało zabitych 181 carskich sołdatów, ale ofiary były także i po stronie powstańców. Podczas zdobycia carskiego złota w Warszawie nie padł ani jeden strzał. 45 lat później, w 1908 r., inny konspirator ze stalowymi nerwami, razem z grupą bojowców PPS, na stacji Bezdany niedaleko Wilna, opanował wagon pocztowy przewożący pieniądze z Kongresówki do Sankt Petersburga i zdobył 200 tysięcy rubli. Tyle że podczas tego napadu bomby i kule latały gęsto- podczas akcji zabito jednego i raniono pięciu carskich żołnierzy.

Jedno jest pewne, carskie pieniądze dobrze przysłużyły się polskiej niepodległości, gdyż przeznaczono je m.in. do utworzenia organizacji strzeleckich, które stały się później podstawą struktur Legionów Polskich. Pewne jest też to, że ów konspirator bardzo dobrze znał historię i przebieg Powstania styczniowego i prawdopodobnie nieobca była mu też historia skoku na Skarbiec Królestwa Polskiego.