Czy to wreszcie przełom w sprawie zaśmiecania Polski przez inne kraje? Sto dziesięć tysięcy ton zanieczyszczeń, które miały być ukryte w różnych miejscach na terenie województwa lubuskiego, zostanie odesłane do Niemiec. Nie tylko Niemcy i inne kraje europejskie zalewają nas odpadami, ale nawet afrykańska Nigeria. Należałoby położyć temu kres.

nielegalne odpady z niemiec - grafika wpisu
Fot. vkingxl from Pixabay

To niewątpliwy sukces Lubuskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Nasi „Janusze biznesu”, współpracujący z niemieckimi fabrykami odebrali odpady, przewieźli przez granicę i zamierzali schować w dwudziestu dziewięciu różnych miejscach na terenie województwa lubuskiego. Z czasem prawdopodobnie te, które nadają się do spalenia, uległyby „samozapłonowi” na wysypisku. Inne trafiłyby do wody, lasu lub zostały zakopane.

Mafia śmieciowa zarabia

Te „mafie” mają zarejestrowane firmy, które czymś tam się zajmują. Tymczasem w rzeczywistości jak najbardziej rdzenni „Janusze biznesu” ściągają nielegalne odpady głównie z Niemiec. Za tonę dostają 50-100 euro. Rocznie jest tego co najmniej kilkaset tysięcy ton, a może i znacznie więcej – dokładne dane za poszczególne lata podaje Eurostat. Nikt nie oszacował jednak skali tego procederu, który odbywa się bardzo często przy naszej zachodniej granicy.

Nie należy uogólniać, że tylko Niemcy traktują Polskę jak wysypisko, chociaż faktycznie od nich pochodzi mniej więcej połowa nielegalnych odpadów. Śmieci i odpady przemycane są także z Włoch, Wielkiej Brytanii, a nawet z dalekiej Nigerii, która pozbywa się na naszą szkodę swoich akumulatorów i innych toksycznych części na przykład ze zużytych urządzeń AGD. Już w 2018 roku z tego afrykańskiego kraju trafiło do nas sześć tysięcy ton.

Rynek wart 1,5 miliarda zł rocznie

Tylko co dziesiąty, szkodliwy dla środowiska naturalnego odpad, trafia do recyklingu. Jak szacują eksperci zajmujący się tym tematem, od 12 do 15 proc. odwożone jest do spalarni, z których niestety część jest przestarzała i sama wytwarza mniej lub bardziej szkodliwe emisje. Reszta zasila wysypiska śmieci, które dziwnym trafem potrafią „się zapalić”. W samym 2018 roku było sześćdziesiąt pożarów, potem ich liczba znacznie spadła, ale tylko na skutek pandemicznego zblokowania granic.
Obrót śmieciami to dobry biznes. Ich składowanie czy przetwarzanie tworzy rynek warty ok. 1,5 mld zł rocznie.
Wiele krajów, szczególnie biedniejszych lub gorzej zarządzanych, importuje przede wszystkim odpady z tworzyw sztucznych, których zwały są potem podpalane. W efekcie spalania plastiku uwalniają się najbardziej toksyczne i rakotwórcze substancje zawierające przede wszystkim dioksyny.

Nie tylko odpady komunalne

Ten brudny rynek zaczyna znowu odżywać. Pod koniec 2020 roku próbowano przewieźć do Polski ponad 2,3 tys. ton odpadów z Norwegii. W maju br. ujawniono nielegalne transporty metali, elementów AGD oraz z tworzyw sztucznych. W czerwcu tego roku zgorzeleccy pogranicznicy udaremnili przemyt dwudziestu czterech ton budowlanego złomu.

Wszystko zaczęło się… od Chin, do których całe lata zwożono większość odpadów, szczególnie polimerowych i to z całego świata. Z badań „Production, use, and fate of all plastics ever made” Roland Geyer wynika, że 79 proc. wszystkich odpadów z tworzyw sztucznych trafia na wysypiska albo wręcz zanieczyszcza środowisko naturalne – lasy, gleby i wody. Tak było i w Chinach. Wreszcie, w 2017 roku, Chiny się zbuntowały i podczas obrad Światowej Organizacji Handlu (WTO) w Genewie ogłosiły, że nie będą już przyjmować więcej plastikowych odpadów.
Eurostat podaje, że w efekcie tego import odpadów z tworzyw sztucznych z krajów UE do Państwa Środka spadł w 2018 r. o 95 proc. (w porównaniu z 2017 rokiem), a obecnie wyhamował prawie do zera.
Według raportu Greenpeace o handlu odpadami z tworzyw sztucznych, Chiny zastąpione zostały w roli śmietnika świata przez Malezję, Tajlandię i Wietnam, a także przez Turcję i Indonezję. Na tej niechlubnej liście jest i Polska.

Z prośbą do sąsiadów

Dziwi tu jedna rzecz. Niezależnie od łapania i karania autorów nielegalnego procederu, Polska powinna podnieść tę sprawę w odpowiednich europejskich gremiach. Uczulając naszych zachodnich sąsiadów, by bardziej przypilnowali swoich „eksporterów” śmieci i odpadów.
Mówimy oczywiście o tych, którzy robią to nielegalnie (istnieją także legalne transporty). Z pewnością mają o nich jakaś wiedzę i na prośbę swoich europejskich partnerów mogliby podjąć odpowiednie działania. Trzeba się tylko w tej sprawie odezwać.