Nawet 14 mln ton odpadów komunalnych – tyle rocznie wytwarzamy. Przeciętny mieszkaniec Polski wyprodukował ich 325 kg i każdego roku dodaje kilkanaście kilogramów więcej. Jeśli nie zmieni się patologiczny system zagospodarowania odpadów przez samorządy lokalne, czeka nas zalew zużytego plastiku, a epidemia COVID-19 tylko przechyli szalę w kierunku katastrofy.

– Czas korzystania z maseczki, czy rękawiczek wynosi zazwyczaj kilkadziesiąt minut. Potem trafiają one do śmietnika lub do środowiska. Problem dotyczy wpływu na środowisko jak i natury estetycznej, bo wszędzie je widać – ostrzega w rozmowie z PAP dr hab. inż. Wojciech Czekała z Instytutu Inżynierii Biosystemów Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. – Największym zagrożeniem jest wszechobecny plastik, pochodzący m.in. z butelek, opakowań czy toreb – dodaje.

Góra plastikowego „szajsu”

Dane Eurostatu dotyczą co prawda 2016 r., ale nic do dziś się nie zmieniło. Jeśli już, to na gorsze. Polska jest na czwartym miejscu w UE pod względem łącznej masy wytworzonych odpadów. Wyprzedzają nas tylko Niemcy, Francja i Wielka Brytania (ona Wspólnotę zresztą już opuszcza). Różnica jest taka, że od 2004 r. w Polsce przyrosło ich o ok. 32,4 proc., a w wymienionych krajach widać skuteczne działania w kierunki ich redukcji. Według raportu Fundacji Plastics Europe Polska, odpady produktów z tworzyw sztucznych z samych tylko źródeł pokonsumenckich sięgają ponad 1,5 mln ton rocznie! Z kolei Instytut Jagielloński szacuje, że w ubiegłym roku cały polski sektor gospodarki odpadami wart był ok. 15,3 mld zł, z czego wartość sektora gospodarki odpadami komunalnymi sięgnęła ok. 7,8 mld zł. Do 2024 r. tylko rynek tych ostatnich wyceniany jest na 12,5 mld zł.

Samorządy lokalne dramatycznie nie radzą sobie z tym problemem śmieci. Płonące raz po raz śmietniska nie są przypadkiem. Udział szarej strefy w odpadach wzrósł z 2 mld zł 2013 r., do obecnie szacowanych 2,7 mld zł  w IV kwartale 2019 roku. Dane te zostały ujawnione podczas nienagłośnionej w wystarczający sposób konferencji w Krajowej Izbie Gospodarczej pod nazwą „Gospodarka odpadami – skuteczny nadzór i kontrola, czyli jak ograniczyć szarą strefę”. Patologia goni patologię. Fałszowana jest ewidencja odpadów. Z materiałów pokonferencyjnych KIG wynika, że powstał „wirtualny” obieg dokumentów potwierdzających fikcyjny recykling, a „kwitami śmieciowymi” handluje się pod stołem. Dlatego możliwe jest rozrzucanie śmieci po lasach, podpalanie wysypisk oraz wypełnianie wyrobisk odpadami. Naliczanie opłat za korzystanie ze środowiska bazuje na fałszywej sprawozdawczości. W 2018 r. Inspekcja Ochrony Środowiska ujawniła 471 przypadków nielegalnych działań w gospodarce odpadami: niezgodnego z prawem spalania oraz niewłaściwej rekultywacji wyrobisk i porzucania odpadów. Zidentyfikowano 3,25 mln ton nielegalnie porzuconych odpadów, a przewidywany koszt ich usunięcia to 1,45 mld zł.

Kto zapłaci ten rachunek?

Dlaczego gnębią nas opłatami?

Na śmieciowy problem samorządy lokalne mają tylko jedną odpowiedź: niech mieszkańcy płacą więcej! Pokazał to przykład chaotycznie zarządzanej stolicy, która nie tylko nie była w stanie zidentyfikować źródła problemu, ale radni i władze Warszawy rzucały się od ściany do ściany, proponując rożne systemy naliczania opłat za odbiór śmieci.

A wystarczyło sięgnąć do rzetelnego raportu UOKiK na temat gospodarowania odpadami, przygotowanego w sierpniu 2019 r. Urząd przyjrzał się gminom miejskim w Polsce. Dobrze rozpoznał przyczyny rosnących opłat. Przeanalizował m.in. stan konkurencji na rynku, strukturę właścicielską tzw. instalacji do utylizacji. Okazuje się, że samorządy lokalne praktycznie straciły wpływ na ceny ustalane przez RIPOK-i (Regionalne Instalacje Przetwarzania Odpadów Komunalnych). Te zaś twierdzą, że drożej być musi. No bo wzrosły ich koszty i ten argument powinien nam wszystkim wystarczyć!

Prywatne, ale samorządowe

Badanie UOKiK objęło lata 2014–2019 i wszystkie instalacje stosujące najpopularniejszą w Polsce mechaniczno-biologiczną metodę przetwarzania odpadów – łącznie 171 instalacji. Co ciekawe, ale i dziwne i podejrzane, są to firmy z przewagą kapitału publicznego, głównie samorządowego. Tylko ok. 30 proc. firm należy do prywatnych właścicieli. Czy to nie daje do myślenia? Po co mnożyć „gminne” firmy zewnętrzne, niby prywatne, ale niejednokrotnie wyrastające z samego środowiska samorządowego?

– Tam, gdzie samorządy są właścicielami instalacji i mają większy wpływ na ich działanie, ceny są znacząco niższe – mówi Tomasz Chróstny prezes UOKiK.

Rzeczywiście, na Mazowszu, gdzie przeważają prywatni właściciele instalacji i samorząd nie ma wpływu na stosowane przez nich ceny, jest najdrożej. W województwie świętokrzyskim wszystkie instalacje należą do lokalnych władz.  I tam są najniższe stawki w Polsce. Jeśli nadal to kogoś dziwi, to dodać należy, że to nie rzecz tylko we „wpływie” samorządu na firmę „śmieciową”, ale także w nadzorze. Coś, co jest wyprowadzone na zewnątrz, nie podlega takiemu nadzorowi jak działalność samego organu samorządowego.

Posłużmy się pozornie oddalonym od tematu przykładem MOPS-ów (Miejskich Ośrodków Pomocy Społecznej). Opiekę nad seniorami i osobami niepełnosprawnymi pełnią nie same ośrodki pomocy społecznej, ale prywatne firmy działające na ich zlecenie. Opieka ta jest po prostu straszna, w niektórych miastach na żenującym poziomie wołającym o interwencje prokuratora, ale biznes dla outsourcingowych agencji opiekunek – znakomity!

Konkurencji brak

Kolejna sprawa: na tym rynku praktycznie zlikwidowano konkurencję! Do 2012 r. to właściciel nieruchomości miał swobodę w wyborze firmy, która odbierała od niego śmieci. Teraz wybiera ją gmina. Zazwyczaj przetarg wygrywa ta sama firma. Gdy zwycięzca tego pseudo przetargu już go formalnie wygra, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby podyktował własną, zazwyczaj wyższą niż w poprzednim roku, cenę. Gmina wyrazi zgodę, bo co jej szkodzi. To nie są pieniądze urzędników, to są pieniądze mieszkańców.

Zmiana przepisów w 2012 r. wyeliminowała konkurencję między podmiotami zajmującymi się gospodarowaniem odpadami. Z roku na rok malała liczba firm biorących udział w przetargach. W ciągu ostatnich dwóch lat w ponad połowie gmin miejskich o zamówienie ubiegał się tylko jeden przedsiębiorca. Ten na danym terenie „jedynie słuszny”.

Propozycje Ministerstwa Klimatu polegające na stworzeniu nowego systemu gospodarowania odpadami opakowaniowymi, w tym zmiany systemu kaucyjnego oraz zwiększeniu skali finansowania recyklingu przez przemysł,  mogą okazać się niewystarczające. Należy mocno przyjrzeć się całemu systemowi. A być może i „przewietrzyć” dziwne układy.