Fot. Karol Jarosz

Czym zajmuje się pełnomocnik rządu ds. instrumentów finansowania gospodarki? Nie pytam o treść rozporządzenia premiera, tylko o to, co praktycznie pan robi, jakie projekty realizuje w ramach tej funkcji?

Funkcja Pełnomocnika Rządu do spraw instrumentów finansowania rozwoju gospodarczego państwa, którą pełnię od pięciu miesięcy, jest nowym mechanizmem stworzonym m.in. w celu wypracowania koncepcji, analizy, monitorowania i koordynowania optymalnego wykorzystania aktywów państwowych. Obecnie trwają prace koncepcyjno-analityczne związane z możliwościami jak najszerszego i optymalnego wykorzystania majątku państwowego w celu stymulowania wzrostu gospodarczego naszego kraju. Nie ukrywam, że obecna sytuacja w związku z pandemią na pewno w dużym stopniu wpłynie na kierunek oraz priorytety w moich działaniach jako pełnomocnika. W tym momencie należy się skoncentrować przede wszystkim na szukaniu rozwiązań (w tym przy użyciu właśnie aktywów państwowych), które pomogą jak najłagodniej dla polskiej gospodarki i obywateli przejść przez kryzys.

Strategia Rozwoju Rynku Kapitałowego przewiduje nowy instrument finansowy, jakim są obligacje rozwojowe. Czy są już konkretne plany, jak go wdrożyć i jakie będzie miał zastosowanie?

Obligacje rozwojowe będą istotnym instrumentem finansowania polskich potrzeb w zakresie rozwoju infrastruktury w przyszłości, a ich wprowadzenie wpłynie pozytywnie na rozwój polskiego rynku kapitałowego. Obligacje rozwojowe z preferencyjną stopą podatkową mają zostać wprowadzone w ramach implementacji Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego (SRRK) oraz będą realizacją postulatu przyjętej przez rząd Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju dotyczącego poprawy płynności instrumentów finansowych dla finansowania inwestycji. Wprowadzenie obligacji rozwojowych pozwoli na stworzenie alternatywnego źródła finansowania infrastruktury regionalnej i ogólnokrajowej. Obligacje rozwojowe dadzą możliwość emisji podmiotom prywatnym i państwowym, zaś inwestorzy będą mogli nabywać je na preferencyjnych warunkach podatkowych. Obligacje te będą miały rating inwestycyjny, stałe oprocentowanie oraz zapadalność co najmniej 5 lat. Dla wielu firm, które z różnych względów nie planują nowych emisji akcji, będzie to doskonałe narzędzie długoterminowego finansowania rozwoju.

Wprowadzenie tego instrumentu finansowego wymaga podjęcia szeregu działań poprzedzonych opracowaniem studium wykonalności, które w szczególności skonsultowane powinno być z inwestorami instytucjonalnymi poszukującymi instrumentów finansowych o długim horyzoncie inwestycyjnym. W powyższych pracach uczestniczą również instytucje takie jak Ministerstwo Finansów, Ministerstwo Rozwoju, Ministerstwo Infrastruktury, Bank Gospodarstwa Krajowego (jako emitent obligacji infrastrukturalnych w imieniu Krajowego Funduszu Drogowego), Polski Fundusz Rozwoju (jako inwestor w lokalne i krajowe projekty infrastrukturalne). Rozwiązania powinny zostać opracowane, biorąc pod uwagę konieczność stworzenia instrumentów atrakcyjnych z punktu widzenia inwestorów.

Czy Polska będzie potrzebowała kapitału zewnętrznego w celu potrzymania programów inwestycyjnych takich jak CPK czy program inwestycji w rozwój energetyki, czy jednak ma szanse na poradzenie sobie samodzielnie wykorzystując zasoby Polaków, które są obliczone na 1 bilion PLN?

Transformacja sektora elektroenergetycznego przez Polskę czy realizacja inwestycji o szczególnym znaczeniu dla kraju jak CPK, wymaga ogromnych nakładów finansowych, ale w przyszłości będzie źródłem wielu korzyści zarówno bezpośrednich jak i pośrednich, co jest szczególnie widoczne przy projektach infrastrukturalnych. W odniesieniu do sektora elektroenergetycznego ważne jest zapewnienie możliwości płynnego działania dla spółek i stworzenie warunków do realizacji tych inwestycji, których głównym celem jest dalsze wzmacnianie bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Finansowanie inwestycji stanowi poważne wyzwanie zarówno dla Rządu RP, instytucji finansujących, a w szczególności podmiotów sektora. Z tego względu jednym z elementów przyjętej niedawno tzw. Tarczy Antykryzysowej, który ma pobudzić polską gospodarkę, są środki przeznaczone na inwestycje.

W tym celu niezbędne jest również wykorzystanie wszystkich możliwych narzędzi i mechanizmów do zapewnienia terminowej realizacji zaplanowanych inwestycji, w tym wykorzystanie środków instytucji finansowych np. EBI, BGK czy użycie krajowych, dedykowanych programów rządowych jak np. rynek mocy. Decyzje dotyczące wyboru finasowania poszczególnych inwestycji będą zapadały z uwzględnieniem sytuacji budżetowej czy sytuacji poszczególnych podmiotów.

Należy jednakże podkreślić, iż w chwili obecnej nie ma planów ograniczania wydatków inwestycyjnych, które mogą stanowić czynnik stymulujący gospodarkę i pomagający ograniczyć skutki epidemii COVID -19.Prócz zapewnienia finansowania inwestycji kluczowa niezbędna jest także współpraca w tym zakresie wszystkich interesariuszy tj. partnerów społecznych, rządu, parlamentu, samorządu oraz przemysłu.

Polskie firmy będą teraz potrzebowały kapitału, wiele wskazuje na to, że system gwarancji BGK może nie przynieść oczekiwanych efektów ze względu na to, że banki nie będą chciały podejmować ryzyka i udzielać finansowania nawet przy tak znacznym zabezpieczeniu. Czy możliwa jest zatem inna forma wsparcia finansowego firm w kryzysie? Jeśli tak, to jaka?

W tym miejscu warto wspomnieć o praktycznych inicjatywach obecnego rządu mających na celu przeciwdziałanie skutkom pandemii. Jedną z nich jest Tarcza Antykryzysowa, której istotą jest maksymalne wsparcie tak pracodawców, jak i pracowników, aby ograniczyć wszelkie występujące ryzyka w bieżącym funkcjonowaniu. Drugą równie istotną inicjatywą rządu polskiego jest uruchomienie programu pomocowego skierowanego do przedsiębiorstw, które ucierpiały wskutek pandemii koronawirusa. Mowa o Tarczy Finansowej PFR dla Firm i Przedsiębiorców, programie Polskiego Funduszu Rozwoju. Jego celem jest ochrona rynku pracy i zapewnienie firmom płynności finansowej w okresie poważnych zakłóceń w gospodarce. Program skierowany jest do około 670 tys. polskich przedsiębiorców i przyczyni się do powrotu polskich firm na ścieżkę rozwoju. Program składa się z 3 podstawowych komponentów o łącznej wartości 100 mld zł (4,5% PKB): do mikrofirm trafi 25 mld zł, do małych i średnich firm 50 mld zł, a do dużych przedsiębiorstw 25 mld zł Podmioty, które skorzystają z programu otrzymają 60 mld zł bezzwrotnych subwencji na finansowanie miejsc pracy i pokrycie strat. Cześć finansowania będzie miała charakter inwestycyjny. Intencją działań rządu jest nie tylko ochrona przedsiębiorców, lecz również tworzenie warunków do dalszego ich rozwoju w obecnych warunkach gospodarczych. Głęboko wierzę, iż w tych trudnych czasach, tak duży wysiłek fiskalny po stronie państwa jest konieczny i wskazany, by uratować potencjał polskiej gospodarki i budżety domowe naszych rodaków.

Jak Pan widzi rolę spółek skarbu państwa w stymulowaniu polskiej gospodarki? Jakie konkretnie formy może przyjąć ich zaangażowanie w walkę z kryzysem?

Rola spółek skarbu państwa w stymulowaniu polskiej gospodarki jest kluczowa i wiodąca, w szczególności w zwiększaniu wzrostu gospodarczego. Bardzo ważny jest fakt, że są one tak naprawdę własnością wszystkich Polaków. Dlatego też oprócz działalności biznesowej pełnią również wobec swych właścicieli funkcje szczególne. Jest to bardzo istotne zwłaszcza teraz gdy walczymy z pandemią i wywołanym przez nią kryzysem. Spółki skarbu państwa wykazały się bardzo odpowiedzialną postawą w walce z COVID-19, nie tylko przekazały na ten cel niemal 100 ml zł, lecz też włączyły się aktywnie w liczne inicjatywy, których celem było i jest niesienie pomocy instytucjom i szpitalom medycznym. Ponadto podjęły szereg działań na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa pracowników oraz klientów. Skutki tego kryzysu odczuwalne będą długo i to właśnie branże strategiczne znajdujące się w polskich rękach pozwolą nam zmierzyć się z turbulencjami gospodarczymi, tak by w pierwszej kolejności zabezpieczyć interes polskich obywateli.

Premier Morawiecki zaapelował o wprowadzenie nowych podatków na poziomie unijnym, w tym podatku cyfrowego. Czemu Polska samodzielnie nie wprowadzi tych danin, tak jak zrobiły to np. Węgry czy Francja?

Niewątpliwie widzimy konieczność uregulowania podatku cyfrowego, jak również innych podatków, jak podatek od transakcji finansowych, podatek od śladu węglowego, czy podatek od wielkich korporacji międzynarodowych na poziomie Unii Europejskiej. Przedstawiciele rządu podkreślali to wielokrotnie, chociażby Premier Mateusz Morawiecki na posiedzeniu Sejmu w dniu 6 kwietnia 2020 r.

Podatek cyfrowy powinien mieć wymiar międzynarodowy lub europejski, na chwile obecną na poziomie europejskim nie udało się przygotować rozwiązania w zakresie podatku cyfrowego, natomiast trwają prace w Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) mające na celu wypracowanie skutecznych rozwiązań. Właściwe rozwiązania uzgodnione na poziomie międzynarodowym lub europejskim miałoby największe szanse na skuteczne uregulowanie kwestii opodatkowania tzw. gospodarki cyfrowej. Mam nadzieję, że dojdzie do międzynarodowego porozumienia w sprawie zasad naliczania i alokacji podatku cyfrowego, bowiem tylko wówczas podatek ten będzie efektywny. Podatek ten ma sens i powinniśmy go wprowadzić, oczywiście wszystko zależy od formuły i jego ostatecznego kształtu, niemniej jednak brak tego podatku prowadzi do zniekształcenia rynku i nieuczciwej konkurencji.

Oczywiście, jeżeli prace będą trwały zbyt długo, to należy się zastanowić nad właściwymi rozwiązaniami w Polsce. W tym roku nie zakładamy wpływów budżetowych z tytułu podatku cyfrowego. Ministerstwo Finansów prowadzi prace analityczne w tym obszarze.

Jak ocenia Pan działania Unii Europejskiej dotyczące zwalczania ekonomicznych skutków pandemii koronawirusa? Wspólnota zdaje egzamin z solidarności, skoro dotąd żadne dodatkowe środki nie zostały uruchomione?

Pandemia koronawirusa to sprawdzian dla nas wszystkich, ale również poważny, bezprecedensowy wstrząs dla naszej gospodarki. Obecna sytuacja wymaga daleko idącej zmiany podejścia do dotychczasowej polityki Wspólnoty. Pandemia wymaga również uwzględnienia w polityce UE obecnie występujących okoliczności oraz ryzyk związanych z funkcjonowaniem gospodarek krajowych czy też rynku wewnętrznego. Jestem przekonany, że Komisja Europejska powinna dziś stymulować takie działania, których celem jest większa ochrona przedsiębiorców czy miejsc pracy. Taka postawa jest niezbędna do zachowania pozycji gospodarek narodowych oraz dalszego, niezakłóconego rozwoju wspólnego rynku. Szczególnie teraz, w dobie recesji czy kryzysów, solidarność państw Unii Europejskiej pozostaje nadal wartością istotną.

Czy zielony ład ma jakikolwiek sens w związku z kryzysem spowodowanym pandemią? Czemu pańskim zdaniem, Unia tak upiera się przy tym projekcie?

Zaprezentowana przez Komisję Europejską w grudniu 2019 r. strategia tzw. zielonego ładu obejmuje szereg środków zmierzających ku osiągnięciu do 2050 roku celu neutralności klimatycznej przez Unię Europejską. Zgodnie z założeniami, projekt ten ma stanowić impuls inwestycyjny dla gospodarek europejskich. Służyć będzie temu m.in. mechanizm sprawiedliwej transformacji, w ramach którego regiony najbardziej odczuwające skutki przejścia na gospodarkę ekologiczną mają otrzymać łącznie 100 mld euro w latach 2021–2027.

Niewątpliwie projekt zielonego ładu odnosi się do sektora energetycznego. Priorytetowe ograniczenie emisyjności skutkować ma jednoczesnym rozwojem odnawialnych źródeł energii, elektromobilności oraz zmianą w zakresie efektywności energetycznej.

Należy zwrócić uwagę, iż szybki rozwój epidemii postawił pod znakiem zapytania dotychczasowe założenia. Podważona została również opłacalność rozwiązań przyjaznych ekologicznie. Paraliż światowych gospodarek, a zatem ograniczenie strony popytowej, doprowadził do drastycznego spadku cen konwencjonalnych paliw i energii.

Głównym wyzwaniem dla Unii Europejskiej stała się teraz walka z koronawirusem i jego negatywnymi skutkami gospodarczymi. Ze strony kilku unijnych państw, w tym ze strony polskiego rządu, pojawiają się propozycje złagodzenia Europejskiego Zielonego Ładu i zawieszenia systemu handlu emisjami (Paweł Sałek, doradca prezydenta Andrzeja Dudy, przekonuje, że w związku z koronawirusem należy zawiesić europejski system handlu emisjami, Wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski powiedział, że Europejski System Handlu Emisjami powinien być zreformowany albo zniesiony, a europejski zielony ład odsunięty na dalszy plan, Premier Czech Andrej Babisz powiedział, że Unia Europejska powinna tymczasem zrezygnować z Zielonego Ładu i skoncentrować się na zwalczaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa). Komisja Europejska, przynajmniej na razie, odrzuca te pomysły. Niewątpliwie koronawirus wywrze istotny wpływ na politykę Unii Europejskiej w tym zakresie.