Proponuję otwarcie na świeżym powietrzu solariów. Widok opalonych i wychodzących z urządzeń roznegliżowanych ludzi (chciałem napisać „kobiet w bikini”, ale boję się… pozwów) na pewno poprawi podupadłe w związku z epidemią morale społeczeństwa – pisze w kolejnym felietonie Michał Góra.

usługi na świeżym powietrzu - grafika wpisu
Fot: PAP/DPA

Podobno, jak donoszą media, rząd planuje odmrozić usługi na świeżym powietrzu. I nie chodzi o to, że powoli mija pierwsza połowa kwietnia, więc będzie coraz cieplej, ale o to, że rząd łaskawie pozwoli świadczyć usługi poza zamkniętymi pomieszczeniami.

Najpierw całkiem serio trzeba przyznać, że to niezły pomysł. Należy się zastanowić, czy w ogóle zakaz aktywności na świeżym powietrzu (zwłaszcza nieprowadzącej do nadmiernego gromadzenia się ludzi z różnych gospodarstw domowych) był kiedykolwiek proporcjonalny. Dostępne badania naukowe wskazują, że zakażenia na świeżym powietrzu są niezwykle rzadkie, nawet kilkanaście razy rzadsze niż w zamkniętych pomieszczeniach. Z tego samego względu trudno zrozumieć blankietowy nakaz noszenia maseczek na pustych ulicach, co jest sprzeczne chociażby z zaleceniami Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC).

Jakie to jednak usługi można otworzyć na świeżym powietrzu?

Po pierwsze, proponuję otwarcie solariów. Widok opalonych i wychodzących z urządzeń roznegliżowanych ludzi (chciałem napisać „kobiet w bikini”, ale boję się… pozwów) na pewno poprawi podupadłe w związku z epidemią morale społeczeństwa. Działalności takich objazdowych niemych solariów i tak szybko by zakazano, skoro w okolicy policja obserwowałaby nielegalne zgromadzenia gapiów (z wyraźnymi wypiekami, dostrzegalnymi dopiero po zdjęciu maseczek na żądanie funkcjonariuszy). Należy się tylko zastanowić, kiedy to użytkownicy solariów powinni założyć maseczkę, jeśli pożądane jest równomierne rozłożenie opalenizny. Zresztą to i tak nie ma znaczenia, bo przecież to samo miejsce ciągle zasłaniać musi maseczka. Trzeba zatem nosić dopasowaną i wszystko będzie w porządku.

Po drugie, na świeżym powietrzu można otworzyć na przykład fryzjerów. Tutaj istnieje już precedens, bo media społecznościowe obiegła niedawno fotografia przedstawiająca mężczyznę ubranego w profesjonalny fartuszek, którego strzyżono nigdzie indziej jak właśnie na parkowej ławce. Sprytne i higieniczne, a z jego ściętych włosów ptaki uwiły sobie pewnie gniazda.

Ostatecznie na dworze (albo na polu – zależnie od preferowanego regionalizmu) otworzyć można nie tylko usługi, ale też szkoły i uniwersytety. Byłoby to wspaniałe nawiązanie do tradycji antycznych gimnazjów i odejście od cyfrowego terroru nauki zdalnej. Jeśli na głowy uczniów spadłby deszcz, nauczyciel zawsze mógłby wytłumaczyć: „Sorry, taki mamy klimat”. Podobno ocieplający się, więc może pomysł jednak wypali?