Nowa aplikacja informatyczna ma śledzić spacery Angielek. Jeśli wyruszająca z domu kobieta nie dotrze na czas do celu, system wyśle automatyczne powiadomienie do kontaktów alarmowych. Wystarczy, że w smartfonie będzie uaktywniona funkcja monitoringu. Brytyjski rząd, współpracując z wiodącym na rynku telekomem, chce w ten sposób zapewnić bezpieczeństwo paniom.

Francesco Ungaro/Pexels

W marcu tego roku Sarah Everard, 33-letnia dyrektor ds. marketingu jednej z londyńskich korporacji, została uprowadzona, brutalnie zgwałcona i zabita. Jak się okazało – przez funkcjonariusza policji. Został on skazany za morderstwo oraz za inne przestępstwa na dożywocie, bez możliwości zwolnienia warunkowego, a media zainicjowały ogólnokrajową debatę na temat bezpieczeństwa.

Sześć miesięcy później 28-letnia nauczycielka szkoły podstawowej Sabina Nessa została napadnięta i zamordowana, gdy przechodziła przez park w południowym Londynie. Debata o bezpieczeństwie odżyła na nowo.

Nie bójcie się, będziecie bezpieczni

Do ogólnonarodowej dyskusji włączył się Philip Jansen, dyrektor generalny brytyjskiego lidera telekomunikacyjnego BT Group (dawniej British Telecom). Zaproponował wdrożenie nowej usługi „odprowadź mnie do domu”. W liście do ministra Priti Patela, sekretarza spraw wewnętrznych UK (odpowiednik naszego ministra spraw wewnętrznych i administracji) napisał między innymi: „nie jestem politykiem, nie mogę zmienić społeczeństwa, ale jeśli mogę wykorzystać innowacyjną technologię do poprawy bezpieczeństwa osobistego, jestem zdeterminowany, by to zrobić” .

Nowy pomysł na usługę informatyczną, mającą zwiększać bezpieczeństwo na ulicy, pojawił się już na początku publicznej debaty, jaka wywiązała się po zabójstwie dwóch młodych kobiet. Zdarzenia te miały wyjątkowo dramatyczny przebieg, bo kobiety te stały się celem ataków znajdując się już bardzo blisko swoich domów.

Ministerstwo popiera pomysł telekomu

Brytyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych potwierdziło, że minister Priti Patel otrzymał list i odpowie „we właściwym czasie”. Już jednak wiadomo, że popiera on wdrożenie nowego rozwiązania IT oferującego usługę śledzenia, mającego – w założeniu – chronić samotnych spacerowiczów. Patel musiał wiedzieć o tym pomyśle sporo wcześniej. Dobrze się o nim wyrażał, choćby w wywiadzie udzielonym gazecie „Daily Mail”: „Ta nowa linia telefoniczna jest dokładnie tym rodzajem innowacyjnego programu, który dobrze byłoby rozpocząć tak szybko, jak to tylko możliwe. (…) Teraz przyglądam się temu z moim zespołem i współpracuję z BT” – stwierdził.

Usługa „odprowadź mnie do domu” ma zostać uruchomiona już przed tegorocznymi świętami Bożego Narodzenia. Będzie uzupełnieniem istniejącego od dawna ogólnokrajowego numeru alarmowego w Wielkiej Brytanii. BT Group administruje brytyjskim numerem alarmowym 999 od osiemdziesięciu czterech lat, dokonując cyklicznych aktualizacji zarządzającego nim systemu. Rzecz jasna aplikacja „odprowadź mnie do domu”, chociaż dedykowana kobietom, nie jest dla kobiet zastrzeżona.

Co się stanie z „samotnym przechodniem”?

Bezpieczeństwo i zdrowie to najlepszy powód, a czasem pretekst, do wprowadzania przez rządy rygorystycznych regulacji oraz wzmożenia nadzoru nad obywatelami. Zazwyczaj stoją za tym argumenty łatwo zdobywające społeczne uznanie. Czy jednak nowe rozwiązania, oparte obecnie na innowacjach technologicznych, nie będą przez rządzących wykorzystywane w innych, już nie tak szczytnych, celach?

A propos nowego, brytyjskiego systemu monitoringu – narzuca się wspomnienie opowiadania napisanego jeszcze w 1951 roku przez popularnego do dziś pisarza science-fiction Raya Bradbury’ego pt. „The Pedestrian”. Na polski przetłumaczono tytuł jako „Samotny przechodzień” (opowiadanie można odnaleźć w tomiku „K jak Kosmos”). W tamtych czasach nowe technologie – takie, z jakimi mamy do czynienia dziś – można było tylko wymyślać, najwyżej „wymarzać”. Śledzeniem zajmowali się prywatni detektywi albo po prostu policja. Historia opowiedziana przez Bradbury’ego jest prosta: mężczyzna wychodzi późnym wieczorem na spacer i wędruje całkiem pustymi ulicami w poszukiwaniu wewnętrznego spokoju, rozgwieżdżonego nieba, a może i czegoś więcej. Wędruje zupełnie sam. W tym dystopijnym świecie wieczorami wszyscy siedzą „bezpieczni” w domach przy TV albo już śpią.

Mężczyzna nie wie, że jego śladem cały czas podąża policja. Wreszcie funkcjonariusze interweniują. – Po co pan tak chodzi? – dopytują. Bo nie spaceruje się po mieście w nocy, po prostu tego nikt nie robi. Gdy mężczyzna plącze się w odpowiedziach i nie umie racjonalnie wytłumaczyć powodów stojących za nocnym spacerem, zostaje zapakowany do radiowozu i odwieziony do… zakładu psychiatrycznego.