Przymus ekonomiczny to nowy język polityki wielkich mocarstw. Wbrew oczekiwaniom globalizacja i integracja ekonomiczna nie zlikwidowały światowych konfliktów. Zamiast tego najpotężniejsze państwa zyskały nową broń. Bardzo ciekawy artykuł na ten temat ukazał się w „ElConfidencial”.

Ta nowa broń wynika ze współzależności gospodarczej i jest nią wynikający z tej współzależności szantaż ekonomiczny, wykorzystywany przez silniejsze gospodarki do osiągania określonych celów politycznych. Tak jak miało to chociażby miejsce w tym roku, kiedy Chiny wstrzymały transport kolejowy towarów i ograniczyły litewski import na rynek chiński zaraz po tym, gdy Litwa ogłosiła otwarcie tajwańskiego biura przedstawicielskiego w Wilnie. W oczach Chińczyków zostało to odebrane jako poparcie dla dążeń niepodległościowych Tajwanu i poskutkowało odwetem ekonomicznym ze strony Pekinu. Zresztą coś podobnego wydarzyło się w kwietniu 2020 r., kiedy Chiny zagroziły Holandii przerwaniem dostaw zasobów medycznych w szczytowym momencie pandemii COVID-19.

W kwietniu tego roku Rosja zagroziła zakazem importu czeskiego piwa, kiedy rząd w Pradze powiązał rosyjski wywiad z eksplozjami w czeskich składach amunicji w 2014 roku, w którym zginęły dwie osoby.

Nawet państwo uchodzące za obrońcę demokracji i wszelkich cnót, czyli Stany Zjednoczone użyły szantażu ekonomicznego przeciwko swojemu rzekomo bliskiemu sojusznikowi czyli Unii Europejskiej, gdy Waszyngton narzucił wtórne sankcje, mające na celu uniemożliwienie firmom europejskim handlu z Iranem. W całej UE decydenci polityczni zdali sobie sprawę, że Europa nie może sobie pozwolić na pozostawanie bezbronną.

Obecnie jedna z najgorętszych debat w Brukseli dotyczy nowego narzędzia gospodarczego. Tak zwany „instrument przeciwdziałania przymusowi” umożliwiłby Unii w wypracowaniu mechanizmów zapobiegających przymusowi gospodarczemu lub mechanizmów reagowania na niego poprzez stosowanie środków zaradczych, takich jak ograniczenia handlowe i inwestycyjne, ograniczenia w dostępie do rynków zamówień publicznych UE lub zwiększenie kontroli eksportu kluczowych technologii do krajów trzecich. Za kilka tygodni Komisja Europejska ma zaprezentować taką inicjatywę.

Aby instrument ten zyskał poparcie w brukselskich kuluarach, był wiarygodny i skuteczny, europejscy politycy muszą myśleć o swojej sile gospodarczej i o sposobie jej obrony w sposób priorytetowy. Niezbędne jest zachowanie witalności gospodarki europejskiej: nie można poradzić sobie z silnymi, jeśli samemu jest się słabym. Ponadto kraje europejskie powinny unikać bycia postrzeganym jako protekcjoniści, zwłaszcza że europejski dobrobyt i zdolność do innowacji w dużej mierze zależą od otwartego i opartego na zasadzie wzajemności handlu. To wielkie wyzwanie, ale to także tylko punkt wyjścia.

Dokończenie kształtu jednolitego rynku, na przykład poprzez umożliwienie liberalizacji usług, integrację rynku cyfrowego i energetycznego czy promowanie unijnych rynków kapitałowych, powinno znów znaleźć się na wysokim miejscu w agendzie UE. Ogromny, dynamicznie rozwijający się i innowacyjny wspólny rynek zapewniłby przewagę w świecie, w którym polityka i ekonomia są coraz bardziej powiązane. Stosowanie przymusu ekonomicznego przeciwko Europie byłoby bardziej kosztowne. Ale nie będzie poważnych przełomów na jednolitym rynku, o ile debaty będą prowadzone głównie z powodów wewnętrznych, a nie strategicznych.

Jednocześnie Europa musi lepiej zrozumieć swoją zależność od krajów trzecich, zbierając, analizując i udostępniając informacje o przypadkach przymusu ekonomicznego. Kluczową rolę może tu odegrać specjalne biuro lub nowa geoekonomiczna grupa zadaniowa wysokiego szczebla w Komisji Europejskiej. Innymi słowy, chodzi o utworzenie organu, który poprawiłby ogólną koordynację polityki UE i umożliwiłby gromadzenie solidnych danych analitycznych wspierających politykę opartą na faktach, a nawet mógłby stanowić istotny punkt wsparcia dla europejskich firm. Aby jednak tak się stało, powyższą inicjatywę należy postrzegać jako tworzenie nowej zdolności strategicznej, a nie więcej biurokracji czy po prostu przeniesienie pewnych kompetencji na poziom UE.

Europejczycy powinni również rozważyć, w jaki sposób mogą zmniejszyć swoją zależność od krajów trzecich i rozwinąć pewne asymetrie na swoją korzyść. Nie oznacza to, jak niektórzy wciąż twierdzą, że Europejczycy powinni koniecznie dążyć do większej samowystarczalności. W niektórych strategicznych obszarach może być uzasadnione, aby firmy przywróciły produkcję krajową lub zbliżyły ją do obszarów otaczających UE. Z pewnością dywersyfikacja łańcuchów dostaw jest dla wielu nierozstrzygniętym zadaniem. UE i jej państwa członkowskie powinny inwestować w rozwój unijnych zdolności przemysłowych, co potwierdzają ambicje niedawno ogłoszonej europejskiej ustawy o chipach (mającej na celu zabezpieczenie dostaw mikrochipów do Europy).

Innymi słowy, Unia Europejska dążyć powinna do jeszcze mocniejszej integracji gospodarczej (ale tylko gospodarczej) państw członkowskich. Wspólny głosy 27 gospodarek na pewno nie pozostanie obojętny dla takich krajów jak Rosja, Chiny czy USA.