Wydaje się, że to małe i średniej wielkości polskie firmy a nie zagraniczni inwestorzy powinni być głównymi beneficjentami dobrodziejstw wynikających z istnienia specjalnych stref ekonomicznych. Jedna z najbardziej aktywnych – Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna pokazuje, że jest to możliwe.

Fot. KSSE.com.pl

W Żorach rusza budowa KSSENON-u. To pierwszy tak duży projekt na Śląsku. W regionie, który musiał przejść i przechodzi nadal transformację – od zagłębia przemysłu ciężkiego związanego z kopalnictwem węgla kamiennego, do rozległej lokalizacji, w której wyrastają małe i średniej wielkości firmy.

W ramach projektu KSSENON powstanie Centrum kreatywności, innowacyjności oraz przedsiębiorczości Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (KSSE). Inwestycja będzie kosztować niemało, bo 77 mln złotych, ale 40 mln pochodzić będzie z funduszy unijnych zarządzanych przez samorząd województwa śląskiego. Za te pieniądze powstanie coś konkretnego – nie zostaną one wykorzystane wyłącznie na szkolenia.
Projekt KSSENON to cztery nowe hale, gdzie miejsce do prowadzenia biznesu znajdą 32 małe i średnie przedsiębiorstwa.

– To w tej chwili najważniejszy projekt Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Dotąd byliśmy pośrednikiem, bardziej zajmowaliśmy się obsługą inwestycji. Dziś wkraczamy na ścieżkę nowego modelu biznesowego – sami budujemy, sami będziemy pomagać małym i średnim przedsiębiorstwom, dawać nowe miejsca pracy – mówił w czasie inauguracji działalności KSSENON Janusz Michałek, prezes KSSE.

Powierzchnia tego akceleratora przedsiębiorczości wyniesie 17 tys. m kw. Obiekty budowane będą głównie przy użyciu elementów prefabrykowanych. Konstrukcja zostanie złożona z ponad 100 podciągów sprężonych i 200 prefabrykowanych słupów. Wykonawcą jest Budimex.

Przy okazji warto wspomnieć, że KSSE została uznana w rankingu FDI Business Financial Times 2019 za drugą, najlepszą (po Dubaju) strefę na świecie! Na terenie 4 tysięcy hektarów przeznaczonych pod inwestycje znalazło zatrudnienie już ponad 80 tysięcy osób.

Dyskusja o przyszłości stref ekonomicznych

Co jakiś czas odżywa dyskusja o sensowności utrzymywania – kosztownych wszak – Specjalnych Stref Ekonomicznych. Premier Mateusz Morawiecki kilkakrotnie mówił nawet o tym (pierwszy raz jeszcze będąc wicepremierem), by cała Polska została objęta SSE, bo tak będzie w opinii jego ekspertów efektywniej, bo rozkręci to inwestycje. Do tematu ostatnio nie wrócił. Według tej niezrealizowanej koncepcji, dotychczasowe przepisy ustanawiające SSE miałyby obowiązywać jedynie do 2026 roku. Ministerstwo Finansów i Rozwoju parło do tego, by po tej dacie cała Polska stała się de facto jedną strefę ekonomiczną, w której obowiązywałyby ulgi podatkowe. W świetle bałaganu podatkowego związanego z wprowadzaniem skomplikowanego i naznaczonego wieloma ulgami podatkowymi Polskiego Ładu, koncepcja ta (na szczęście) straciła sens.

Mocne i słabe strony SSE

Obecnie w Polsce funkcjonuje czternaście stref ekonomicznych. Mają one za zadanie przyciągać zarówno inwestorów prywatnych (w tym z sektora MŚP), jak i zagranicznych, kusząc ich dotowanymi przez państwo oraz Unię Europejską przyznawanymi w różnych formach ulgami. SSE tworzą – przynajmniej w założeniu – szczególnie przyjazne warunki do prowadzenia działalności gospodarczej. Korzystne jest też to, że na ich terenie uczelnie wyższe jakby chętniej niż w innych częściach kraju współpracują z przedsiębiorcami, a studenci znajdują pracę stażową w firmach.

Podstawowym problemem SSE jest jednak zbyt skomplikowana, za długa procedura dopuszczania inwestorów do zakładania przedsiębiorstw. To powinno zdecydowanie się zmienić.

Poprzedni artykułBędą unijne kary za zerowy VAT?
Następny artykułTarcza Antyinflacyjna 2.0 nakłada kolejny obowiązek na sklepy