Mądrość etapu jest teraz taka, że gaz ziemny i atom to zielone i ekologiczne źródła energii. Nadal zły jest tylko węgiel.

Tomasz Cukiernik

Zdaniem redaktora Stanisława Michalkiewicza Niemcy przy pomocy Unii Europejskiej i strategicznego partnerstwa z Rosją budują IV Rzeszę. Jednym z narzędzi, aby uzależnić od siebie inne kraje członkowskie Unii, jest gazociąg Nord Stream 2. Oto cała Europa będzie kupowała rosyjski gaz od Niemców. W październiku 2021 r. w rozmowie prywatnej powiedziałem mu, że to chyba nie do końca tak jest, bo w ramach walki z globalnym ociepleniem Bruksela zdecydowała o całkowitej rezygnacji z gazu w bardzo krótkim czasie, tak samo jak z węgla, bo przy spalaniu obu tych surowców emitowany jest dwutlenek węgla. Na tym przecież polega dekarbonizacja. Wtedy redaktor Michalkiewicz odpowiedział, że zostanie tak wykombinowane, by spalanie gazu nikomu nie przeszkadzało – zostanie uznane za ekologiczne.

I to się właśnie teraz stało! Na przełomie 2021 i 2022 r. „Financial Times” poinformował, że Komisja Europejska chce, by zarówno gaz ziemny, jak i energia nuklearna były klasyfikowane jako zielone źródła energii. Unijne władze łaskawie zezwalają na inwestowanie w energetykę gazową przez najbliższe co najmniej 10 lat, a w atomową – przez co najmniej 20 lat. Będzie się można nawet starać o unijne dofinansowanie takich projektów. Czyli z zielonością i ekologicznością źródła energii nie mamy do czynienia z obiektywnego punktu widzenia, tylko wyrokuje o tym unijny urząd! Decyzja czysto polityczna. Na razie na 10 lat, ale kto wie, co będzie za 10 lat, skoro z miesiąca na miesiąc komisarze zmieniają o 180 stopni fundamentalne zasady własnej polityki?

Przede wszystkim absurdem jest to, że międzynarodowa struktura decyduje o tym, w jakie źródła energii inwestować trzeba, a w jakie nie wolno, jakich surowców używać, a jakich nie czy o tym, że należy zrezygnować z samochodów spalinowych. Co zakaże za rok czy dwa? To straszna bezczelność i buta! Może w ramach odwetu Polska ogłosi i nakaże wszystkim krajom Unii Europejskiej budowę elektrowni węglowych, przy jednoczesnym zakazie importu węgla spoza Unii, a następnie rozbuduje swoje kopalnie? Akurat do węgla kamiennego trzeba w Polsce dopłacać, a węgla brunatnego nie opłaca się transportować na duże odległości. Ale jakby kopalnie węgla kamiennego sprywatyzować i usunąć najcięższe regulacje i podatki nałożone na prowadzenie tej działalności gospodarczej, a w przypadku węgla brunatnego – gdyby jego cena wzrosła kilkukrotnie (tak jak ostatnio gazu), to pewnie zaczęłoby się to opłacać. Tak dokładnie robią Niemcy w porozumieniu z Rosjanami w przypadku błękitnego paliwa.

Co ciekawe, Niemcy oburzają się na to, by za zieloną uznać energię z atomu, która co prawda dwutlenku węgla nie generuje, ale wytwarza za to bardzo niebezpieczne dla środowiska odpady. Same właśnie kończą zamykać swoje elektrownie nuklearne (co ciekawe, wyłączone ostatniego grudnia 2021 r. trzy jednostki jądrowe zostaną zastąpione głównie… paliwami kopalnymi) i oburzają się na to, by inne kraje UE, w tym przede wszystkim Polska, inwestowały w nowe bloki jądrowe. No bo wszyscy wokół mają kupować od nich ruski gaz! Polskim planom sprzeciwiają się nie tylko niemieckie media i organizacje ekologiczne, ale jak poinformowało Polskie Radio, Manuela Schwesig, premier niemieckiego landu Meklemburgii-Pomorza Przedniego, oficjalnie wezwała rząd w Berlinie do zatrzymania atomu w Polsce. To oczywiste – Niemcom chodzi o to, by po wsze czasy Polska musiała kupować od nich ten rosyjski gaz jako jedyny, który może zastąpić wytępiony węgiel, no bo wiadomo, że na wiatrakach i fotowoltaice nie da się oprzeć bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Stanisław Michalkiewicz nie jest oczywiście żadnym wróżbitą ani prorokiem. Po prostu zna historię, rozumie politykę i wie, jakie przyczyny wywołują jakie skutki. On to sobie wydedukował, tak jak wiele innych spraw. Na przykład trafnie przepowiedział, jak potoczy się tzw. transformacja ustrojowa w Polsce – że bolszewizm przepoczwarzy się w republikę bananową i to, że Zachodowi zależy wyłącznie na robieniu interesów w naszym kraju. Przyznanie Nagrody Nobla Oldze Tokarczuk przewidział w swoim felietonie 2,5 roku zanim się to stało. Oczywiście jego zdaniem Tokarczuk nie uzyskała tego wyróżnienia z uwagi na walory literackie swoich dzieł, ale wyłącznie za zaangażowanie ideologiczno-polityczne. Z kolei kilka dni przed wetem prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie lex TVN w jednym ze swoich nagrań stwierdził, że głowa państwa tej ustawy nie podpisze. Bo – jak mówi Michalkiewicz – jeśli te same przyczyny nie wywołują tych samych skutków, to wtedy mamy do czynienia z cudem, które mimo wszystko zbyt często się nie zdarzają.

Cała ta sytuacja z gazem i atomem pokazuje po raz kolejny, że Unia Europejska jest grą twardych interesów, a decyzje zapadają nie po to, by ratować klimat, ale po to, by ktoś na tym zarobił. Bajkę o klimacie wykorzystuje się w charakterze zasłony dymnej. By ta wewnątrzunijna wojna pomiędzy państwami członkowskimi ładnie wyglądała na zewnątrz. Żeby społeczeństwa myślały, że to wszystko naprawdę, że politykom zależy na realizacji wzniosłych idei i że działają dla jego dobra, a nie chodzi o brutalny biznes kosztem drugiego państwa. W istocie w polityce każdy w jakiś sposób wykorzystuje kogoś innego. A chodzi o to, by jak najmniej dać się wykorzystywać.

Do zmiany omawianych przepisów potrzeba jeszcze zgody ze strony większości państw członkowskich oraz Parlamentu Europejskiego. Ale nawet jeśli do tego dojdzie, to kto wie, czy jak już Polska z wielkim trudem wybuduje te swoje elektrownie atomowe, to wkrótce po tym Bruksela nie będzie kazała ich natychmiast zamknąć, tak jak każe zamykać kopalnie i energetykę węglową? Bo taka będzie wtedy mądrość etapu. Tak możemy się bawić do końca świata. Tylko zmarnowane pieniądze Polaków są prawdziwe. Jedyna nadzieja w tym, że chyba mało kto przewiduje, że za 20 lat ten etatystyczny twór o nazwie Unia Europejska jeszcze będzie istnieć, nie wspominając o tym, że w wyniku politycznych przetasowań różne decyzje mogą się zmienić sto razy.

Tomasz Cukiernik