fbpx
piątek, 1 marca, 2024
Strona głównaFelietonStrzelajmy na Nowy Rok!

Strzelajmy na Nowy Rok!

To jeden z corocznych rytuałów: pojawiają się w grudniu apele o to, żeby nie używać fajerwerków, ponieważ powodować to ma „cierpienie zwierząt”. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj zwłaszcza strach psów. Walka z tą presją staje się już nudna, ale trzeba ją prowadzić z dwóch powodów.

Po pierwsze dlatego, że jak we wszystkich podobnych przypadkach gdzieś na końcu tej drogi zawodowi uszczęśliwiacze ludzkości widzą ustawowy zakaz – w tym wypadku sprzedaży fajerwerków osobom prywatnym w ogóle, a może i rezygnację z nich przy wszelkich okazjach. A to miałoby również swoje konsekwencje ekonomiczne. Po drugie – ponieważ, jak wiele innych podobnych kampanii, także i ta jest częścią większej całości aparatu ideologicznej presji.

Od tego ostatniego zacznijmy. Mechanizm, który się tutaj pojawia, jest wykorzystywany w wielu przypadkach, a polega na tworzeniu ogólnych i obowiązujących każdego reguł ze względu na jakieś indywidualne problemy, traumy, upodobania. Z takim chwytem mieliśmy ostatnio w modelowej wręcz postaci do czynienia podczas sesji Rady Miasta Warszawy, na której decydowano o wprowadzeniu strefy czystego transportu, gdy na trybunę w ramach „wypowiedzi mieszkańców” weszła pani, która opowiadała o astmie swojej córki i w związku z tym cieszyła się, że zostanie wprowadzona SCT. (Pomijam tu kwestię braku faktycznej zależności pomiędzy astmą a SCT.) Czyli: moja córka ma astmę, więc setki tysięcy ludzi muszą stracić prawo do poruszania się swoimi samochodami. Identycznie działają zwolennicy ograniczeń w dostępie do alkoholu: ktoś ma problem z piciem, więc trzeba ograniczyć dostęp do niego wszystkim. Tu jest podobnie: ja mam pieska (względnie w postaci klinicznej „psiecko”), który się boi, więc wszyscy muszą się dostosować.

To odwrócenie porządku, które zresztą w wielu sprawach cechuje dzisiejszą rzeczywistość: ogół musi się podporządkowywać mniejszości z jej rozmaitymi idiosynkrazjami. Tymczasem powinno być odwrotnie: to „posiadacz” problemu musi go rozwiązać we własnym zakresie, szczególnie gdy droga odwrotna oznaczałaby ograniczenie wolności obywateli. A tutaj tak by właśnie było.

Jest jednak jeszcze jeden istotny trop. Zabawa fajerwerkami w jedną noc w roku jest tradycją. To unikatowa, jednorazowa w skali roku przyjemność. Lewica zaś chce nasze życie uczynić po prostu nieprzyjemnym. W imię konceptów ideologicznych mamy zrezygnować z naszych licznych przyjemności: jazdy samochodem, cyrku ze zwierzętami (to już jest nielegalne – i jest to regulacja z czasów PiS), polowania, jedzenia mięsa czy właśnie odpalania fajerwerków. Ma być nudno i smutno, ale za to zwierzątka będą szczęśliwe. Ich rzekomy dobrostan jest ważniejszy niż nasz komfort, nasze portfele, nasze przyjemności.

Warto zauważyć, że nawet teza o rzekomej straszliwej traumie, jakiej doświadczają zwierzęta, nie została nigdzie dostatecznie dowiedziona. Wśród ras psów są takie, które genetycznie są przygotowane do polowania, a więc i do kompletnej obojętności na huk wystrzału. Reakcje psów, niezależnie od rasy, także są różne – wiele ma noworoczną kanonadę gdzieś. Inne faktycznie się boją – sam miałem kiedyś takiego psa. Gdy zaczynała się strzelanina był zabierany do łazienki i tam siedział, póki się nie skończyła. I tyle. To był mój problem, a nie powód, żeby komukolwiek zabraniać używania fajerwerków. Później zresztą pojawiły się środki na uspokojenie, które dzisiaj są powszechnie dostępne u weterynarzy. A mój pies na stare lata stracił słuch, jak wiele innych, więc północ najspokojniej w świecie przesypiał.

Mity o rzekomych tysiącach ginących od strzelaniny ptaków miłosiernie pomijam, bo przypominają słynny fejk z wiewiórką na podobno ściętym w puszczy drzewie. Lewica niech lepiej zajmie się bilansem elektrowni wiatrowych w tym względzie.

Warsaw Enterprise Institute przygotował właśnie bardzo interesujący raport o branży pirotechnicznej. Przypomina on między innymi, że ta dziedzina handlu podlega bardzo ścisłym regulacjom, a sprzedaż fajerwerków osobom poniżej 18. roku życia jest karana. Bardzo dobrze, że autorzy raportu przypominają, iż fajerwerki to nie jest jakiś kaprys, tylko historyczna tradycja – a przypominać to trzeba, bo lewica w swojej zapalczywości gotowa wyrugować pokazy ogni sztucznych także z oficjalnych uroczystości. Ciekawe, co z salwami honorowymi będącymi częścią oficjalnego wojskowego ceremoniału.

Czytamy zatem w raporcie: „Na ziemiach polskich [fajerwerki] obecne były już w wieku XVI. Z tego okresu można spotkać zapiski mówiące o tym, że w 1566 r. zostały użyte, gdy urodził się Zygmunt III Waza. W XVIII wieku pokazy pirotechniczne były częścią wieczornych, publicznych zabaw na ulicy Foksal w Warszawie. Fajerwerki towarzyszyły największym uroczystościom państwowym, elekcjom królów i dla uczczenia wielkich zwycięstw między innymi Bitwy pod Wiedniem w 1683 r. Trwającym 3 minuty pokazem fajerwerków uczczono także ogłoszenie niepodległości Rzeczypospolitej w 1918 r.”.

Polska jest jednym z największych na świecie eksporterów fajerwerków – w 2019 r. byliśmy na 5. miejscu po Chinach, Holandii, Brazylii i Niemczech. Branża wyrobów pirotechnicznych generuje w kraju obroty sięgające 700 mln zł. Wreszcie w raporcie czytamy: „Zdecydowaną większość branży pirotechnicznej w naszym kraju stanowią małe, często rodzinne firmy, które działają na rynku amatorskim. Szacuje się, że istnieje ponad 25 tysięcy przedsiębiorców, którzy są powiązani z branżą pirotechniczną. Dla tych podmiotów sprzedaż fajerwerków stanowi istotne źródło przychodów, szczególnie w grudniu, w okresie poprzedzającym Nowy Rok”. Zatrudnienie w branży to 30 tys. osób, z tego jedna trzecia to pracownicy wysoko wykwalifikowani. Wynika z tego, że próby wymuszenia na ludziach rezygnacji z noworocznej tradycji będą oznaczały wymierne straty dla przedsiębiorców.

Wyroby pirotechniczne nie tylko generują mikroskopijną w porównaniu z innymi źródłami ilość zanieczyszczeń, ale też hałas mniejszy niż start dużego samolotu pasażerskiego czy koncert rockowy, zaś o kilkanaście tylko decybeli większy niż młot pneumatyczny. „Fajerwerki generują zbliżony poziom hałasu do naturalnego zjawiska, jakim jest grzmot w trakcie burzy” – zauważają autorzy raportu. I faktycznie: kto ma psa wrażliwego na hałas ten wie, że będzie on reagował podobnie właśnie w trakcie burzy z grzmotami jak podczas eksplozji fajerwerków.

Wreszcie – jakkolwiek badania opinii publicznej mają znaczenie jedynie sondażowe i nie mogą nam mówić ostatecznie o tym, co jest właściwe, a co nie – okazuje się, że wprowadzenie całkowitego zakazu używania fajerwerków nie ma poparcia opinii publicznej. Raport przywołuje trzy głosowania przeprowadzone przez media na ich stronach internetowych (aczkolwiek takie sondy mają raczej charakter zabawy): „Gazetę Wyborczą”, Radio Zet i Radio Eska. Przeciwko zakazowi opowiedziało się w nich odpowiednio: 80, 84 i 64 proc. głosujących. W 2021 r. natomiast Panel Ariadna przeprowadził profesjonalne badanie opinii zadając w nim pytanie o całkowity zakaz odpalania fajerwerków. Za takim zakazem opowiedziało się w sumie 39 proc., przeciwko – 51 proc. Co charakterystyczne – największy sprzeciw wyrazili mieszkańcy wsi, gdzie zwierząt jest najwięcej i kontakt z nimi jest najczęstszy: 57 proc., a przewagę zwolennicy zakazu zyskali w dużych i wielkich miastach – 48 do 45 proc. – gdzie kontakt ze zwierzętami ogranicza się do zwierząt domowych, a też opinia publiczna jest najbardziej lewicowa. Zero zdziwień – bambizm, czyli uczłowieczanie zwierząt, jedna z patologii dzisiejszej rzeczywistości, szerzy się tam, gdzie wiedza o zwierzętach jest śladowa.

Zatem nie dajmy się sterroryzować. Właściciele zwierząt, które się boją, mają obowiązek o nie zadbać – i to da się zrobić. Nie mogą natomiast oczekiwać, że wszyscy dostosują się do ich potrzeb i psychoz.

Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha
Jeden z najpopularniejszych komentatorów sceny politycznej w Polsce. Konserwatysta i liberał gospodarczy. Publicysta „Do Rzeczy", „Forum Polskiej Gospodarki”, Onet.pl, „Rzeczpospolitej", Salon24 i kilku innych tytułów. Jak o sobie pisze na kanale YT: „Niewygodny dla każdej władzy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Prawda jak wino potrzebuje czasu

To nie polityka tylko w dużej mierze ekonomia zadecydowała o kierunku, w jakim rozwija się konflikt rosyjsko-ukraiński. Ekonomia wojny i wojenna ekonomia. I tutaj musimy zmierzyć się z prawdą dotyczącą m.in. stanu rosyjskiej gospodarki. Prawdą, która stoi w opozycji do opinii, jakimi karmiliśmy się na długo przed wybuchem pełnoskalowej wojny.
6 MIN CZYTANIA

Wiosna i wybory samorządowe

Samorządy terytorialne – jak się okazuje – są zadłużone na 90 mld zł, z czego za połowę długu odpowiadają miasta, zwłaszcza te na prawach powiatu. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że nasi Umiłowani Przywódcy ze szczebla samorządowego pragną przychylić swemu ludowi nieba, a wiadomo, że czegoś takiego za darmo się nie zrobi.
5 MIN CZYTANIA

Awaria na kwadrans i godzina na W

Jesteśmy mistrzami prowizorki, jesteśmy świetni w improwizowaniu, jesteśmy czempionami w solidarności. Ale skoro w podatkach płacimy za zorganizowanie nam obrony cywilnej, to powinniśmy tę obronę mieć.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Żywią y bronią

Mamy do czynienia ze sporem tyleż gospodarczym, co światopoglądowym. Sporem – jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało – o naszą przyszłość. Oto w zadziwiający sposób nagle ponownie aktualne staje się hasło kosynierów z czasów powstania kościuszkowskiego: „Żywią y bronią”.
5 MIN CZYTANIA

Klimatystyczny rak w Europejskim Banku Centralnym

Jeżeli nie jesteś entuzjastą unijnej polityki klimatycznej, praca w Europejskim Banku Centralnym może być nie dla ciebie. Tak przynajmniej uważa – jak ujawnił serwis Politico – jeden z członków sześcioosobowego zarządu EBC, Holender Frank Elderson. „Dlaczego mielibyśmy zatrudniać ludzi, których trzeba przeprogramować? Skończyli najlepsze uniwersytety, ale wciąż nie wiedzą, jak przeliterować słowo »klimat«” – napisał Elderson w wiadomości wysłanej do niektórych pracowników instytucji.
4 MIN CZYTANIA

Carlson nie sprostał

Wywiad Tuckera Carlsona z Władimirem Putinem to materiał na nie jeden, ale kilka tekstów. Lub też jeden, ale bardzo długi. Dwie godziny rozmowy bardzo gęstej i bardzo beztreściowej zarazem; bardzo ciekawej i momentami zarazem śmiertelnie nudnej – nawet już choćby pod tym względem był to z pewnością jeden z najbardziej znaczących wywiadów w historii. Również dlatego, że samego Carlsona ze strony wielu spotka za niego anatema.
6 MIN CZYTANIA