Rok 2020 jest rokiem szczególnym. Szczególnym dla Polski, szczególnym dla świata. Na naszych oczach „tworzy się historia”. Pandemia, protesty proaborcyjne, ataki na Kościoły i… Jutro, które już nigdy nie będzie takie samo jak w czasach przed pandemią. Historia ma to do siebie, że lubi się powtarzać. Dobrze więc wyciągać wnioski z historii, zarówno naszej, jak i historii innych państw. Dobrze jest też historię znać.

Swoistym „signum temporis” są dzisiejsze ataki na kościoły i dewastacje pomników św. Jana Pawła II. Dzieje się to w 100. rocznicę urodzin Karola Wojtyły, papieża-Polaka, któremu Polska zawdzięcza wolność.

Kościół nigdy nie miał złudzeń wobec komunizmu, czemu dawał wyraz choćby w swych encyklikach m.in. Piusa XI Divini Redemptoris (szerzej znana pt. „O bezbożnym komunizmie” z 1937 r.), podobnie rzecz miała się z narodowym socjalizmem, który Kościół piórem tego samego papieża potępił w encyklice Mit brennender Sorge („Z palącą troską”).

Karol Wojtyła przychodził do Rzymu z „dalekiego kraju”, z kraju, który boleśnie doświadczył zbrodnie obu totalitaryzmów. Co więcej, Karol Wojtyła doświadczył „dobrodziejstw” obu tych totalitaryzmów osobiście. Na początku przeżył niemiecką okupację jako robotnik w kamieniołomie Solvay, a od 1945 roku przekonał się, czym jest totalitaryzm komunistyczny, który usadowił się w Polsce na bagnetach Armii Czerwonej.

W 1978 r. już sam wybór kardynała Wojtyły na Stolicę Piotrową był odbierany politycznie. Na kierownictwa partii komunistycznych w Moskwie i w Warszawie padł blady strach. Oto na Tronie Piotrowym zasiadł człowiek, który nie dał się zastraszyć totalitaryzmom i który zachował silną wiarę i wolność, której źródłem była właśnie wiara w Jezusa Chrystusa.

Nie ma wątpliwości, że pierwszą cegłą wyciągniętą z Muru Berlińskiego była pierwsza wizyta papieża Polaka do Ojczyzny. To wtedy Polacy mogli się „policzyć” i zobaczyć, jak wielu jest tych, którzy myślą inaczej, dla których komunizm jest obcą, narzucona ideologią.

Nikt nie miał wątpliwości, że słowa papieża „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi” i „Nie lękajcie się” stały się „zaczynem „festiwalu Solidarności” roku 1980. Polacy rzeczywiście przestali się bać.

Moskwa doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że „płomień najlepiej zdusić w zarodku”, a zwłaszcza płomień tak niepokornego narodu jak Polacy. Przecież wcześniej ZSRR utopił we krwi Rewolucję Węgierską 1956 roku i Praską Wiosnę w roku 1968, a przykład „Solidarności” mógł przecież „zarazić” cały Blok Wschodni.

Wiedział o tym też Jan Paweł II, który nie wahał się napisać list do sowieckiego przywódcy Leonida Breżniewa (w grudniu 1980 r.), w którym ostrzegał I sekretarza KC KPZR przed interwencją militarną w Polsce. Należy dodać, że dane amerykańskiego wywiadu wskazywały wówczas o podjętych przez ZSRR przygotowaniach do interwencji w PRL. Breżniew nie żartowała już jak onegdaj Stalin, pytając: „Papież? Ile dywizji ma papież?”. I sekretarz wiedział, że papież z Polski ma siłę większą od pancernych dywizji. Tą siłą była siła ducha i idea chrześcijańskiej wolności, która przeciwstawiała się komunistycznemu zniewoleniu. Papież był zadziwiająco silny w swoim spokoju wynikającym z wiary chrześcijańskiej, która przywracała godność człowiekowi, któremu Bóg dawał wolną wolę. Przeciwnikiem Jana Pawła II była ideologia komunistyczna, która dowodziła, iż Boga nie ma, zastępując Go materializmem i totalitarnym zniewoleniem ludzi.

Pół roku po napisaniu listu do Breżniewa (13 maja 1981 r.) ciało Karola Wojtyły przeszyte zostały kulami zamachowa. Przypadek ?

Gospodarką w komunizm

Kiedy Ronald Reagan był już na „politycznej emeryturze”, podszedł do niego rodak z Kalifornii i pogratulował zwycięstwa w zimnej wojnie. – To nie był mój sukces – odparł Reagan – ale całego teamu prowadzonego ręką Opatrzności.

7 czerwca 1982 r. doszło do pierwszego spotkania na szczycie papieża Jana Pawła II i prezydenta Stanów Zjednoczonych Ronalda Regana w… Bibliotece Watykańskiej. Dwaj mężowie stanu siedzieli naprzeciw siebie na jasnych krzesłach rozmawiając ze sobą bez tłumaczy przez około 50 minut. Obaj przeżyli zamachy na swoje życie (zamach na Ronalda Reagana miał miejsce w marcu 1981 r.), obaj cudem uszli z  życiem. W pewnym momencie Reagan powiedział do papieża: „Spójrz, jakie złe siły stanęły na naszej drodze, a Opatrzność je przezwyciężyła”.

Dzień po spotkaniu w Bibliotece Watykańskiej Reagan zreferował ustalenia szczytu w londyńskim Westminster. Na forum parlamentu brytyjskiego odsłonił strategiczne kierunki polityki amerykańskiej, zapowiadając „wysłanie komunizmu na śmietnik historii” dzięki „wielkiemu rewolucyjnemu kryzysowi” w Europie Wschodniej. Wywoła go „krucjata wolności”, która rozpocznie się w Polsce „gwałtownym wybuchem niepokojów społecznych”. W pewnym momencie Reagan wypowiedział prorocze słowa: „Ten papież zmieni świat”.

Reagan dopiero po konsultacjach w Watykanie znacząco podkręcił wyścig zbrojeń, stawiając Związek Radziecki na krawędzi finansowego upadku. Prezydent USA uczynił to wbrew niektórym doradcom, którzy uważali, iż lepiej nie drażnić rosyjskiego niedźwiedzia. Reagan jednak zdecydowanie przeciwstawił się „Imperium Zła” w Afganistanie, Nikaragui i Angoli, izolował ekonomicznie, wprowadził sankcje gospodarcze, storpedował budowę gigantycznego transkontynentalnego gazociągu z Syberii do Europy Zachodniej (wprawdzie został on otwarty, ale na znacznie mniejszą skalę), zwiększył nakłady na radiostacje Głosu Ameryki i Radia Wolnej Europy, finansował Solidarność i ruchy opozycyjne w Czechosłowacji i na Węgrzech. W Ameryce Południowej CIA zwalczało kłującą w oczy na równi Watykan i Waszyngton lewicową teologię wyzwolenia.

Zdecydowane działanie Reagana przyniosło niespodziewany efekt. ZSRR i Blok Wschodni nie wytrzymywały „wyścigu zbrojeń” i gospodarczej walki ze Stanami Zjednoczonymi. Zarówno Reagan jak i Karol Wojtyła zmagania z komunizmem postrzegali w kategoriach duchowych: jako walkę ze złem. W dużej mierze to właśnie współdziałanie papieża i prezydenta USA przyczyniła się do upadku ZSRR i Bloku Wschodniego. Ronald Reagan do końca swoich dni pokazywał w swoim gabinecie zdjęcie z Janem Pawłem II, nazywając go najlepszym przyjacielem.

Tajemnicza katastrofa

Do przegrania przez ZSRR wyścigu zbrojeń przyczyniła się seria wybuchów w składach amunicji tajnej bazy morskiej w Siewieromorsku na północy ZSRR (60 km od granicy z Norwegią). W takim właśnie miejscu doszło do jednej z najbardziej tajemniczych katastrof wojskowych, do której władze ZSRR nigdy oficjalnie się nie przyznały. Do katastrofy miało dojść 13 maja 1984 r. To właśnie wówczas zamkniętym miastem targnęła seria eksplozji. Ich liczba i dokładna charakterystyka nie jest znana.

Napisane po latach wspomnienia wskazują, że Siewieromorsk stał się miejscem apokalipsy. Na ulice wylegli przerażeni, nie w pełni ubrani ludzie. Rzeka uciekinierów usiłowała opuścić miasto, a zdesperowane matki wręczały swoje dzieci obcym ludziom, byle tylko dać im szansę na przeżycie.

Faktem jest, że seria wybuchów w bazie morskiej ogromnie uszczupliła arsenał wojenny ZSRR, który „szykował” się do III wojny światowej, o czym NATO wiedziało dzięki płk. Ryszardowi Kuklińskiemu. Katastrofa w Siewieromorsku, w której zginęło ok. 300 osób, unieruchomiła całą Flotę Północną ZSRR. Zęby i pazury rosyjskiego niedźwiedzia zostały mocno stępione. Fatimolodzy wskazują na fakt, iż do katastrofy w bazie wojskowej doszło w 13 maja 1984 r., w rocznicę Objawień Fatimskich i w kilka miesięcy po zawierzeniu świata Niepokalanemu Sercu Maryi przez polskiego papieża w marcu 1984 r.

Ludzie pracy

Jedną z charakterystycznych cech pontyfikatu Karola Wojtyły było zainteresowanie problematyką ludzi pracy. W swoich encyklikach papież akceptował wolny rynek jako najlepszy mechanizm służący gospodarce, przynoszenia zysku i zaspokajania podstawowych ludzkich potrzeb. Jednocześnie wyraźnie zastrzegał, że nie wszystkie ludzkie potrzeby mogą zostać zaspokojone przez tenże rynek. Wyznacza granice, poza które czysto gospodarcze mechanizmy nie powinny wykraczać oraz przestrzegał przed sytuacjami, w których myślenie kategoriami zysku prowadzi do pozbawienia człowieka godności nadanej mu przez Boga. Piętnował niezdrową rywalizację oraz jej efekty: alienację i zniewolenie przez pracę.

Jan Paweł II był bardzo wrażliwy na krzywdę społeczną i wyzysk. Mówił o ciążącym na każdym państwie obowiązku zapewnienia możliwości godziwej pracy swym obywatelom, wskazywał na konieczność udzielenia ludziom potrzebującym pomocy w zdobywaniu wiedzy, włączaniu się w system wzajemnych powiązań i w rozwinięciu odpowiednich nawyków, które pozwolą im lepiej wykorzystać na rynku pracy własne możliwości. Mówiąc o dobru, jakim jest praca człowieka, Wojtyła zawsze podkreślał jej wymiar wspólnotowy. Dzięki pracy robotnik powinien godnie zadbać o rodzinę jako najwyższą formę wspólnoty.

Jednocześnie silnie stał na straży rodziny, zwłaszcza na straży najsłabszych, czyli jeszcze nienarodzonych, i swoimi słowami pukał do sumień Polaków: „Kto ma prawo powiedzieć „wolno zabijać”, czy nawet „trzeba zabijać!”, tam, gdzie trzeba najbardziej chronić i pomagać życiu?

Co z tą wolnością ?

Jan Paweł II pisał: „Człowiek jest powołany do wolności. Nie ma wolności bez odpowiedzialności i bez umiłowania prawdy. Wolność jest człowiekowi dana i zadana, by ukazywała prawdę o dobru”.

Naród zniewolony nałogami i wewnętrzną słabością łatwy jest także do politycznego zniewolenia. Rozumiał to car, który przed powstaniem styczniowym zaniepokoił się, że w Warszawie gwałtownie spadło spożycie alkoholu, bo to znaczyło, że Polacy niebawem podniosą głowy. Rozumieli to komuniści, którzy rozpijali i demoralizowali naród, dążąc do przekształcenia go w bezwładną masę. Z tego trzeba wyciągnąć wnioski, bo odrodzenie narodu zaczyna się od jego odnowy moralnej – do czego kard. Stefan Wyszyński nawiązał w Ślubach Jasnogórskich i powracał w licznych kazaniach. Jan Paweł II często mówił o tym, że wolność jest dana i zadana.

Co dzisiaj jako Polacy musimy zrobić, aby wywiązać się z obowiązku troski o wolność, która jest nam dana i zadana? Zgodnie ze wskazaniami św. Jana Pawła II najpierw trzeba zadbać o swoją wewnętrzną wolność. Wolny naród składa się bowiem z wolnych ludzi. Trzeba też pamiętać, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Dbać o wolność (niepodległość) trzeba cały czas.

Przyglądając się dzisiejszym czasom, warto zważać też na narzucany totalitaryzm „w imię wolności”…

Zamiast puenty

przytoczę „newsa” sprzed kilku godzin. To nie są żarty związane z Hallowen:

„Światowy Zakon Szatana, który poparł antyrządowe protesty w Polsce, postanowił przyzwać wszystkie moce piekielne do walki z obozem władzy w Polsce. Jak poinformowano na oficjalnej stronie internetowej Zakonu, została odprawiona specjalna „czarna msza” za Polskę w intencji wsparcia sił, które protestują na ulicach naszych miast. Uczestniczyli w niej on-line sataniści z siedmiu krajów świata. „Czarna msza” została nagrana i umieszczona na stronie internetowej Zakonu. W ten sposób organizatorzy, jak piszą, chcą udzielić „wsparcia naszym przyjaciołom w Polsce, zarówno w społeczności satanistycznej, jak i LGBTQ +”.