W Polsce powinny zostać uchwalone przepisy dotyczące systemu stanowienia prawa podatkowego, które obligowałyby rządzących do jednokrotnego w ciągu roku dokonywania zmian w przepisach podatkowych, a także uzyskiwania zgody obywateli na podnoszenie i wprowadzanie nowych obciążeń fiskalnych.

Bru-nO/Pixabay

Od pewnego czasu to, co rządzący nazywają największą reformą podatkową od lat (zakres dokonywanych zmian jest faktycznie imponujący), czyli nowelizacja przepisów podatkowych w ramach Polskiego Ładu, jest przedmiotem politycznych sporów, rządowej propagandy i niezliczonych analiz ekspertów. Można by powiedzieć, że to bardzo dobrze. Żadna reforma i żadna poważna zmiana podatkowa nie powinna być w państwie demokratycznym wprowadzana bez długiej i poważnej debaty publicznej.

Kto nadąży za zmianami

Co w tych sporach jest jednak zastanawiające to to, że praktycznie nie dyskutuje się – przy okazji tych zmian – o dość istotnej kwestii, jaką jest system stanowienia prawa podatkowego. System, który postawiony jest, moim zdaniem, zupełnie na głowie. I to niestety nie bez udziału Trybunału Konstytucyjnego – bynajmniej nie tego obecnego, którego umocowanie do działania, z uwagi na kontrowersyjny sposób powołania licznych jego sędziów, jest kwestionowane, ale Trybunału, który już lata temu orzekł, że zmiany podatkowe muszą być ogłaszane (w zakresie podatków dochodowych, dodajmy) nie później niż do końca listopada, czyli de facto najpóźniej na miesiąc przed początkiem roku, w którym przepisy te trzeba zastosować. Być może w przypadku drobnych zmian czas ten wystarczałby na to, żeby do stosowania tych przepisów się przygotować.

Inflacja polskich przepisów podatkowych już dawno prześcignęła inflację finansową. Duża liczba zmian, pośpiech w ich dokonywaniu, częsty chaos i wprowadzanie zmian na zasadzie: tu postawię kropkę, a następnym razem gdzie indziej przecinek lub z zaskoczenia dodam nowe obowiązki, dawno już przerosła zdolności percepcyjne przeciętnego podatnika. Zwykły obywatel już w tym wszystkim pogubił. Nie mając szansy nadążyć za zmianami, do których powinien się przecież stosować, coraz mniej ufa państwu i reprezentującym go urzędnikom. A przecież zwiększanie zaufanie do organów państwa, wzmacnianie tego zaufania, powinno być jedną z podstawowych wytycznych w działaniu i podatkowego legislatora, i egzekwujących później uchwalone prawo urzędników fiskusa (zasada taka jest nawet wprost zapisana w Ordynacji podatkowej).

Bez zgody obywateli – żadnych podwyżek

Uchwalanie na ostatnią chwilę obszernych zmian podatkowych (podatkowy Polski Ład liczy sobie niemal 300 stron maszynopisu) jest ze strony polityków zupełnie niepoważne. A wiele wskazuje na to, że z uwagi na kalendarz legislacyjny, przepisy te mają szansę ukazać się w Dzienniku Ustaw w okolicach 30 listopada. To zdecydowanie za mało czasu, aby podatnicy mogli się z tymi przepisami ze zrozumieniem zapoznać, a także właściwie do zmian tych dostosować swoją księgowość tam, gdzie jest to konieczne.

Osobiście uważam zresztą, że w sferze fiskalnej żadna partia rządząca nie powinna wykraczać poza to, co ogłaszała przed wygranymi wyborami. Każde podniesienie danin – a tym (i to nienależnie od obniżenia dla dużej grupy podatników PIT) jest odebranie podatnikom prawa do odliczania od podatku składki zdrowotnej – powinno uzyskać wcześniej akceptację społeczną.

Politycy muszą w końcu zrozumieć, że ich zadaniem nie jest gromadzenie coraz to nowych środków do podziału, ale właściwe gospodarowanie tym, co obywatele i tak już oddają na potrzeby sprawnego (co warto podkreślić) funkcjonowania państwa. Pieniądze publiczne nie są własnością rządu. Należą do obywateli. Są składką, który każdy wnosi na realizację wspólnych celów i zapewnienie tego, czego samodzielnie obywatele nie byliby sobie w stanie zapewnić.
Tymczasem obecnie – i to nie tylko w Polsce – politykom z dużą łatwością przychodzi sięganie do kieszeni obywateli, by móc później chwalić się politycznym rozdawnictwem, dokonywanym często bez żadnego sensu i przemyśleń, kierując się albo interesem politycznym, albo niczym niepopartym przekonaniem, że coś to załatwi. Choć zwykle nie załatwia, tak jak 500+ nie rozwiązało problemów demograficznych Polski.

To właśnie dlatego podstawowym wymogiem prawnym w obszarze zmian podatkowych powinien być w Polsce system referendalny, dotyczący wszystkich zmian związanych ze wzrostem lub wprowadzaniem nowych obciążeń fiskalnych. Najwyższa już pora, aby system taki został zbudowany. I nie chodzi o to, by regularnie zapędzać obywateli do lokali wyborczych w ramach kolejnych kosztownych referendów, ale by zbudować funkcjonalny, bezpieczny i prosty w obsłudze system głosowania elektronicznego, np. w oparciu o ePUAP. Doskonałe pole do popisu dla głównego, flirtującego z rządzącymi, rzecznika referendów.

System pogłębiającego się chaosu

Polski system podatkowy w ciągu kilku ostatnich lat stał się tak zabałaganiony, jak żaden inny. Coraz więcej mamy ustaw, w których dodawanym artykułom zaczyna już brakować alfabetu do ich oznaczenia w literowych indeksach (np. art. 16a, 16b, 16c … i tak dalej). Do tego przepisy podatkowe są ciągle zmieniane w tempie, za którym nawet specjalistom trudno ostatnio nadążyć.

A przecież jedną z najważniejszych kwestii dotyczących sytemu podatkowego jest stabilność prawa. Dziś nie ma jej wcale. Polska ma, niestety, długą i niechlubną tradycję traktowania podatków w sposób instrumentalny. Wykorzystywania ich do załatwiania bieżących problemów. I łatania błędów w systemie bez ładu i składu. Takich właśnie działań jesteśmy świadkami od dość długiego czasu. Co niestety, w ostatnich dwóch latach, tylko się nasiliło.

W przypadku Polskiego Ładu, już po upublicznieniu projektu nie było żadnych wątpliwości, że zaproponowane przez rząd zmiany podatkowe mają więcej wad niż zalet.

Trudno jednak spodziewać się czegoś innego po projekcie, który został naprędce sklecony z kilku wcześniejszych, zupełnie nie powiązanych ze sobą projektów zmian cząstkowych oraz propozycji czysto populistycznych. To właśnie dlatego, w jednej ustawie znalazła się zarówno propozycja podniesienia kwoty wolnej i progu podatkowego, jak i np. zmiany dotyczące cen transferowych (planowana była odrębna nowelizacja tych przepisów), upublicznione już we wcześniejszych projektach ulgi na robotyzację, czy zmiany skierowane do emigrantów.

Trudno, by z tego chaosu narodziło się coś rozsądnego i zrozumiałego dla zwykłego obywatela, do którego przecież te zmiany są kierowane i który te niepotrzebnie zagmatwane, zupełnie tracące na przejrzystości i napisane mało zrozumiałym językiem przepisy będzie musiał stosować w praktyce.

Dokonując analizy propozycji Polskiego Ładu powinniśmy jednak unikać pokusy pogrążenia się w bezkrytycznym, łatwym w tym przypadku, krytykanctwie. Dotyczy to w szczególności polityków spoza rządowego establishmentu. Najwyższa pora wyjść z pozytywnymi kontrpropozycjami, nawet jeśli te przez dłuższy czas miałby nie mieć szansy na realizację.

Potrzebne przepisy o stanowieniu prawa podatkowego

Polityczna opozycja nie powinna ograniczać się wyłącznie do krytykowania chaotycznie napisanych przepisów podatkowych. Przepisów, które – co warto podkreślić – wcale nie są dla podatników tak korzystne, jak stara się to nam przedstawić strona rządząca.

Pilnie potrzebna jest pozytywna propozycja zmian systemowych w przepisach podatkowych, stojąca w kontrze do tego, co proponuje rząd. Potrzebna wizja szerokiej reformy systemu, która doprowadzi do jego rzeczywistego uproszczenia i zapewni rzeczywistą sprawiedliwość podatkową. Zanim jednak opozycja, czy ktokolwiek inny, przedstawi swoją wizję docelowego systemu podatkowego dla Polaków, pierwszym krokiem powinna być propozycja w zakresie systemu stanowienia prawa podatkowego. W ten sposób powinien być zbudowany fundament pod budowę stabilnego prawa.

Powiedzmy to sobie jasno: dziś nie ma żadnej potrzeby uchwalania zmian podatkowych ad hoc. Większość przepisów mogłaby być uchwalana na spokojnie, z odpowiednio długim czasem zarówno na dyskusję, jak i na wejście przepisów w życie. Idealnie byłoby, gdyby pakiet takich zmian rząd musiał zawsze przedstawiać na początku roku, a jego uchwalanie następowało nie później niż do połowy roku. I tyle. Żadnych przypadkowych zmian przepisów podatkowych przy okazji nowelizacji ustaw niepodatkowych czy wprowadzanych w trakcie roku. I niezależnie od tego, czy dotyczą rozliczanych rocznie podatków dochodowych, czy rozliczanego miesięcznie (kwartalnie) VAT.

Oczywiście byłoby lepiej, gdyby te podstawowe zasady wpisane zostały do konstytucji. Podobnie jak reguła, że wszelkie zmiany dotyczące zmiany stawek podatkowych, jak i wprowadzania nowych podatków i danin wymagają np. kwalifikowanej większości trzech piątych głosów w Sejmie. Na to – jak się jednak wydaje – nie ma w najbliższym czasie szansy.