Pomimo wciąż obowiązujących restrykcji sanitarnych, krajowa gospodarka wydaje się opierać hucznie zapowiadanej złej passie. Chodzi oczywiście o wstępne szacunki PKB, a te z reguły pozostawiają przestrzeń do licznych niedopowiedzeń, ale opierając się wyłącznie na liczbach, można śmiało powiedzieć, że mogło być gorzej. Jednak co dalej?

Według wyliczeń Głównego Urzędu Statystycznego za 4. kwartał 2020 roku polska gospodarka odnotowała spadek dynamiki na poziomie 2,8 proc. względem analogicznego okresu rok wcześniej. Jakie były wcześniejsze założenia ekonomistów? Sporej różnicy nie ma, jednak wyznając zasadę do połowy pełnej szklanki, różnica spowolnienia wynosi 0,2 pkt proc., ponieważ prognozy analityków mówiły o 3-proc. regresie rok do roku. Okolice ćwiartki procenta nie są dla ekonomistów niespodzianką per se. Pod koniec stycznia GUS opublikował raporty mówiące o spadku PKB względem całego roku o 2,8 proc., więc spadek kwartalny miałby się wahać od 2,9 proc. do 3,1 proc. Wstępne szacunki mówią o nieco lepszym wyniku.

Jednakże ostatni kwartał 2020 roku wypadł blado w porównaniu z 3. kwartałem, w którym krajowa gospodarka skurczyła się o 1,5 proc. względem analogicznego okresu w poprzednim sezonie. W tej kategorii zdziwień nie ma – jesień przysporzyła rynkowi drugą falę zachorowań, spotęgowaną liczbę zgonów, a także wyraźne zahamowanie konsumpcji i powrót ograniczeń w prowadzeniu działalności. Nadal mocnym uderzeniem dla gospodarki jest m.in. zamrożenie gastronomii, choć dla niektórych game-changerem może się wydawać sektor kultury.

Wątpliwy powrót

Należy zaznaczyć, iż zdjęcie części obostrzeń dla sektora kultury to ani zastrzyk nowej energii dla samej branży, ani lekarstwo na ból głowy całej gospodarki. Jeszcze w roku 2008 Instytut Badań Strukturalnych szacował, że udział szeroko pojętego świata kultury i sztuki w gospodarce sięgał 2,4 proc. wartości dodanej, aby 7 lat później spaść do poziomu 1,9 proc. W tamtym też okresie podobne wyniki notowało polskie rolnictwo oraz sektor górniczy. Wolnorynkowy sznyt krajowego rynku nie działa na korzyść sektorów porównywanych do niszowego już w skali europejskiej rolnictwa, czy konwencjonalnego przemysłu. Czują to również sami przedstawiciele niszy.

Bartosz Tomczyk – przewodniczący Rady Nadzorczej polskiego fintechu Provema

Sytuacja sektora kultury jest o tyle skomplikowana, że rząd nie potraktował odmrożenia w lutym permanentnie, a czasowo. Na niby-próbę m.in. kina, teatry, opery, filharmonie, ale i hotele, czy baseny (ale już nie aquaparki) zostały otwarte pod ojcowskim warunkiem. Rada Ministrów wystosowała rozporządzenie, które na 2 tygodnie odmrozi część gospodarki (w tym poturbowany przez realia rynkowe i COVID sektor kulturalny), ale pewności co do dalszych kroków nie ma. Największym graczom powrót na scenę się nie opłaca – chodzi o logistykę. Najmniejszym również się nie opłaca, ale muszą – chodzi o przetrwanie.

„Nowy Plan Marshalla”

Nadzieją na odbicie się nie tylko polskich MŚP, ale i małych oraz średnich graczy w całej Europie ma być fundusz uzupełniający strategię budżetową Unii – Next Generation UE (NGEU). Niebagatelne 390 mld euro dotacji oraz możliwość uzupełnienia środków pożyczkami do kolejnych 360 mld euro już zostały określone mianem „Nowego Planu Marshalla”, jednak warto ostudzić zapał i zastanowić się nad realnym wpływem zastrzyku gotówki na krajową gospodarkę. Polska ponownie znajdzie się w czołówce największych beneficjentów unijnego budżetu, ponieważ do końca 2023 roku otrzymamy 23 mld euro w dotacjach oraz 34 mld euro w formie pożyczek. Termin wykorzystania? Na rozdysponowanie środków mamy dokładnie 3 lata.

Główne cele? Przede wszystkim odbudowa gospodarki po pandemii, przyspieszenie transformacji ekologicznej oraz dynamizacja rozwoju cyfryzacji. Głównie ostatni element założeń strategicznych NGEU pozostawia dużo przestrzeni nie tylko dla globalnych korporacji, ale i krajowych start-upów oraz fintechów, które w dobie aktywnych inwestycji w algorytmy sztucznej inteligencji mogą zawalczyć o niemały fragment europejskiego rynku. Jeśli przedsiębiorstwa stawiające na łączenie, chociażby świata finansów i technologii, będą współpracować nad holistyczną strategią sektora, będziemy mogli mieć niemałe powody do optymizmu.

Co z Unią?

Pomimo znacznego potencjału krajowego rynku, nie oszukujmy się – kluczem do powrotu na łono względnego prosperity jest ścisła współpraca z Unią. Pomijając fakt zastrzyku środków w postaci wcześniej omawianego NGEU, należy pobudzać popyt oddolnie, wręcz podręcznikowo. Na ten aspekt z kolei zwracają uwagę m.in. analitycy Deloitte, którzy w ostatnim raporcie o stanie polskiej gospodarki podkreślają, iż najbardziej negatywny wpływ na krajowe PKB miał właśnie spadek konsumpcji prywatnej rzędu 5,7 pkt proc. W segmencie inwestycji jest nieco lepiej (jeśli w kontekście takich spadków można doszukiwać się plusów), ponieważ wskaźnik PKB biorąc pod uwagę wyłącznie wsparcie projektów, poszedł w dół o 3,8 pkt proc. I w końcu najciekawszy element – wkład eksportu netto, a więc eksport minus import – dodatni, na poziomie 1,1 pkt proc. w górę.

Co to oznacza dla Polski? Nadwiślańskie realia pobudzają rynek eksportowy, a więc należy kuć żelazo, póki gorące. Podobnego zdania są badacze z Komisji Europejskiej, którzy przewidują, że poziom PKB sprzed pandemii wróci już pod koniec 2021 roku, a więc szybciej, niż w przypadku innych krajów członkowskich. W tej kategorii potencjalnie Polaków mogą prześcignąć wyłącznie Irlandczycy i Litwini, chociaż ze względu na relatywnie bliskie stosunki gospodarcze z północnym sąsiadem, trzecie miejsce na podium nie powinno nas martwić. Prognozowany wzrost PKB w tym roku ma osiągnąć pułap 3,1 proc. Dla porównania reszta Europy ma wrócić do precovidowej kondycji w 2. kwartale 2022 roku.

Gdy reszta krajów Unii będzie notować wzrosty na poziomie nieco poniżej 4 proc., w 2022 roku Polska jest w stanie osiągnąć awans rzędu 5,1 proc. Powód? Tutaj sprawdza się reguła domina – uniknęliśmy mocnego lockdownu w okolicach wiosny, lata oraz 1. kwartału tego roku, a krajowe przedsiębiorstwa nie straciły na atrakcyjności w oczach zagranicznej klienteli.

Jeśli będziemy działać na rzecz rozwoju najbardziej obiecujących branż, wspierać sektory niszowe i racjonalnie korzystać z funduszy NGEU, po pandemii Polska nie będzie miała powodów do większych kompleksów. Podobnego zdania są zarówno analitycy globalnych korporacji, Komisja Europejska, jak i m.in. niemiecki „Handelsblatt”, który puentuje, iż „[…] odporność polskiej gospodarki, a przede wszystkim dobre perspektywy wywołują w Europie [niemałe] zdumienie”.

autor jest przewodniczącym Rady Nadzorczej polskiego fintechu Provema