Bezwarunkowy dochód gwarantowany to pomysł, zgodnie z którym od momentu osiągnięcia pełnoletniości każdy – niezależnie, czy jest bogaty, czy biedny, czy pracuje, czy nie, bez względu na status, płeć i wiek – co miesiąc otrzymuje od państwa (czyli de facto od pracujących podatników) określoną sumę pieniędzy. Kwota ta ma gwarantować zaspokajanie podstawowych, biologicznych i społecznych potrzeb człowieka. A mówiąc wprost, to przekształcenie ludzi wolnych i odpowiedzialnych w uzależnionych od państwa niewolników ekonomicznych i mentalnych.

bezwarunkowy dochód gwarantowany - grafika wpisu

Eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego w raporcie „Bezwarunkowy Dochód Podstawowy. Nowy pomysł na państwo opiekuńcze” wskazują na wyzwania, przed jakimi stoi społeczeństwo: „luki w dostępie do świadczeń socjalnych związane z pracą na podstawie tzw. elastycznych form zatrudnienia, niska trwałość zatrudnienia związana ze zmieniającym się zapotrzebowaniem na kwalifikacje pracowników, a także związana z tym konieczność zmiany lub podnoszenia kwalifikacji w cyklu trwania życia jednostki. Dochód podstawowy miałby odpowiadać na te wyzwania i ewentualne luki obecnie funkcjonującego systemu zabezpieczeń i pomocy społecznej poprzez zapewnienie wypłaty świadczenia każdej osobie bez konieczności wykazywania faktu spełnienia jakichkolwiek warunków”.

Pierwsze próby wprowadzenia dochodu gwarantowanego

Michał Kobosko, przewodniczący partii Polska 2050 Szymona Hołowni, stwierdził, że „należy bardzo poważnie rozważyć wprowadzenie dochodu gwarantowanego na poziomie pensji minimalnej”. Jego zdaniem „taki dochód gwarantowany z jednej strony dawałby pieniądze na przeżycie, z drugiej strony w pewien sposób inspirowałby, zachęcałby do szukania dodatkowych możliwości pracy i znalezienia płacy”.

Nie jest to pomysł nowy. Różne wersje dochodu gwarantowanego proponowali Thomas Paine, Bertrand Russell, Martin Luter King czy Andrew Yang. Zwolennikami dochodu gwarantowanego są też m.in. Elon Musk, Mark Zuckerberg i Richard Branson.

Już za prezydentury Richarda Nixona próbowano w USA tę ideę wcielić w życie. Eksperymenty z dochodem gwarantowanym przeprowadzano na ograniczonym obszarze lub wśród wąskiego kręgu osób także w Kanadzie, Indiach, Kenii, Finlandii, Danii, Hiszpanii czy Holandii. W 2020 r. wniosek do Komisji Europejskiej złożyła europejska inicjatywa obywatelska, która wezwała ten unijny urząd do przedstawienia propozycji bezwarunkowego dochodu podstawowego w całej Wspólnocie. Z kolei w Niemczech 1 czerwca br. uruchomiono eksperyment, w ramach którego 122 osoby przez trzy lata będą otrzymywać 1200 euro miesięcznie. Dla odmiany w Szwajcarii w 2016 r. 77 proc. głosujących w referendum odrzuciło wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego o niebagatelnej wysokości 2,5 tys. CHF (aktualnie to ok. 10,5 tys. zł) miesięcznie.

Skutki programu

Pojawia się zasadnicze pytanie: skąd państwo ma wziąć te dodatkowe pieniądze? A są to gigantyczne kwoty! Gdyby dochód gwarantowany objął całą dorosłą populację Polski (ok. 31 mln osób) i przyjmując proponowaną przez Koboskę kwotę płacy minimalnej (w tym roku 2062 zł netto), mówimy o sumie 767 mld zł w skali roku. To kwota rzędu 33 proc. PKB i niemal sięgająca wszystkim rocznym wydatkom publicznym Polski!

Nie licząc opcji militarnej, jest pięć możliwości, skąd można pozyskać tak wielkie pieniądze. Po pierwsze, z dodatkowych lub radykalnie podniesionych podatków. Po drugie, z zaciągnięcia przez państwo nowych olbrzymich długów. Oba rozwiązania oznaczałyby ograniczenie wzrostu gospodarczego. Po trzecie, z wielkiego dodruku pieniądza, którego skutkiem byłaby wysoka inflacja prowadząca do obniżenia wysokości realnych świadczeń i ogólnej biedy. Po czwarte, z radykalnego obniżenia aktualnych wydatków państwa w innych dziedzinach. Jednak żadna z tych opcji pojedynczo nie byłaby w stanie wygenerować tak wielkich kwot. Dlatego jedynym rozwiązaniem byłby – po piąte – miks wszystkich tych czterech opcji w jakichś proporcjach. Poza czwartym każde rozwiązanie jest złe, bo oznacza odbieranie ludziom siłą dodatkowych pieniędzy. Natomiast opcja czwarta, która miałaby same pozytywne skutki, jest niemożliwa do przeprowadzenia z politycznego punktu widzenia.

Niestety, dochód gwarantowany niósłby ze sobą cały szereg innych negatywnych skutków, na jeden z nich od lat zwraca uwagę poseł Konfederacji Janusz Korwin-Mikke. Zasiłki dla bezrobotnych powodują wzrost poziomu bezrobocia, bo zmniejszają zachętę do pracy. Z tego punktu widzenia dochód gwarantowany byłby jeszcze gorszy. Oznaczałby zdemolowanie rynku pracy.

Darmowe pieniądze, za które da się wyżyć, zniechęcą do aktywności, do kształcenia się, do pracy zawodowej, do nabywania nowych umiejętności, do rozwoju intelektualnego, do rozwoju firmy – bo po co się wysilać, skoro i tak dostanę kasę za nicnierobienie? Z dotychczasowych eksperymentów wynika, że z pracy w większym stopniu rezygnowały zwłaszcza kobiety i młodzież. To z kolei również spowolniłoby wzrost gospodarczy.

Pomijając fakt, że część społeczeństwa w ogóle odejdzie z pracy (według sondażu przywołanego w raporcie PTE tylko 22 proc. respondentów uznało, że inne osoby kontynuowałyby pracę zarobkową, gdyby przysługiwało im takie świadczenie), pojawi się większa presja na wzrost wynagrodzeń, bo pracodawcom będzie brakowało pracowników, ponieważ mając dochód gwarantowany, mało kto będzie chciał pracować za stawkę tylko trochę wyższą, skoro może się utrzymać w ogóle bez pracy. W efekcie wynagrodzenia będą musiały znacznie wzrosnąć, by zatrzymać pracowników na ich stanowiskach. Koszty funkcjonowania firm pójdą znacznie do góry. To z kolei spowoduje, że gospodarka, gdzie wprowadzono dochód podstawowy, stanie się mniej konkurencyjna na rynku międzynarodowym.

Państwowy niewolnik

Jest jeszcze aspekt etyczny. Dochód podstawowy to demoralizowanie ludzi. Danie wolności od ubóstwa i od pracy w postaci dochodu gwarantowanego oznacza, że tym samym ludziom odbiera się tę prawdziwą wolność i odpowiedzialność za siebie, dla której w ogóle warto żyć: wolność decydowania o sobie i o swoim życiu.

„Idea BDP sprowadza się do zerwania związku pomiędzy dochodem a pracą, czyli do uwolnienia ludzi z przykrej konieczności zarobkowania. I tutaj właśnie natrafiamy na kilka problemów. Pierwsza kwestia: kto będzie wykonywał potrzebne, aczkolwiek niskopłatne zajęcia, skoro wszyscy będą wyemancypowani z jarzma pracy? Czy w ogóle da się wyeliminować przykrość pracy, czy też jest ona po prostu rzeczywistością doczesnego świata? Czy roboty zaopiekują się naszymi babciami?” – zastanawia się w serwisie obserwatorfinansowy.pl dr Arkadiusz Sieroń, ekspert Instytutu Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa.

Abstrahując od kwestii ekonomicznych, dochód gwarantowany to przede wszystkim przekształcenie ludzi wolnych i odpowiedzialnych w uzależnionych od państwa nieodpowiedzialnych niewolników ekonomicznych i mentalnych. W ten sposób politycy i urzędnicy przejęliby kontrolę nad życiem ludzi. Można się domyślać, że wcześniej czy później do tego bezwarunkowego programu inżynierowie społeczni zaczęliby wprowadzać kolejne warunki. Wskazywaliby, na co ludzie mogą, a na co nie mogą wydawać otrzymanych od państwa pieniędzy, jak mają się zachowywać, co mogą robić, a co jest zakazane, a na końcu – jak mają myśleć. Za niestosowanie się do tych „dobrowolnych” zaleceń dochód podstawowy były odbierany na tej samej zasadzie, jak Unia Europejska wstrzymuje wypłatę należnych unijnych dotacji za podważanie nadrzędności ideologii LGBT, co nie ma przecież nic wspólnego z unijnymi funduszami.

Regulacyjne pęta

Dlatego rozwiązaniem nie jest wdrażanie absurdalnych pomysłów w postaci dochodu gwarantowanego, który ma same negatywne konsekwencje, a odciążanie tych, którzy generują dochód, żeby bardziej chciało im się pracować. W tym kontekście przede wszystkim konieczne jest radykalne zredukowanie obciążenia podatkowego i składkowego pracy. Ponadto wzrost wynagrodzeń można uzyskać przez uwolnienie rynku pracy i gospodarki z regulacyjnych pęt (unijnych i krajowych), na czym z pewnością wszyscy by zyskali.