Fot. FPG

Jakiego deficytu w tym roku możemy się spodziewać? Czy to będzie ten przedział, o którym mówił premier Morawiecki – między 5 a 8 proc.?
Na wstępnie chciałbym zaznaczyć, że deficyt będzie bezpieczny dla finansów państwa. Jak duży, tego jeszcze nie wiemy, bo w głównej mierze zależy on od wysokości wpływów i wydatków, a dziś kwota dochodów podatkowych nie jest jeszcze znana. Terminy płatności podatków PIT i CIT zostały przesunięte na koniec maja, zatem jeszcze do poniedziałku można było zapłacić podatek. Nie mamy zatem jeszcze pełnych danych dot. wpływów. Te dane będziemy mieć pod koniec czerwca. Jak wielokrotnie wspominałem, dostosowujemy nasze działania do bieżącej sytuacji związanej z koronawirusem. Pierwszy raz mówię to publicznie, ale pracujemy nad tym, by płatności za niektóre podatki częściowo rozłożyć na raty. Mamy sygnały z rynku, od firm, które proszą o takie rozwiązanie. Po drugiej stronie natomiast mamy wydatki. Wygląda na to – choć mówiąc to jesteśmy bardzo ostrożni – że potrafimy kontrolować epidemię. Mam więc nadzieję, że coraz mniej pieniędzy będzie potrzebne na ratowanie gospodarki, miejsc pracy i przedsiębiorców, a coraz więcej środków będzie wykorzystywane na cele inwestycyjne. Podsumowując, nie znamy pełnych danych nt. poziomu dochodów i wydatków. Są nam one też potrzebne, by móc przedstawiać konkretne propozycje w zakresie nowelizacji budżetu. Chciałbym natomiast podkreślić, że sytuacja płynnościowa budżetu jest korzystna, mimo realizacji potrzeb wynikających z działań osłonowych i wspierających.

Sejm zawiesza funkcjonowanie stabilizującej reguły wydatkowej, która ma trzymać wydatki publiczne w ryzach. Chciałem w związku z tym zapytać, czy nie wracają Państwo do pomysłu wprowadzenia Rady Polityki Fiskalnej jako narzędzia bardziej elastycznego zarządzania finansami publicznymi, szczególnie w tych trudnych czasach? Czy ten pomysł jest w Ministerstwie Finansów brany pod uwagę?
Dług publiczny spadł od 2016 r. ponad 8 proc. PKB – i to jest bardzo dobry wynik i bardzo dobra baza, by zarządzać z punktu fiskalnego tym kryzysem. Z kolei na rachunkach budżetowych w końcu maja mieliśmy ok. 100 mld zł, a to oznacza bardzo dobrą płynność. Dodatkowo mamy sfinansowane 100 proc. naszych potrzeb pożyczkowych zapisanych w ustawie budżetowej. Również struktura długu jest bardzo korzystna – średni termin zapadalności wynosi ok. 5 lat. Systematycznie też spada udział długu w walutach obcych (z 35% do 26% w ostatnich 5 latach). Jeśli chodzi o SRW, to dostosowujemy ją do warunków obecnego kryzysu. Pamiętajmy, że mówimy o jej zawieszeniu i to nie na długo, nie na cztery lata jak podają niektóre media. Od kolejnego roku, w zależności od sytuacji gospodarczej, będziemy stopniowo wracać do limitów wynikających z reguły, co może trwać rok lub maksymalnie 2-3 lata. Rozszerzyliśmy też katalog zdarzeń wyłączających jej stosowanie o stan epidemii. Jednak określając ścieżkę fiskalną na kolejne lata należy mieć na uwadze skalę i charakter obecnego kryzysu, jego wpływ na gospodarkę i finanse publiczne. Jeśli będzie on wykraczał poza rok bieżący, to nie będzie możliwy automatyczny powrót na ścieżkę zakładaną przed kryzysem. W kolejnych latach będą bowiem niezbędne działania pobudzające wzrost gospodarczy, w szczególności inwestycje.

Czy w związku z tym zawieszeniem SRW spodziewają się Państwo jakiejś zmiany w rentowności polskich obligacji? Ta dyskusja na temat SRW była już wcześniej prowadzona i mówiono, że jakakolwiek ingerencja w te zasady może się odbić na rentowności polskiego długu. Czy w związku z tym taka zmiana rentowności jest przez Państwa brana pod uwagę?
Myślę, że tutaj najważniejsze jest, by nasze działania były czytelne dla rynków zagranicznych. Tak by potencjalni inwestorzy, jak też agencje ratingowe, wiedzieli jakie są reguły gry. Bardzo dobrze, że nie ogłoszono stanu klęski żywiołowej. Wówczas nie byłoby żadnej ścieżki powrotu i skutkowałoby to poważnymi konsekwencjami ze strony agencji ratingowych. Zawieszając SRW na rok zachowaliśmy się odpowiedzialnie i przewidywalnie. Dodaliśmy do ustawy warunek, że aby zawiesić regułę, konieczne jest nie tylko ogłoszenie jednego ze wskazanych w ustawie stanów nadzwyczajnych ale również znaczące spowolnienie wzrostu gospodarczego (tzw. wystąpienie złych czasów). Wprowadziliśmy też już wspomnianą zasadę automatycznego powrotu do limitów SRW. Myślę, że to jest bardzo przejrzyste dla agencji ratingowych i podejdą one do tego pozytywnie.

Jak Pan ocenia decyzję Narodowego Banku Polskiego o obniżeniu stopy referencyjnej do 0,1%? To ruch w zasadzie niespodziewany przez rynek i zaskakujący wielu specjalistów.
Jest to suwerenna decyzja NBP, który jest odpowiedzialny za politykę monetarną. My, jako resort finansów, kształtujemy politykę fiskalną. Wszyscy pracujemy dla dobra polskiej gospodarki. Więc musiała to być dobrze skalkulowana decyzja.

Polski złoty radzi sobie bardzo dobrze w relacji do najważniejszych światowych walut, jak Pan to ocenia?
Widać to, co Komisja Europejska wskazała, a mianowicie że polska gospodarka będzie jedną z najmniej dotkniętych kryzysem gospodarek i bardzo szybko powróci do właściwego poziomu. Ja też jestem o tym przekonany.

Czy w związku ze wzrostem wydatków publicznych bierzecie Państwo pod uwagę ryzyka zbliżenia się do konstytucyjnego progu 60 proc. w relacji długu publicznego do PKB?
O dobrych danych dotyczących długu publicznego już wspominałem. Jako minister finansów nigdy nie mogę powiedzieć, że nie ma ryzyka. Zawsze ono jest, natomiast jest ono zarządzane i kontrolowane. Na ten moment, zgodnie ze złożoną do Komisji Europejskiej aktualizacją Programu Konwergencji, dług publiczny dla sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniesie na koniec 2020 r. 55,2 proc. To jest o kilka procent więcej, niż polski dług publiczny liczony wg krajowej metodologii. Jesteśmy poniżej pierwszego progu i jeszcze dość daleko od konstytucyjnego progu 60 proc.

Przed kilkoma dniami Komisja Europejska ogłosiła plan ratunkowy dla Unii Europejskiej, dla europejskiej gospodarki. Zgodnie z tą propozycją do Polski ma trafić łącznie 64 mld euro. Czy Pańskim zdaniem jest realne, że na Radzie Europejskiej, która będzie w czerwcu, te propozycje zostaną utrzymane?
Jestem pozytywnej myśli.

Jeszcze chciałem zapytać o wybór na stanowisko szefa EBOR. Czy tutaj coś się dzieje w tym temacie? Czy ten konkurs trwa i czy w najbliższym czasie będzie rozstrzygnięty?
Konkurs miał się zakończyć na początku maja, ale z powodu epidemii i tego, że trzeba się osobiście stawić przed gubernatorami EBOR-u, podjęto decyzję o przesunięciu rozstrzygnięcia na październik. Obecnie jest trzech kandydatów – jedna osoba z Francji, druga z Włoch, trzecią osobą jestem ja. Czekamy na dalsze rozstrzygnięcie. Cała nasza trójka jest z Unii Europejskiej, dlatego spodziewamy się, że rozmowy na temat wyboru prezesa EBOR-u nastąpią podczas unijnego spotkania jeszcze przed październikiem.

Jak ocenia Pan swoje szanse? Tylko proszę o odpowiedź inną niż, że na jedną trzecią.
Trudno to dziś jednoznacznie określić, dlatego mówię o 33 proc. Oczywiście mamy nadzieję, że inne kraje, w tym kraje wyszehradzkie i Inicjatywy Trójmorza będą głosować za moją kandydaturą, jako przedstawiciela Europy Centralnej. A wszyscy uważamy, że teraz szczególnie ważne jest, by EBOR skupił się na tej części świata zamiast szukać nowych rynków w Afryce i Azji. Mam nadzieję, że nasi partnerzy regionalni też to widzą i będą głosować na kandydata z kraju operacji, mamy bardzo dobre doświadczenie. Już od ok. 30 lat współpracujemy z EBOR-em, wiemy co działa, co nie działa i myślimy o całym regionie, a nie tylko o Polsce. Ale jest też szereg innych czynników, które powinny przekonywać inne kraje do mojej kandydatury, jak połączenie doświadczenia bankowego z publicznym, odpowiedzialność w podejściu do zarządzania i finansów publicznych. Proszę trzymać kciuki dla dobra nas wszystkich. Jednak status quo jest takie, że pracuję dzień i noc w ministerstwie finansów dla polskiej gospodarki.

Ministerstwo Finansów dysponuje znakomitym zapleczem analitycznym, dlatego Państwa prognozy są bardzo ważne dla rynku. Jak Państwo widzicie tą głębokość spadku Polskiego PKB. Według przewidywań UE będzie to najmniejszy spadek w Unii – w okolicach 4 proc. Czy Państwa prognozy są zbliżone do tych?
Mamy teraz takie czasy, że każdego dnia możemy tworzyć nową prognozę. Ostatnia opublikowana przez nas to PKB niższe o 3,4% w całym 2020 r. Skłaniam się ku temu, że może być trochę mniej optymistycznie, niż my zakładaliśmy.

Prezes Europejskiego Banku Centralnego, pani Christine Lagarde, powiedziała ostatnio, że spadek PKB w strefie Euro będzie między 8 a 12 proc., co jest bardziej pesymistycznym scenariuszem. Jakie to może mieć konsekwencje dla Polski?
Z jednej strony będzie to miało negatywne konsekwencje, ponieważ jesteśmy w Europie, nasza gospodarka jest bardzo mocno zintegrowana z europejskimi gospodarkami. Jednak z drugiej strony zachodnie kraje będą ratowały swoje gospodarki i weryfikowały swoich dostawców i podejmowały decyzje o ich zmianach. Część z nich pochodzi z Azji, z Chin i może być zmienionych na dostawców europejskich, i tu uważam, że Polska ma ogromne szanse, by duży kawałek tego tortu przejąć do siebie. Potencjał jak wszyscy wiemy mamy.

Rozmawiał Kamil Goral