Fot. Twitter

W niedzielną noc 12 stycznia korespondenci w Azji mieli oczy zwrócone na Tajwan i tamtejsze wybory. Stawka była ogromna. Były dwie możliwości wyborcze: trzymać się z dala od Chin lub wyciągnąć do nich ręce. Tajwan wybrał pierwszy wariant: podążać ścieżką demokracji z prezydent Tsai Ing-wen, 63-letnią prawniczką, która uzyskała reelekcję.

W tym czasie Chiny dyskretnie spoglądały w stronę położonego 943 km na północ Wuhan. Dziwne zapalenie płuc spowodowało wtedy zakażenie 41osób, jedna osoba zmarła.

Uważano wówczas, że wirus jest przenoszony ze zwierząt na ludzi. Chociaż właściwie nie podawano takiej informacji. Przynajmniej publicznie. Według „Financial Times” 31 grudnia 2019 r. prezydent Tsai poinformowała Światową Organizację Zdrowia, że w Chinach występuje dziwny, wysoce zaraźliwy wirus przenoszony z człowieka na człowieka.

Tajwańscy lekarze, którzy mieli kontakt ze swoimi chińskimi kolegami, ostrzegali, że wielu medyków ma podobne objawy. Jednak według przedstawicieli władz Tajwanu organizacje międzynarodowe zignorowały ich sygnały.

Kilka dni po wyborach na Tajwanie Światowa Organizacja Zdrowia powiedziała, że według „wstępnego dochodzenia przeprowadzonego przez chińskie władze nie ma wyraźnych dowodów na przenoszenie się wirusa z człowieka na człowieka”. Dwa tygodnie później ogłoszono stan epidemii na świecie.

Pierwszy przypadek zarażenia na Tajwanie wykryto17 stycznia. Dzisiaj, na tej wyspie, na której żyją 23 miliony ludzi, jest 375 zarażonych i pięć ofiar śmiertelnych. Liczba bardzo niska, mimo bliskości Chin. Dlatego wielu chwali środki zapobiegawcze rządu Tsai Ingen w celu ograniczenia koronawirusa.

Podczas kryzysu pani prezydent, która ma doktorat z prawa z London School of Economics, opowiadała się za szybkimi działaniami zapobiegawczymi, bez konieczności zamykania granic. Tsai, najmłodsza z jedenastki rodzeństwa, jest córką z czwartego małżeństwa ojca, który dorobił się fortuny na sklepach samochodowych, jest też liderką Demokratycznej Partii Postępu (PDP) i zwolenniczką niepodległości, proponuje odcięcie się od Chin w odpowiedzi na pandemię.

W pierwszej kolejności Tsai zleciła swojej minister cyfryzacji Audrey Tang, aby połączyła siły z najlepszymi hakerami w kraju w celu śledzenia wszystkich aktywnych infekcji i zapewnienia obywatelom potężnego systemu ostrzegania z wszelkimi informacjami na temat koronawirusa, takimi jak interaktywna mapa pokazująca w czasie rzeczywistym lokalną sieć zaopatrzenia w maski i miejsca, w których pojawiły się przypadki wirusa.

Na Tajwanie zintegrowano krajową bazę danych ubezpieczeń zdrowotnych z bazą danych imigracyjnych i celnych, powstał wielki system z materiałami do analizy, zawierający raporty klasyfikujące ryzyko zakaźne podróżnych na podstawie miejsca wylotu i historii podróży w ciągu ostatnich 14 dni.

Ludzie, którzy nie przebywali na obszarach ryzyka, otrzymali przepustkę SMS-ową, aby móc swobodnie się poruszać. Obywatele, którzy byli w krajach takich jak Chiny, zostali poddani kwarantannie w swoich domach i za pośrednictwem aplikacji mobilnej byli kontrolowani przez władze, które sprawdzały, czy przestrzegają zasad 14-dniowej kwarantanny.

Na razie Tajwanowi udało się opanować zarazę. Nie udało mu się za to poprawić relacji z WHO. Należy pamiętać, że tylko 15 krajów na świecie uznaje autonomię Tajwanu.

Tajwanu nie uznaje ONZ. Oznacza to, że WHO wyklucza ten kraj ze swoich nadzwyczajnych spotkań. Nie wspomina o nim również w swoich raportach. To zabolało prezydent Tsai, ponieważ uważa ona, że ​​WHO „sprawiło, że ​​wielkie zarządzanie epidemią na Tajwanie jest niewidoczne dla świata”.

W tym tygodniu, dzień po tym, jak prezydent Donald Trump – sojusznik ekonomiczny i polityczny Tsai – skrytykował WHO za przychylność Chinom, dyrektor generalny organizacji, Tedros Adhanom Ghebreyesus, powiedział, że jest ofiarą rasistowskiej kampanii dyrygowanej z Tajwanu. Rząd wyspy temu zaprzeczył.

„Tajwan zawsze sprzeciwiał się wszelkim formom dyskryminacji. Przez lata byliśmy wykluczani z organizacji międzynarodowych i wiemy lepiej niż ktokolwiek inny, jak to jest być dyskryminowanym i izolowanym” – odpowiedziała Tsai na Facebooku, zapraszając Tedrosa do odwiedzenia kraju, aby świat poznał tajwański sposób na zapobieganie koronawirusowi. „Gdyby dyrektor generalny WHO był w stanie sprzeciwić się naciskom Chin i przybyć na Tajwan, zobaczyłby, że Tajwańczycy są prawdziwymi ofiarami niesprawiedliwego traktowania” – dodała.

Ta polemika rozpoczęła się publicznie w marcu, podczas wywiadu z Brucem Aylwardem, członkiem wysokiego kierownictwa WHO dla telewizji RTHK z Hongkongu. Aylward zakończył nagle wywiad, gdy prezenterka nalegała, by wyraził swą opinię na temat strategii Tajwanu w walce z epidemią.

Źródło: elmundo.es