Polski system edukacji wciąż objawia się toporną, archaiczną budową oraz niechęcią do zmian i rozwoju. Szczególnie okres pandemii uświadomił różnym zaangażowanym grupom: nauczycielom, uczniom, rodzicom – w jak wątpliwym stanie znajduje się poziom większości naszych szkół.

Piotr Hofman (z lewej) z jednym z laureatów i promotorów konkursu stypendialnego „Nowoczesne technologie w budownictwie mieszkaniowym” zorganizowanego przez Grupę Inwest

Kilka tygodni temu młodzież jednego z warszawskich liceów poprosiła redakcję „Forum Polskiej Gospodarki” o patronat nad wydarzeniem pod nazwą UFO. Nie chodzi tu – wbrew pozorom – ani o konkurs dotyczący technologii kosmicznych, ani o nic związanego z przedsiębiorczością czy ekonomią. Wydarzenie to jest raczej z gatunku kulturalno-społecznych. Wspominam jednak o tym dlatego, że nasza redakcyjna dyskusja nad nim przerodziła się w pewnego rodzaju minidebatę o jakości szkolnictwa w Polsce i – jak zwykle przy tego typu rozmowach bywa – pojawiły się wątki dotyczące przedmiotów, jakich naszej młodzieży w nauczaniu brakuje.

Luki w systemie

Edukacja jako podstawa rozwoju każdego społeczeństwa powinna spełniać nasze oczekiwania i rzeczywiście budować nowe, lepsze pokolenia. Słowa Jana Zamoyskiego „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” są niezmiennie słuszne i aktualne. Nauka i edukacja powinna inspirować młodych ludzi. W głównej mierze to szkoła wprowadza w dorosłe życie, a więc często determinuje, w jaki sposób będzie ono wyglądać. Patrząc na polski system edukacji uważam, że wciąż niestety cechuje się on toporną, archaiczną budową, niechęcią do zmian i rozwoju. Szczególnie okres pandemii uświadomił różnym zaangażowanym grupom –nauczycielom, uczniom, rodzicom – w jak wątpliwym stanie znajduje się poziom polskich szkół podstawowych i liceów. Wtedy bowiem uczyli się tylko ci, którym zależało, którzy (bardziej uświadomieni) robili to dla siebie. Takich jednak było niewielu.

Najbardziej chyba widoczne luki w polskim systemie edukacji widać, porównując go z innymi programami edukacyjnymi. Dla bardziej precyzyjnej ilustracji posłużę się przykładem programu matury międzynarodowej IB-International Baccalaureate, który powstał w Genewie i stał się fenomenem na skalę światową. System ma na celu stworzenie otwartych, ciekawych, pełnych motywacji i pasji świadomych obywateli świata. Zadanie ogromnie trudne, jednak IB zdaje się osiągać ten sukces.

W IB wybiera się sześć przedmiotów i na tym, przede wszystkim, koncentruje się cała dalsza edukacja. Specjalnie są one podzielone na kategorie – np. nauki humanistyczne, ścisłe, lingwistyczne, aby każdy wybierany zestaw odznaczał się kompleksowością, wyjątkowością, a także pewną formą swobodnej personalizacji. Dzięki temu uczniowie edukują się w przedmiotach, które ich najbardziej interesują.

Natomiast młodzież w polskich szkołach ma narzucone konkretne zestawy przedmiotów. Te z góry ustalone profile ograniczają uczniów, których barwna różnorodność wymaga przecież większej dozy swobody w wybieraniu swoich zainteresowań. Istotne jest też to, aby kształcenie było kompleksowe. Pomimo wybranych grup przedmiotów, uczeń musi zdobyć również podstawową wiedzę z pozostałych dziedzin. Jednak ważne jest, aby rozwijał te obszary, które go najbardziej interesują

Ścieżka rozwoju

Krzywdząca wobec uczniowskich ambicji jest też ograniczona możliwość wyboru przedmiotów. W polskich szkołach znaleźć można tylko te najbardziej podstawowe: biologia, historia, matematyka. Nie ma miejsca na przedmioty w lepszy sposób przygotowujące do przyszłego, dorosłego życia. W programie IB uczniowie mogą zgłębiać nauki ekonomiczne, polityczne czy psychologiczne. Dzięki temu w bardziej świadomy sposób są w stanie wybrać swoją przyszłą ścieżkę rozwoju. W polskich szkołach teoretycznie istnieją profile ukierunkowane bardziej alternatywnie, np. dziennikarsko czy prawniczo, jednak to urozmaicenie przejawia się tylko w fakultetach, które z prawdziwymi lekcjami niewiele mają wspólnego. Dodatkowo uczniowie nie mogą pisać matury z dodanych przedmiotów, co jednoznacznie gasi ich zapał do pracy. W systemie IB lekcje przygotowują do życia w prawdziwym świecie. W klasycznej polskiej szkole często uczniowie po zakończeniu edukacji lepiej znają budowę ikonicznej ameby czy zdania wielokrotnie złożonego niż rzeczywistość, która ich otacza.

Dlatego programy merytoryczne większości przedmiotów powinny doczekać się modernizacji. Na lekcjach, zamiast o praktycznym zastosowaniu danej wiedzy, nauczyciele muszą skupiać się na suchej teorii, która – zbyt obszerna i szczegółowa – budzi poczucie jej bezsensowności. Dobrą ilustracją danego zjawiska może być nauka geografii. W polskim systemie uczniowie muszą umieć rozpoznawać poszczególne typy chmur i wiatrów, a także zgłębiać skład polskich gleb i skał. Pewnie te, dla niektórych fascynujące tematy, nie sprawiają jednak, że uczniowie posiadają większe pojęcie o świecie i jego funkcjonowaniu. W programie IB na lekcjach geografii zdobywanie wiedzy polega na kompleksowym dyskutowaniu o problemach świata: globalizacji, cyberbezpieczeństwie czy wpływie firm ponadnarodowych na otaczający nas świat. Do krytycznego myślenia zmusza także sam format geograficznej matury międzynarodowej. Wymaga napisania dwóch esejów, które poza przedstawieniem wiedzy oczekują dogłębnej analizy i uzasadnienia własnego zdania. To także ważne, że nauczyciel programu IB cieszy się dużo większą swobodą w wybieraniu tematów czy tzw. „case studies” z całego świata, które ilustrują dany problem.

Zaciekawiać i inspirować

Edukacja młodych Polaków jest obszarem wymagającym wielu zmian. Co najważniejsze, w pierwszej kolejności zmienić się musi nastawienie uczniów do samej nauki. Lekcje nie mają być koniecznością, ostatecznym złem, ale przyjemnością. Mają zaciekawiać i inspirować. Mają także przygotowywać do życia w prawdziwym świecie. Nie mogą być więc zanadto oderwane od rzeczywistości. Musi być z nią zachowany kontakt. Tylko wtedy uczniowie zyskują poczucie celu i wrażenie, że ich nauka znajdzie swe praktyczne zastosowanie.

Kolejnym przykładem jest ekonomia. Przedmiot ten w śladowej ilości jest, co prawda, obecny w polskich szkołach (pod różnymi nazwami – czasem jako podstawy przedsiębiorczości), niemniej nie tylko nie wyczerpuje tego, co młody człowiek wkraczający w dorosłe życie o gospodarce, przedsiębiorczości i podstawowych prawach ekonomii wiedzieć powinien, ale nawet niewielu potrafi tą dziedziną życia zainteresować. Prawdopodobnie wynika to w głównej mierze z mentalności. Przykład? Ileż to razy słyszeliśmy rodziców mówiących swoim pociechom: „Ucz się, ucz, to znajdziesz dobrą pracę” – prawda? A ilu znacie takich, którzy dopingują swoje dziecko w taki sposób: „Ucz się, ucz, to założysz firmę i będziesz dawał ludziom pracę”?

Abstrahując jednak od ekonomii, chciałbym zwrócić uwagę na inne – moim zdaniem – absolutnie niezbędne przedmioty, które należałoby wprowadzić we wszystkich szkołach średnich. To logika oraz wstęp do prawa, w szczególności konstytucyjnego. Po co młodzieży logika? Wybitny polski uczony, Tadeusz Kotarbiński, mawiał w takich sytuacjach: „Pytanie »na co komu logika?« powinno być rozpatrywane jako część szerszego problemu: na co człowiekowi rozum?”. I to w zasadzie najlepsza odpowiedź. Logika to w pewnym uproszczeniu nauka o poprawnym myśleniu wyrażonym w języku. Ta poprawność myślenia prowadzić ma do poprawności wnioskowania. Poprawne wyciąganie wniosków z kolei to klucz w zasadzie do wszystkiego. Bez tego klucza ludzie błądzą we wszystkich dziedzinach życia. Tę umiejętność trzeba kształtować i doskonalić. Najlepiej od dziecięcych lat. Po co? Odwołajmy się raz jeszcze do klasyka, który twierdził, że „myśl człowieka logicznie wykształconego różni się od naturalnej zdolności do logicznego myślenia mniej więcej tak, jak mistrzowski skok narciarski wykształconego sportowca różni się od naturalnej zdolności do podskakiwania przy grze w klasy”.

Takie będzie państwo…

I jeszcze kilka słów – bo tematu oczywiście ten artykuł nie wyczerpie – o prawie, szczególnie prawie konstytucyjnym. Nie chodzi oczywiście o to, by z młodzieży, już na etapie szkolnym, „tworzyć” adwokatów i konstytucjonalistów. Potrzeba jednak, by młodzież przygotowująca się do matury wiedziała, jak tworzone jest prawo, umiejętnie potrafiła je odczytywać, miała wiedzę tego, czym są prawa i obowiązki zapisane w Konstytucji i dlaczego jest ona najważniejszym aktem prawnym w państwie. Krótko mówiąc, by wkraczając w dorosłość była świadomym obywatelem tego państwa. WOS (wiedza o społeczeństwie), który jest przedmiotem zdawkowo poruszającym te zagadnienia, to zdecydowanie za mało. O czym świadczy poziom wiedzy na te tematy obecnej młodzieży i wielu osób, które maturę zdały.

I na koniec, puentując: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”… Takie będziemy mieli państwo, na takim poziomie demokrację i gospodarkę, na jakim przygotujemy do życia w nim swoje dzieci i wnuki.

Poprzedni artykułPoza covidowym Matriksem
Następny artykułDlaczego rosną ceny papieru?