Fot. Pixabay

Trzeciego listopada tego roku w Stanach Zjednoczonych odbędą się wybory prezydenckie. Donald Trump będzie starał się o reelekcję i stoczy pojedynek z Joe Bidenem, byłym wiceprezydentem z Partii Demokratycznej. Wybory te będą jednak naznaczone wirusem SARS-CoV-2. Niepewność co do przyszłości rozprzestrzeniania się tego wirusa, a szczególnie prawdopodobne nadejście drugiej fali zakażeń, istotnie wpływa na politykę w USA.

Nawet jeśli ta przerażająca druga fala nie będzie miała miejsca, skutki wirusa już odcisnęły swoje piętno na Stanach Zjednoczonych, których prezydent wydaje się być przytłoczony, niezdolny do odpowiedniej reakcji na kryzys zdrowotny i sparaliżowany ekonomicznymi konsekwencjami rażącego braku działania, dalekowzroczności i słabego przywództwa. Wizerunek prezydenta został dodatkowo osłabiony przez skuteczne i dobre działania niektórych regionalnych liderów: burmistrzowie i zwłaszcza gubernatorzy różnych stanów stali się jedynymi orędownikami narodu, zapomnianego przez władzę centralną. Kryzys jest pewny i nie ma wątpliwości, że pozostawi on polityczne konsekwencje, zwłaszcza jeśli prezydent i jego przeciwnik nie zareagują.

Koronawirus miał już wpływ na proces wyborczy, w wielu stanach przełożono na inny termin wybory lokalne. Rozpoczął też debatę na temat prowadzenia kampanii wyborczej w czasach pandemii. Działania Demokratów zostały sparaliżowane, dwóch głównych rywali, Joe Biden i Bernie Sanders, odwołało główne wydarzenia i zostało zmuszonych do organizowania debat bez publiczności, zamiast zwyczajowych show wyborczych. Niektóre badania, takie jak te przeprowadzone przez naukowców z University of Kentucky, wskazują, że czynnik strachu wywołany przez wirusa faworyzuje Bidena, stąd rezygnacja Sandersa. Ponadto w stanie Wisconsin, gdzie odbyły się prawybory w czasie, gdy wykryto już przypadki koronawirusa, odnotowano spadek uczestnictwa w głosowaniu i wzrost liczby wniosków o głosowanie korespondencyjne.

Dopiero okaże się, czy wirus wpłynie na wybory prezydenckie. Amerykański elektorat zwykle wspiera prezydenta w czasach „wojny”, a niektórzy tak zaczynają nazywać obecną sytuację. Ponadto poparcie dla urzędującego prezydenta jest wysoce zideologizowane, a jego elektorat bardzo zmotywowany.

Krytyka Chin za ich nieprzejrzyste zarządzanie i brak zaangażowania w społeczność międzynarodową z kolei poprawia wizerunek Trumpa. Bidenowi brakuje charyzmy byłego szefa Baracka Obamy, nie mówiąc już o jego zdolności do mobilizacji elektoratu. W związku ze słabo zmotywowanym elektoratem i prawdopodobnie bardzo niską frekwencją szanse Bidena na zwycięstwo maleją.

Świętowanie wyborów prezydenckich w listopadzie jest w tej sytuacji w stanie zawieszenia. Czy można je odłożyć lub anulować? Na przykład we Francji druga runda wyborów lokalnych została przełożona. Wielu obawia się, że dalsze rozprzestrzenianie się wirusa w Stanach Zjednoczonych umożliwi prezydentowi rozszerzanie kompetencji poza to, co jest konstytucyjnie dozwolone. Podejrzenie i obawa przed możliwym ogłoszeniem i nadużywaniem stanu wojennego, w odpowiedzi na kryzys zdrowotny, społeczny i gospodarczy, jest szeroko dyskutowana.

Sytuacja jest skomplikowana. Konstytucja wskazuje, że koniec kadencji prezydenckiej upływa 20 stycznia 2021 r. w południe. Ponadto, prezydentowi brakuje uprawnień do odroczenia wyborów, może to zrobić wyłącznie Kongres, nawet w okresie stanu wojennego. Stany Zjednoczone przeprowadzały wybory w czasach kryzysu, zarówno podczas wojen światowych, jak i podczas epidemii hiszpańskiej grypy z początku XX wieku. Faktem jest, że wybory zostaną przeprowadzone w napiętym klimacie politycznym, z przerażonym elektoratem, zmuszonym do wyboru między prawem do głosowania a bezpieczeństwem.

Z drugiej strony wybory odbędą się w nowym otoczeniu międzynarodowym. Wirus nie tylko wpłynął na codzienne życie miliardów ludzi na całym świecie, ale zmienia globalny krajobraz geopolityczny. Niewiele jest dziś wątpliwości, że nadejdzie kryzys gospodarczy o katastrofalnych rozmiarach. W Stanach Zjednoczonych spadek gospodarki wyniósł prawie 5 proc., co w połączeniu z załamaniem się cen ropy naftowej, paraliżem przemysłu turystycznego i spadkiem produkcji przemysłowej spowoduje pojawienie się nowej równowagi w sferze międzynarodowej.

Chiny, które początkowo wydawały się głównym zwycięzcą tego nowego paradygmatu, mogą znaleźć się w bardzo niewygodnej sytuacji, jeśli nie będą w stanie obronić swojego zarządzania epidemią, która rozpoczęła się w ich granicach. Unia Europejska wydaje się być nieobecna, a główni przywódcy europejscy nie stają na wysokości zadania.

Stany Zjednoczone stają zatem przed nietypowymi wyborami. W wyborach wybierany będzie nie tylko prezydent kraju, ale także jego rola w nowym globalnym układzie sił. Stany Zjednoczone muszą wybierać między dalszym kierowaniem i obroną wartości Zachodu, w oparciu o niezbywalne prawa jednostki, a odgrywaniem drugorzędnej roli, którą niewątpliwie wykorzystałyby mocarstwa dążące do destabilizacji liberalnego porządku, którego wprowadzenie kosztowało ogrom wysiłku i czasu i doprowadziło do najwyższego poziomu dobrobytu w historii.

Źródło: larazon.es