fot. Wikipedia

Żółte żonkile są dziś symbolem rocznicy powstania w gettcie warszawskim. 19 kwietnia 1943 roku o godz. 6.00 wkraczające do getta oddziały niemieckie przywitał ogień powstańców. Zaskoczeni Niemcy musieli się wycofać po przegraniu pierwszych walk z oddziałami Żydowskiej Organizacji Bojowej i żydowskiego Związku Walki. Wobec niespodziewanego dla Niemców silnego zbrojnego oporu, dowództwo akcji likwidacji getta zostało powierzone doświadczonemu Jurgenowi Stropowi (znanemu z książki „Rozmowy z katem” Kazimierza Moczarskiego).

Już następnego dnia, po przegrupowaniu sił niemieckich, doszło do wznowienia walk, które okazały się dla Niemców niezwykle zażarte. Wkrótce też podczas jednej z głównych bitew (na Placu Muranowskim) żołnierze niemieccy oraz ukraińskie i łotewskie jednostki kolaboranckie (a także mieszkańcy Warszawy), zobaczyli wywieszone przez powstańców dwie łopoczące flagi: biało-niebieską syjonistyczną oraz biało-czerwony sztandar Rzeczypospolitej. Widok polskiej i syjonistycznej flagi rozsierdził Niemców, którzy wkrótce przypuścili kolejne natarcie, by jak najszybciej zerwać ten niecodzienny symbol braterstwa broni. Niemniej wydarzenie to zostało odnotowane także w podziemnych gazetach. Po „aryjskiej” stronie Warszawy flaga była bowiem doskonale widoczna.

Fakt walki części żydowskich powstańców, dokładniej – z Żydowskiego Związku Wojskowego, pod flagą polską i syjonistyczną, przez wiele lat był mało znany szerszej opinii publicznej. Złożyło się na to wiele czynników, o których w dalszej części artykułu.

Walki na Placu Muranowskim przyczyniły się także do postawienia przez wielu historyków i badaczy kolejnego pytania : Dlaczego powstańcy w getcie warszawskim poczuwali się do walki na śmierć i życie pod sztandarami Polski i (jak się okazało) przyszłej flagi narodowej Izraela?

Powstanie w gettcie warszawskim było tak na prawdę pierwszą dużą akcją zbrojną w okupowanej Polsce, jak również pierwszym miejskim powstaniem w podbitej przez III Rzeszę Europie.

Niemal rok wcześniej, w marcu 1942 r. z „nieludzkiej ziemi” wyszła armia generała Władysława Andersa, gdzie wśród 70-tysięcznej rzeszy żołnierzy i wynędzniałych cywili znalazła się także (na skutek osobistej interwencji Andersa) grupa około 4 tys. polskich Żydów.

Kilka miesięcy później, w listopadzie 1942 r., na monumencie potęgi III Rzeszy pojawiły się pierwsze wyraźne rysy – Niemcy poniosły sromotną klęskę pod Stalingradem. Jednak Europa nadal tkwiła w stalowym uścisku okupanta spod znaku hakenkreuza, a kominy krematoriów Auschwitz-Birkenau, Majdanka czy Treblinki nadal systematycznie dymiły.

Dosłownie kilka dni przed wybuchem powstania w gettcie warszawskim w kwietniu 1943 r. cały świat dowiedział się o istnieniu pewnej miejscowości na terenie ZSRR. Tą miejscowością był Katyń. Wśród 22 tysięcy zamordowanych na rozkaz Stalina polskich oficerów byli także polscy Żydzi służący w Wojsku Polskim.

Czy powstańcy w getcie warszawskim wywieszający obok flagi syjonistycznej, flagę biało-czerwoną, zdążyli usłyszeć o Katyniu i czy zdawali sobie sprawę, że wśród przedwojennej kadry oficerskiej ok. 5% stanowili polscy Żydzi? W tamtym momencie z pewnością nikt się nad tym specjalnie nie zastanawiał, ale śmiało można domniemywać – z pewnością TAK. Wystarczy bowiem wspomnieć, że Żydowski Związek Wojskowy został założony przez… byłych oficerów i podoficerów Wojska Polskiego narodowości żydowskiej. Zgoła inny nurt reprezentowali „bojowcy” Żydowskiej Organizacji Bojowej, ale o tym za chwilę…

Okazuje się, że na terenach przedwojennej Polski było ok. 90% wszystkich gett, jakie powstały na terenie okupowanej Europy. Utworzenie getta było jedynie pierwszym etapem zaplanowanej i przeprowadzanej z morderczą precyzją akcji eksterminacji Żydów. Tak też było w przypadku getta warszawskiego – była to otoczona murem, wydzielona przez Niemców nowa dzielnica Warszawy położona w północno-zachodniej części centralnej stolicy Polski. Budowę muru okalającego getto rozpoczęto 1 kwietnia 1940 roku. Rok później zatłoczone warszawskie getto, do którego zwożono także Żydów m.in. z getta w Łodzi, a nawet z innych krajów europejskich, liczyło już ok. 460 tys. ludzi.

Niesamowita ciasnota, fatalne warunki sanitarne i niedobór żywności to tylko niektóre z etapów planowanej zagłady. Dość wspomnieć, że w ciągu 8 miesięcy (między listopadem 1941 r., a lipcem 1942 roku) w gettcie zmarło ok. 100 tys. osób. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że postawa Żydów w getcie (czy też szerzej – w gettach) cechowała postawa owiec prowadzonych na rzeź. Nic bardziej mylnego.

Tak się wydawało. Jak się wkrótce okazało, nie wszyscy mieszkańcy warszawskiego getta patrzyli na zabójczo systematyczny plan Niemców z założonymi rękami.

W lipcu 1942 r. na terenie warszawskiego getta założona została Żydowska Organizacja Bojowa. Gruszek w popiele nie zasypiał też Żydowski Związek Wojskowy założony w Warszawie już w listopadzie 1942 roku. Próby połączenia obu organizacji zakończyły się fiaskiem. Prawicowy Żydowski Związek Wojskowy nie chciał się podporządkować większemu ŻOB-owi. Zarówno ŻOB, jak i ŻZW próbowały nawiązać kontakt z podziemiem polskim po stronie „aryjskiej”, w celu współpracy konspiracyjnej i wojskowej. Armii Krajowej o wiele bliżej było do prawicowej ŻZW niż do ŻOB-u, która nie ukrywała sympatii komunistycznych. Stąd też niechęć Grota-Roweckiego do Żydowskiej Organizacji Bojowej, którą nazywał bandą komunistów. Zupełnie inaczej rzecz się miała z ŻZW, której ZWZ dostarczał broń a instruktorzy szkolili członków żydowskiej organizacji walki w mieście.

19 kwietnia o godz. 6 rano Niemcy i jednostki kolaboranckie (ukraińskie i łotewskie) wkroczyły na teren getta z dwóch stron – przez bramę na ul. Nalewki oraz przez bramę na skrzyżowaniu Gęsiej i Zamenhoffa. Siła ognia i determinacja obrońców była wielkim zaskoczeniem do tego stopnia, że Niemcy, ponosząc znaczne straty w ludziach i sprzęcie (m.in. zniszczone dwa wozy opancerzone), musieli wycofać się z getta.

Od 20 kwietnia Niemcy zaczęli stosować stary wypróbowany sposób rodem z Państwa Krzyżackiego – metoda spalonej ziemi wyrywając obszar zajmowany przez powstańców kamienica po kamienicy. Rzeczywiste siły powstańców sięgały 1500 bojowców, którzy przeciwko uzbrojonym po zęby Niemcom braki w uzbrojeniu rekompensowali sprytem i zaciętością.

Obrońców getta od pierwszych dni wspierało polskie podziemie, zarówno Armia Krajowa, jak i Gwardia Ludowa. AK kilkukrotnie podejmowała nieudane akcje wysadzenia muru getta, ponosząc duże straty z powodu silnych oddziałów niemieckich rozlokowanych wokół getta.

Od 23 kwietnia KEDYW zmienił taktykę, ustawicznie atakując niemieckie posterunki wokół getta. 5 maja o wszelką możliwą pomoc walczącym powstańcom zaapelował przez radio BBC gen. W. Sikorski. Taka pomoc rzeczywiście była przez cały czas powstania udzielana. Polskie podziemie dostarczało tunelami i kanałami broń i amunicję walczącym bojowcom żydowskim, a pod koniec powstania Polacy pomagali ukrywać się powstańcom na terenie Warszawy.

Warto w tym momencie wspomnieć także o Żegocie – Radzie Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu RP na Kraj, czyli polskiej humanitarnej organizacji podziemnej działającego jako organ polskiego rządu na uchodźstwie. Pomoc Żegoty w 90% finansowana ze skarbu państwa, objęła kilkadziesiąt tysięcy Żydów, pomagając im przetrwać zarówno w getcie, jak i po „aryjskiej” stronie.

W walkach z Niemcami zginęło praktycznie całe dowództwo Żydowskiego Związku Wojskowego. 8 maja Niemcy odkryli także bunkier Żydowskiej Organizacji Bojowej, w którym znajdował się dowódca powstania Mordechaj Anielewicz. Nie chcąc się poddać Niemcom, większość obrońców bunkra (ok. 120 osób) wraz ze swoim dowódcą popełniła samobójstwo. Poszczególne punkty oporu i kryjówki Niemcy likwidowali do połowy maja. 16 maja Jurgen Stroop zapisał w swoim raporcie: „Była żydowska dzielnica przestała istnieć”. Choć niemiecki dowódca swój tryumf przypieczętował rozkazem wysadzenia Wielkiej Synagogi, to sporadyczne walki trwały na terenie getta do czerwca 1943 r.

Tylko niewielkim grupom powstańców i cywili udało się przedostać za mur getta (część z nich brała potem udział w powstaniu warszawskim). Kilka tysięcy Żydów zginęła w walce lub w masowych egzekucjach; kilkadziesiąt tysięcy zostało wywiezionych do obozów koncentracyjnych. Z rozkazu Hitlera cały teren getta został zrównany z ziemią.

13 maja 1943 r w Londynie, w geście protestu przeciwko obojętności świata wobec wydarzeń w Warszawie, samobójstwo popełnił polityk Bundu Szmul Zygielbojm.

Mosze Arens, zmarły w zeszłym roku były minister spraw zagranicznych i obrony Izraela, w jednej ze swoich wypowiedzi tak podsumował pomoc polskiego podziemia dla powstania w gettcie warszawskim: „W rzeczy samej Polacy byli jedynymi, którzy dostarczyli jakiejś pomocy powstańcom w warszawskim getcie. Alianci, USA, Wielka Brytania i Związek Radziecki po prostu zignorowali powstanie w getcie warszawskim”.

Po wojnie pamięć o powstaniu w getcie warszawskim przekazywana była głównie przez zastępcę Mordechaja Anielewicza – Antka Cukiermana i Cywię Lubetkin. Oboje po przyjeździe do Palestyny w 1946 r. aktywnie uczestniczyli w życiu politycznym, wpisując się w “wojnę” o rząd dusz w Izraelu pomiędzy lewackim Dawidem Ben Gurionem, a prawicowym Mieczysławem Biegunem, czyli Menachenem Beginem, który na Bliski Wschód trafił razem z armią Andersa.

Cukierman i Lubetkin udzielali w Izraelu licznych wywiadów, opowiadając historię powstania w getcie warszawskim widzianą ich oczami. Ta implementacja i 30-letnie rządy socjalistów w Izraelu przyniosły skutek. Dzisiaj wiele miast w Izraelu ma ulice Mordechaja Anielewicza, natomiast o przywódcy ŻZW Pawle Franklu praktycznie nikt nie słyszał. Podobnie jest i w naszym kraju. Członkiem lewicowego ŻOB-u, który przeżył powstanie i pozostał w Polsce, był znany i popularny Marek Edelman. Siłą rzeczy w narracji członków ŻOB-u rola prawicowego ŻZW była wręcz marginalizowana. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w okresie powojennym opowieść o lewicowych bojowcach ŻOB-u była na rękę władzom PRL. O bojowcach ŻZW i dwóch powiewających flagach nie mówiło się praktycznie nic. Było to o tyle łatwe, że o udziale w powstaniu Żydowskiego Związku Wojskowego de facto nie miał kto opowiadać. Wszyscy jego przywódcy zginęli w walce.

Pamięć o powstańcach ŻZW postanowił przywrócić Mosze Arens w książce „Flagi nad gettem. Rzecz o Powstaniu w Getcie Warszawskim”. W wywiadzie udzielonym P. Zychowiczowi w 2011 r. Arens mówił o tym, iż członkowie ŻZW brali przykład z Józefa Piłsudskiego, POW i ze straceńczej walki Polaków o honor, która pozornie bardzo często beznadziejna w ogólnym rozrachunku, okazuje się być zwycięstwem moralnym i powodem do dumy.

Natomiast podczas niedawnego sporu z Izraelem o ustawę IPN w kontekście stosunków polsko-izraelskich Arens podsumował: „Obwinianie Polski o holokaust jest niesprawiedliwe. Istnieje różnica między Polską a innymi krajami, które znalazły się pod niemiecką okupacją”.

Na koniec jedna rzecz gwoli zastanowienia. Oglądając dzisiaj, 19 kwietnia 2020 roku, w dobie pandemii (na szklanym ekranie oczywiście) ludzi z żółtym żonkilem w klapie (a czasami i w żółtej maseczce), chcących uczcić pamięć o powstaniu w getcie warszawskim, zastanawia, jak blisko i jak daleko jest do tego, by tym symbolem obok (a może zamiast?) żółtych żonkili, mogłyby się stać dwie flagi: biało-niebieska i biało-czerwona.