Kto będzie chciał zaufać rządowi, który po raz kolejny zmienia zasady w trakcie gry?

fot. wooolff/Pixabay

Krajobraz polskich miast, miasteczek i wsi uległ w minionych latach zmianie. Nie piszę tutaj o zwiększającym się chaosie urbanistycznym. Ostatnie czasy to rozkwit przydomowych instalacji fotowoltaicznych. Panele na dachach, czy podwórkach polskich nieruchomości pojawiły się masowo nawet w najdalszych zakątkach naszego kraju. Można by rzec, że Polacy pokochali fotowoltaikę. Zasługę w tym zakresie mają, w pewnym stopniu, programy rządowe.

Mówiąc o działaniach państwa, nie sposób zauważyć, że starania w zakresie transformacji energetycznej są najbardziej widoczne właśnie tam, gdzie odpowiedzialność za wdrożenie spoczywa na sektorze prywatnym, przy współudziale benefitów płynących ze strony sektora rządowego. Program Mój Prąd jest tego dobrym przykładem. Osoby fizyczne mogą uzyskać zwolnienia i ulgi w zakresie podatku PIT czy zwrot nawet połowy kosztów instalacji paneli zwanych potocznie słonecznymi. Ponadto przydomowe instalacje mogą dostarczać do sieci elektrycznej nadwyżki wytworzonej przez siebie energii. Gospodarstwa domowe stają się tym samym mikroelektrowniami. To działało i działa. Do czasu…

To co dobre, niestety, Ministerstwo Klimatu i Środowiska może popsuć. Resort planuje bowiem zlikwidować system opustów dla nowych posiadaczy paneli słonecznych. Obecnie wprowadzając energię do sieci, właściciel przydomowej fotowoltaiki mógł odzyskać ok. 80 proc. wyprodukowanej mocy. To ma się zmienić. Opłacalność inwestycji spadnie. Klientów drastycznie ubędzie. Firmy, które zainwestowały w boom fotowoltaiczny, mogą stanąć na krawędzi opłacalności. Polska znów założy sobie kajdany na nogi w biegu o neutralność klimatyczną. Nie pierwszy raz…

Uchwalona w 2016 r. ustawa odległościowa zamroziła rynek budowy farm wiatrowych. Dynamicznie rozwijająca się branża zamarła, a fatalna sytuacja firm z tej branży rozlała się od ich dostawców po sektor bankowy kredytujący budowę wiatraków. Kazus ten nie nauczył nas niczego.

Takie działania są jednak lekcją dla biznesu oraz konsumentów. Kto będzie chciał zaufać rządowi po raz trzeci, gdy poprzednie zasady zostały zmienione w trakcie gry? Jak mamy osiągnąć wysoki udział energetyki odnawialnej, skoro zmieniane jest otoczenie prawne na niekorzyść podejmowania działań w tym zakresie? Jak, nie tylko ta branża, ale cała gospodarka, ma podejmować inwestycje, skoro ich reguły mogą się zmienić z roku na rok?

Oczywiście obecny system jest bardzo korzystny dla właścicieli mikroinstalacji (stąd ich popularność) przy pewnych niewygodach dla krajowego systemu energetycznego (sieć staje się darmowym magazynem, a dystrybutorzy prądu mają problemy z okresowym bilansowaniem nadwyżek energii) i istnieje potrzeba wdrożenia pewnych zmian. Muszą jednak one być rozłożone w czasie i nie podkopywać zaufania do prawa w tak strategicznym obszarze jak transformacja energetyczna. W przeciwnym razie za błędne decyzje zapłacimy wszyscy. W tym politycy, którzy nie zobaczą ani oczekiwanej transformacji energetycznej, ani inwestycji w ogóle, ani rozwoju firm – czyli zjawisk, które od lat próbują wyczarować swoją narracją. A to nie narracja, ale realne działania mogą przynieść wyczekiwane efekty.