Demontujemy własny przemysł, okłamując się, że ratujemy politykę klimatyczną. A jednocześnie za własne pieniądze utrzymujemy już setki tysięcy miejsc pracy za granicą – przede wszystkim w Azji, gdzie wytwarzane są produkty nam niezbędne. Trudno o bardziej cyniczne i negatywne perpetuum mobile – bardzo mocno na temat tzw. Europejskiego Zielonego Ładu i jego wpływu na polski przemysł i polską gospodarkę wypowiada się były wiceminister gospodarki Jerzy Markowski w rozmowie z portalem WNP.PL.

dewastacja przemysłu wydobywczego - grafika wpisu

Jerzy Markowski podkreśla, że koszty emisji CO2 spowodują, że produkcja energii stanie się całkowicie nieefektywna, a więc chcąc przywrócić efektywność produkcji, trzeba będzie podnieść jej ceny – zarówno dla przemysłu, jak i dla odbiorców indywidualnych. Europejski Zielony Ład rozpocznie efekt domina i po kolei będzie niszczył nasz przemysł wydobywczy, energetyczny, chemiczny, doprowadzając – zdaniem byłego wiceministra gospodarki – do powstania zjawiska nazywanego ubóstwem energetycznym. Krótko mówiąc, wcale nie poprawi naszego bezpieczeństwa energetycznego, tylko przyczyni się do jego zniszczenia.

– Ceny emisji dwutlenku miały być narzędziem ograniczenia emisji CO2 do atmosfery a stały się przede wszystkim wyjątkowo dochodowym towarem spekulacyjnym, a co gorsza, stały się ekonomicznym pręgierzem dla jakiejkolwiek działalności przemysłowej – uważa Jerzy Markowski. – W Polsce skupiamy się na cenach uprawnień do emisji CO2 przez pryzmat wydobycia węgla. Prawda jest jednak taka, że wydobycie węgla niczego nie emituje. Natomiast emitują dopiero użytkownicy węgla lub ci wszyscy, którzy w swojej działalności technologicznej spalają paliwa kopalne lub wszystko to, co emituje gazy cieplarniane – dodaje.

Według byłego wiceministra gospodarki po kopalniach przyjdzie kolej na ograniczenie emisji dwutlenku węgla w energetyce.

– Powstanie wielki problem nie tylko techniczny, ale też społeczny. Chcąc bowiem przywrócić efektywność produkcji energii elektrycznej, trzeba będzie podnieść jej ceny. W taki oto prosty sposób narzędzie służące ograniczeniu emisji CO2 stało się narzędziem pogłębiania ubóstwa energetycznego. Jak na razie zjawisko to jest czytelne w energetyce, zwłaszcza węglowej – podkreśla Markowski.

I wskazuje, że niebawem dotknie to zjawisko także energetykę gazową, następnie dotknie producentów cementu, a potem producentów wszelkich wyrobów chemicznych.

– Potem dosięgnie też spalarni śmieci, czyli sfery komunalnej działalności na rzecz mieszkańców – zaznacza były wiceminister gospodarki. – Wydawałoby się, że wszyscy to obserwują biernie. Patrzą, jak cena tony emisji z 4 euro pięć lat temu obecnie przekroczyła 50 euro. Natomiast do 2030 roku ma przekroczyć 100 euro za tonę. Pytanie: kto na tym najbardziej zarabia. Oczywiście zarabiają ci, którzy spekulują tymi cenami na giełdzie, co dzieje się przy milczącej akceptacji Unii Europejskiej, której kierownictwo jest albo tak bardzo niekompetentne, albo tak bardzo cyniczne. Wtedy bowiem, kiedy wszelka działalność przemysłowa staje się nieefektywna, to jest komfort polityczny. Bowiem redukcja wszelkiej działalności przemysłowej dokonuje się nie za sprawą dyrektyw Komisji Europejskiej, ale za sprawą praw rynku. Po prostu koszty niszczą przemysł – podkreśla Jerzy Markowski.

Więcej na portalu WNP.PL