fot. Facebook

Jaka jest u was sytuacja? Jak radzicie sobie w tym kryzysowym momencie, szczególnie dotkliwym dla tysięcy małych i średniej wielkości firm?
Tomasz Szypuła:
Muszę powiedzieć to wyraźnie i mocno: sytuacja jest dramatyczna! Dotyka ona nie tylko takiej firmy jak nasza, która żyła dotąd z organizacji rożnych konferencji oraz eventów wystawienniczych, ale także setki, jeśli nie tysiące naszych kontrahentów. Firm, które korzystały z naszych usług. Oczywiste jest, że nie myślą one teraz o organizowaniu targów, konferencji i innych imprez, tylko o tym, jak przeżyć w sytuacji niesłychanego kryzysu. Jak uchronić się przed tym wirusem, uratować swój biznes, swoich pracowników i ich rodziny. One starają się przeżyć i my też staramy się przeżyć.

Jak się bronicie?
Mam wszystko na głowie. Już kilka tygodni temu podjąłem decyzję o przesunięciu naszej największej tegorocznej imprezy. Proszę zrozumieć: przedsiębiorcy muszą sami sobie radzić w tej sytuacji. Jesteśmy sami. Ale nie poddajemy się. Powołałem sztab kryzysowy. Z kluczowymi pracownikami naszej firmy, która zatrudnia w sumie ponad 350 osób, jestem w stałym kontakcie. Przyjmuję na siebie odpowiedzialność, nie uchylam się od niej. Szczerze? Nie mam głowy i czasu na wywiady. Robię tu wyjątek.

Dziękujemy. Chcemy tylko pomóc. Niech tzw. rynek i decydenci dokładnie uświadomią sobie, jaka jest sytuacja.
Ona jest – jeszcze raz to podkreślę – dramatyczna. Z jednej strony mamy duży problem z zobowiązaniami podjętymi przez naszych kontrahentów a z drugiej – z osobami, które wykupiły bilety na imprezy wystawiennicze. Tłumaczymy, uspokajamy, staramy się wywiązać ze wszystkich zobowiązań. Nasze przychody spadły do zera. Koszty i zobowiązania pozostały te same.
Jeszcze innym zadaniem, które sobie wyznaczyłem, jest maksymalne ochronienie naszych pracowników. Handlowcy pracują tak jak przedtem, ale cześć pracowników przesunęliśmy na tryb home office. Szczerze? Nie zawsze to dobrze funkcjonuje. To jest często taka praca dla samej pracy, żeby ludzie mieli co robić. Nie można bowiem tylko myśleć o zyskach. Trzeba jednocześnie myśleć o ludziach i ich rodzinach, które muszą przeżyć.

W Rzgowie macie największą w Polsce hurtownię, korzysta z niej 2,5 tys. importerów i producentów odzieży. Ona całkowicie zamarła.
Tak, wszystko stanęło. Nie ma biznesu. Proszę sobie uświadomić, że małe i średnie firmy wytwarzają w Polsce ponad 60 proc. PKB. One w tej chwili padają, sytuacja jest bezprecedensowa.

Rząd obiecał pomoc, znane są już założenia tej pomocy. Czy rządowa pomoc realnie pomoże mniejszym firmom, uratuje je?
Wiem, co jest przygotowywane. Ulgi w ZUS, w podatkach itd. Proszę to dokładnie zanotować: małe i średniej wielkości firmy nie mają takiego zaplecza kapitałowego, jak wielkie koncerny i przedsiębiorstwa. Muszą radzić sobie same, nie czekając na publiczną pomoc. Tu ogromną rolę odgrywa czas. Dobrze, że rząd chce pomóc. Ale w przypadku małych i średnich firm musi to zrobić bardzo szybko. O ile już nie ma poślizgu. Rządzący powinni „pochylić” się nieco niżej, by wczuć się w sytuację. Nie chcę oceniać rządu. Dobrze, że podejmuje działania. Liczą się jednak nie tylko skala i rodzaj pomocy, ale przede wszystkim czas.

Macie ogromne hale wystawiennicze. Imprezy nie odbywają się. Co teraz będzie z tymi obiektami?
Chcę, by to wyraźnie wybrzmiało: zostawiamy je do dyspozycji, do wykorzystania obecnie na cele publiczne. Zadeklarowaliśmy to już staroście pruszkowskiemu i innym, stosownym władzom. Jeśli ma tam być szpital, czy magazyny żywności i innych środków pomocy w czasie epidemii, cokolwiek, co pomoże ludziom w tej dramatycznej sytuacji, niech tak będzie.

Rozmawiał Robert Azembski