Ach, te koszty pracownicze, ciężko… i ten lockdown. Gdybym pozbył się tak ze trzydziestu procent załogi to reszcie zetnę pobory o połowę i dam radę! Przecież i tak niewiele potrafią, trzymam ich w firmie z łaski, spokojnie więc zastąpię ich w robocie sam, albo moją bratową i jej chłopakami.

 

Tak często myślą pracodawcy, którzy zapewne nie znają poniższej anegdoty, z samego życia wziętej:

Klient: Ile będzie kosztować wykonanie tej pracy?
Majster: 1500 zł.
Klient: Dlaczego tak dużo?
Majster: A ile będzie cię kosztować, jeśli sam wykonasz?
Klient: Cóż, maksymalnie 800. To dość prosta praca, prawda?
Majster: Za 800 zł proponuję zrobić to samemu.
Klient: Ale… Nie umiem.
Majster: Za 800 zł mogę cię tego nauczyć.
Klient: Zgadzam się!
Majster: Więc przede wszystkim musisz mieć przecinarkę, wiertarkę, poziomicę, rękawice…
Klient: Nie mam tego sprzętu i nie opłaca mi się go kupować na ten jeden raz!
Majster: W takim razie mogę ci go wypożyczyć za 300 zł.
Klient: Ok.
Majster: No to we wtorek będę na ciebie czekać.
Klient: Nie mogę we wtorek.
Majster: Przepraszam, ale mam wolny tylko wtorek. Wszystkie inne dni są zajęte innymi klientami.
Klient: Ok. W takim razie poświęcę swoje plany.
Majster: Zbiorę cały niezbędny materiał, ale samochód będzie trzeba załadować we wtorek o szóstej rano, więc się nie spóźnij.
Klient: O szóstej?! Nie wstaję tak wcześnie… W rezultacie… Tak sobie myślę… Wolę jednak zapłacić ci te 1500 zł…

Dbajmy o zleceniobiorców, tak szybko odchodzą. Kryzys minie, a oni gdzieś tam… heeen, szukaj wiatru w polu! I ani myślą wracać.