– Wojny Polski z Państwem Związkowym Rosji i Białorusi nie można wykluczyć. Pozwalałaby ona takim krajom jak Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania na wyciąganie kasztanów z ognia cudzymi rękami – mówi nam dr Leszek Sykulski, analityk stosunków międzynarodowych, prezes Polskiego Towarzystwa Geostrategicznego.

Fot. EPA/PAP

Dlaczego prezydent Władimir Putin zaatakował Ukrainę? Jakie były cele? O co jest ta wojna?

Wojna toczy się o nowy kształt ładu międzynarodowego. Pamiętajmy, że ten konflikt nie rozpoczął się 24 lutego 2022 r. A słuchając i czytając media głównego nurtu, można odnieść takie wrażenie. Wojna rozpoczęła się w lutym 2014 r. po wątpliwym pod względem prawa usunięciu z urzędu prezydenta Wiktora Janukowycza i aneksji Krymu przez Rosję. Same jednak przyczyny konfliktu są znacznie głębsze i sięgają przynajmniej roku 2004 i sponsorowania przez Stany Zjednoczone kolorowej rewolucji na Ukrainie. Victoria Nuland, asystentka amerykańskiego sekretarza stanu ds. Eurazji, w grudniu 2013 r. przyznała, że Stany Zjednoczone od 1991 r. zainwestowały ponad 5 mld dolarów w zmianę kursu geostrategicznego. Rosja zgodnie z zasadami polityki realnej powstrzymuje rozszerzanie strefy wpływów amerykańskich w Europie Wschodniej. Jestem zresztą przekonany, że gdyby Rosja lub Chiny starały się zbudować swoje bazy wojskowe w Kanadzie, Meksyku czy na Kubie, reakcja Waszyngtonu byłaby nie mniejsza niż reakcja Moskwy w ciągu ostatnich kilkunastu lat.

Jaką rolę w tym wszystkim pełni Aleksander Dugin?

Aleksander Dugin jest najbardziej płodnym współczesnym rosyjskiemu ideologiem. To nie znaczy jednak, że można go nazywać „doradcą Putina”. Jest to intelektualista, który odegrał istotną rolę w formowaniu nowych rosyjskich doktryn geopolitycznych na przełomie XX i XXI wieku. Odegrał także ważną rolę w konsolidacji sporej części intelektualistów konserwatywnych w Rosji. Obecnie, zgodnie z moją wiedzą, jest wykorzystywany przez służby specjalne Rosji przede wszystkim jako „produkt eksportowy”, mający oddziaływać na część konserwatywnych elit państw tzw. kolektywnego Zachodu oraz Ameryki Łacińskiej. Jeśli chodzi o Ukrainę, to Dugin od początku swojego pisarstwa geopolitycznego uważa, że istnieją dwa narody ukraińskie: zachodni i wschodni. Ukrainy w obecnym kształcie terytorialnym nie uznaje.

Amerykanie pod nosem Rosjan szkolili Ukraińców i wysyłali im broń. Kijów chciał przystąpić do NATO. Czy to był atak prewencyjny ze strony Moskwy, zanim Kijów zbytnio się wzmocni?

Opierając się na teorii neorealistycznej w analizie stosunków międzynarodowych, możemy stwierdzić, że żadne mocarstwo nie może zaakcentować powstawania baz wojskowych innego mocarstwa blisko swoich granic. Nie mając dostępu do źródeł wywiadowczych trudno ocenić sensowność tego kroku strategicznie. Można zadać pytanie: dlaczego prezydent Putin nie poczekał na certyfikację i uruchomienie Nord Stream 2? Albo inaczej: dlaczego inwazja w takiej skali nie rozpoczęła się kilka lat wcześniej? Niewątpliwie jest to działanie geostrategiczne mające na celu powstrzymanie poszerzania strefy wpływów USA w Europie Wschodniej.

Jak po 1,5 miesiącu walk ocenia Pan możliwości wojskowe Rosji? Czy Rosjanie się przeliczyli, wierząc we własne siły, a ich wywiad się nie popisał, jeśli chodzi o możliwości Ukraińców?

Rosyjscy decydenci zlekceważyli zarówno samych Ukraińców, jak i skalę pomocy państw anglosaskich dla ukraińskich sił zbrojnych i służb specjalnych. Cała ta inwazja jest niespójna pod względem operacyjnym i sprzeczna z zasadami sztuki wojennej. O ile uderzenie z Półwyspu Krymskiego było prowadzone poprawnie pod względem operacyjno-taktycznym, o tyle działania na wschodzie (zwłaszcza w obwodzie charkowskim) i wokół Kijowa, to już wojskowe absurdy. Rosjanie uderzyli zbyt małymi siłami, nieprzygotowanymi logistycznie. Do tego należy dodać faktyczny brak jednego dowódcy, który prowadziłby bezpośrednio całą operację. To nie znaczy oczywiście, że Rosja jest skazana na porażkę w tej wojnie. Federacja Rosyjska ma możliwości prowadzenia takiej wojny bardzo długo, bez względu na sankcje międzynarodowe. Wycofanie się z okolic Kijowa, przegrupowanie wojsk i plany nowej operacji w Donbasie, a także wyznaczenie na dowódcę gen. Aleksandra Dwornikowa wskazują na wyciągnięcie wniosków z pierwszych niepowodzeń.

Czy to jest konflikt pomiędzy Rosją a Ukrainą, czy bardziej pomiędzy USA a Chinami? Właściwie osłabienie Rosji jest na rękę zarówno Chinom, jak i Amerykanom.

Wojnę Rosji z Ukrainą można potraktować jako swoistą „proxy war” – wojnę zastępczą – między NATO i Rosją. Trudno na razie wskazywać na ChRL jako stronę takiego konfliktu zastępczego. Wsparcie Pekinu dla Moskwy jest obecnie zbyt małe. Co nie oznacza, że nie może się zwiększyć. Obecnie mamy połowę kwietnia 2022 r. i widać jednak, że Chińczycy przyjęli strategię wyczekiwania. Mimo werbalnych oznak poparcia dla Rosji, nie kwapią się ze wsparciem militarnym.

Redaktor Rafał Ziemkiewicz wyraził opinię, że Rosja musi przeć na zachód, jeśli chce utrzymać swoją pozycję mocarstwową, bo w przeciwnym wypadku region zostanie zagospodarowany przez Polskę, która wyrośnie na mocarstwo, które będzie antyrosyjskie. Jednym słowem: od pięciu wieków mamy w Europie alternatywę: silna Rosja i słaba – albo brak – Polski lub silna Polska i słaba Rosja. A może w sytuacji przegranej przez Rosję, co jednak wydaje się mało prawdopodobne, Polska ma szansę na zbudowanie z Ukrainą i innymi krajami tej części Europy silnego Międzymorza?

To pogląd charakterystyczny dla części środowisk inteligenckich w Polsce, oparty na silnej wierze w determinizm historyczny i/lub geograficzny. Warto byłoby jednak najpierw zapytać samych Ukraińców, czy woleliby tworzyć z Polską Międzymorze, czy może raczej sojusz z Niemcami. Obawiam się jednak, że całkiem spora część polskich intelektualistów kompletnie nie dostrzega zagrożenia niemieckiego i wierzy naiwnie w „transformację moralną narodu niemieckiego”, co jest kompletnym lekceważeniem niemieckiej Realpolitik.

Wydaje się, że mając słabe siły zbrojne, które nie są w stanie szybko opanować Ukrainy, Rosja nie będzie tworzyła nowych frontów w Polsce czy w krajach bałtyckich. Jakie jest Pana zdanie na ten temat?

Byłbym ostrożny w formułowaniu skrajnych opinii. Z jednej strony mówiących, że Rosja ma słabą armię, z drugiej, że ma potężną. To, że władze Federacji Rosyjskiej popełniły błąd, prawdopodobnie lekceważąc raporty wywiadu cywilnego, nie oznacza, że posiadają słabe siły zbrojne. Po prostu ta inwazja była przeprowadzona w sposób błędny z punktu widzenia sztuki wojskowej. Nie oznacza to jednak zakończenia operacji. A patrząc na jej skalę, można się spodziewać, moim zdaniem, dążenia Moskwy do zmiany sytuacji geostrategicznej w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Rosja będzie naciskać na USA i tzw. kolektywny Zachód, aby zrealizowały propozycje Kremla z grudnia 2021 roku. Chodzi m.in. o wycofanie baz NATO z państw, które przystąpiły do Sojuszu po 1997 r., wprowadzenie moratorium na rozszerzanie NATO i nierozmieszczanie broni ofensywnej w bezpośrednim sąsiedztwie Rosji.

Redaktor Stanisław Michalkiewicz mówi, że Stany Zjednoczone chętnie będą walczyły z Rosją do ostatniego Ukraińca, a potem do ostatniego Polaka. Z drugiej strony strategiczne partnerstwo pomiędzy Rosją a Niemcami, w ramach którego Polska znajduje się w niemieckiej strefie wpływów, jest korzystne dla obu stron, więc Rosja nie powinna go naruszać atakując Polskę, tak jak nie naruszają go Niemcy, nie pomagając Ukrainie. Czy są jakieś czynniki, które mogą spowodować, że Rosja jednak naruszy ten sojusz i uderzy na Polskę? A jeśli tak, to w jakiej perspektywie czasowej grozi nam wojna na naszym terytorium?

Takie czynniki to przede wszystkim duże zaangażowanie Polski w pomoc Ukrainie. Osobna sprawa to silna nienawiść do samych Rosjan i jawnie antyrosyjskie działania Warszawy na arenie międzynarodowej. Moim zdaniem, wojny Polski z Państwem Związkowym Rosji i Białorusi nie można wykluczyć. Byłaby ona korzystna dla państw anglosaskich, pozwalając na przerzucenie odpowiedzialności strategicznej. A mówiąc językiem potocznym: pozwalałaby takim państwom jak Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania na wyciąganie kasztanów z ognia cudzymi rękami.

Zachód zbroi walczącą Ukrainę. Prezes Jarosław Kaczyński chce wysłać na Ukrainę „misję pokojową” NATO. Z kolei podobno Armenia przekazała Rosji cztery myśliwce Su-30 wraz z pilotami. Czy to początek rozlewania się konfliktu na inne kraje?

Konflikt rosyjsko-ukraiński ma duży potencjał eskalacyjny. Niewykluczone, że na zasadzie domina rozleje się na Bałkany Zachodnie, Mołdawię, kraje bałtyckie czy Polskę. Niewykluczone, że także inne regiony ulegną destabilizacji, np. Kaukaz Południowy czy Azja Środkowa. Jesteśmy w środku procesu policentryzacji świata i wykuwania się nowej architektury bezpieczeństwa międzynarodowego. Wszystkie scenariusze leżą na stole.

Jak duże jest niebezpieczeństwo użycia przez Rosjan broni atomowej?

Broń jądrowa – poza okresem końcówki II wojny światowej – była i jest przede wszystkim bronią psychologiczną, choć nikt nie da żadnych gwarancji, że nie zostanie ponownie użyta w konflikcie zbrojnym. W sensie formalnym wojskowe doktryny rosyjskie dopuszczają jej użycie – także prewencyjne.

Rozmawiał Tomasz Cukiernik

LESZEK SYKULSKI – doktor nauk o polityce, adiunkt w Katedrze Bezpieczeństwa Narodowego Wyższej Szkoły Biznesu i Przedsiębiorczości w Ostrowcu Świętokrzyskim. Kierownik pierwszych w Polsce studiów podyplomowych Geopolityka i Geostrategia. Prezes Polskiego Towarzystwa Geostrategicznego. Biegły sądowy w zakresie bezpieczeństwa państwa. Pracował jako analityk ds. bezpieczeństwa międzynarodowego w Kancelarii Prezydenta RP w okresie prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Z nominacji prezydenta zasiadał w Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI. Obszary badawcze: polska i rosyjska myśl geopolityczna, rosyjska polityka bezpieczeństwa, walka informacyjna. Autor ponad 50 publikacji naukowych.
Poprzedni artykułCzy przedsiębiorcy boją się wojny?
Następny artykułUSA będą sponsorem ukraińskiego wojska?