fbpx
środa, 28 lutego, 2024
Strona głównaFelietonTu nie ma wolnego rynku

Tu nie ma wolnego rynku

Mamy do czynienia z sytuacją, gdy faktycznie firma podporządkowana jest mechanizmom politycznym, w dodatku mając komfort funkcjonowania jako monopolista, a zarazem jej działań próbuje się bronić poprzez odwołanie do rzekomych mechanizmów rynkowych. To nie trzyma się kupy – pisze w najnowszym felietonie Łukasz Warzecha.

Przy okazji sporu o to, czy i do jakiego stopnia Orlen zdarł skórę ze swoich klientów, zaczęły pojawiać się argumenty, którym warto przyjrzeć się bliżej. Nie mówię tutaj o twierdzeniach samego prezesa Orlenu, że manipulacja hurtową ceną paliwa, a dokładnie – marżą rafinerii Orlenu uchroniła nas rzekomo przed scenariuszem węgierskim, niedoborem paliwa i gigantycznymi kolejkami na stacjach. Na te tłumaczenia miłosiernie spuszczę zasłonę milczenia.

Warto natomiast przyjrzeć się innym usprawiedliwieniom, które zaczęły krążyć (chyba jednak nie spontanicznie) wśród obrońców państwowego molocha. Niektórzy zaczęli mianowicie wywodzić, że przecież mamy do czynienia ze spółką giełdową, której głównym zadaniem jest usatysfakcjonowanie udziałowców, a nie klientów, więc nie można mieć do niej pretensji o windowanie swoich przychodów w okresie przed 1 stycznia. Nie sposób się z tym zgodzić.

Taka argumentacja zakłada, że mielibyśmy do czynienia z normalną sytuacją rynkową. Normalna sytuacja rynkowa oznacza przynajmniej dwa założenia. Pierwsze: że dana firma działa w warunkach konkurencji. Drugie: że dana firma kieruje się czysto rynkowymi wytycznymi, czyli – mówiąc w dużym uproszczeniu – ustalając swoją marżę, a zatem i cenę końcową, kalkuluje ją z popytem wynikającym także z siły nabywczej klientów. W warunkach rynkowych, jak wiadomo, istnieje pewien optymalny punkt, w którym cena przecina możliwości i zamiary zakupowe klientów i jej dalsze windowanie oznaczałoby już spadek przychodów. (Pozostawiam tu na boku inne względy, specyficzne dla tego rodzaju dóbr, jak sztywność popytu.) Oba te założenia w tym wypadku nie obowiązują.

Przypomnijmy: skarb państwa ma 49,9 proc. udziałów w PKN Orlen i jest udziałowcem większościowym. Nadzór właścicielski sprawuje Ministerstwo Aktywów Państwowych. Ono decyduje o tym, kto pokieruje spółką, a więc w gruncie rzeczy jest to decyzja całkowicie polityczna, jako że obecna władza odeszła od koncepcji konkursów na tego typu stanowiska, zresztą wprost argumentując, że firmy takie jak Orlen mają działać w ramach określonej koncepcji politycznej, a nie w sposób rynkowy. To zaś faktycznie mogą zapewnić jedynie osoby z nominacji politycznej. Ocenę takiego podejścia możemy tu zostawić na boku. Ważne jest, że jest to oficjalna linia rządu.

To zaś oznacza, że w kwestiach takich jak między innymi poziom cen w bardzo chwiejnej, ryzykownej dla rządzących sytuacji wytyczne polityczne bezapelacyjnie wygrywają z rynkowymi. Trudno mieć zresztą co do tego wątpliwości, jeżeli obserwowało się choćby proces nabywania przez koncern Polska Press – co przecież pozostaje kompletnie poza obszarem działań firmy zajmującej się paliwami i energetyką. W normalnych warunkach koncern paliwowy nie miałby żadnego powodu, aby inwestować w bardzo niewdzięczny w dzisiejszych czasach sektor prasy drukowanej. Chyba że motywacja jest pozarynkowa.

Druga kwestia to monopolistyczna pozycja Orlenu. Sam koncern nie chce dzielić się informacjami na temat swojego udziału w rynku paliw płynnych w Polsce, ale wiadomo, że orlenowskie paliwa kupują w zasadzie wszystkie duże sieci, inne źródła to margines. Choćby szczątkową konkurencję wyeliminowała ostatecznie fuzja z Lotosem. Stąd zresztą afera z Rafinerią Gdańską: jest to skutek zaleceń Komisji Europejskiej, która stwierdziła, że połączenie obu firm będzie oznaczało, iż Orlen zyska jednoznacznie dominującą pozycję na polskim rynku paliw, stąd konieczność zbycia części udziałów w RG. Z tego samego powodu KE wymusiła sprzedaż części stacji Lotosu.

Monopolistyczna pozycja Orlenu oznacza zaś, że może on praktycznie bezkarnie manipulować cenami paliw na polskich stacjach, nie ma bowiem żadnego rywala. W tej sytuacji twierdzenie, że Orlen działa po prostu na rzecz akcjonariuszy, nie ma podstaw. Gdyby tak zresztą było, Orlen powinien był podnieść 1 stycznia o północy swoje marże w sposób odzwierciedlający przywrócony do wysokości 23 proc. VAT – a to się nie stało.

Mamy tu więc do czynienia z sytuacją, gdy faktycznie firma podporządkowana jest mechanizmom politycznym, w dodatku mając komfort funkcjonowania jako monopolista, a zarazem jej działań próbuje się bronić poprzez odwołanie do rzekomych mechanizmów rynkowych. To nie trzyma się kupy.

O tym, czy Orlen powinien być sprywatyzowany czy nie, czy powinien być monopolistą czy nie, czy fuzja z Lotosem była zasadna czy nie i o tym, czy tego typu firma powinna realizować polityczną linię władzy czy też kierować się czysto rynkowymi motywacjami – o tym wszystkim można dyskutować. W tym sporze obie strony mają swoje argumenty. Nie udawajmy jednak, że faktyczna sytuacja jest inna, niż jest. Analizowanie postępowania Orlenu poprzez odwołania do wolnego rynku jest całkowitym nieporozumieniem.

Łukasz Warzecha

Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha
Jeden z najpopularniejszych komentatorów sceny politycznej w Polsce. Konserwatysta i liberał gospodarczy. Publicysta „Do Rzeczy", „Forum Polskiej Gospodarki”, Onet.pl, „Rzeczpospolitej", Salon24 i kilku innych tytułów. Jak o sobie pisze na kanale YT: „Niewygodny dla każdej władzy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Awaria na kwadrans i godzina na W

Jesteśmy mistrzami prowizorki, jesteśmy świetni w improwizowaniu, jesteśmy czempionami w solidarności. Ale skoro w podatkach płacimy za zorganizowanie nam obrony cywilnej, to powinniśmy tę obronę mieć.
4 MIN CZYTANIA

Wolność słowa po nowemu

W kwestii ignorowania prawa i działania wbrew wolnościom obywatelskim (wolność słowa, prawo do informacji) obecny rząd jest nie lepszy od rządu poprzedniego, a gorliwość jego funkcjonariuszy w realizowaniu unijnych fanaberii także w tym zakresie spowoduje, że będzie tylko gorzej.
6 MIN CZYTANIA

Żywią y bronią

Mamy do czynienia ze sporem tyleż gospodarczym, co światopoglądowym. Sporem – jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało – o naszą przyszłość. Oto w zadziwiający sposób nagle ponownie aktualne staje się hasło kosynierów z czasów powstania kościuszkowskiego: „Żywią y bronią”.
5 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Żywią y bronią

Mamy do czynienia ze sporem tyleż gospodarczym, co światopoglądowym. Sporem – jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało – o naszą przyszłość. Oto w zadziwiający sposób nagle ponownie aktualne staje się hasło kosynierów z czasów powstania kościuszkowskiego: „Żywią y bronią”.
5 MIN CZYTANIA

Klimatystyczny rak w Europejskim Banku Centralnym

Jeżeli nie jesteś entuzjastą unijnej polityki klimatycznej, praca w Europejskim Banku Centralnym może być nie dla ciebie. Tak przynajmniej uważa – jak ujawnił serwis Politico – jeden z członków sześcioosobowego zarządu EBC, Holender Frank Elderson. „Dlaczego mielibyśmy zatrudniać ludzi, których trzeba przeprogramować? Skończyli najlepsze uniwersytety, ale wciąż nie wiedzą, jak przeliterować słowo »klimat«” – napisał Elderson w wiadomości wysłanej do niektórych pracowników instytucji.
4 MIN CZYTANIA

Carlson nie sprostał

Wywiad Tuckera Carlsona z Władimirem Putinem to materiał na nie jeden, ale kilka tekstów. Lub też jeden, ale bardzo długi. Dwie godziny rozmowy bardzo gęstej i bardzo beztreściowej zarazem; bardzo ciekawej i momentami zarazem śmiertelnie nudnej – nawet już choćby pod tym względem był to z pewnością jeden z najbardziej znaczących wywiadów w historii. Również dlatego, że samego Carlsona ze strony wielu spotka za niego anatema.
6 MIN CZYTANIA