Tylko jeden krok ma nas dzielić od wprowadzenia narodowej kwarantanny. W nowej, rządowej strategii walki z koronawirusem otwarcie wyeksponowany został także najbardziej pesymistyczny scenariusz rozwoju sytuacji – całkowitego zamrożenia życia społecznego oraz gospodarczego. Dla polskich pracowników i firm byłaby to katastrofa. Rząd uspokaja, że w budżecie są pieniądze; na razie jednak brakuje szczegółów deklarowanej poszczególnym branżom i firmom pomocy.

Gdy z dnia na dzień przybywa odnotowanych zakażeń wirusem COVID-19 premier mówi o „hamulcu bezpieczeństwa”. Ma to być hamulec samoograniczenia kontaktów społecznych. Chodzi o cel nadrzędny, czyli o powstrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa. Rząd nie ukrywa, że jeśli to się nie uda, Polsce grozi załamanie będącej na granicy wytrzymałości służby zdrowia. Co jeszcze grozi? Strach nawet pomyśleć.

– Jeżeli epidemia dotknie powyżej 50 przypadków (zachorowań – przyp. aut.) na 100 tysięcy mieszkańców na 7 dni w skali kraju, to włączamy ten ostry hamulec bezpieczeństwa – ten fragment wypowiedzi premiera dotyczy nowego „mapowania” rozwoju pandemii koronawirusa w Polsce.

Zatem już nie stan nadzwyczajny, nie totalny lockdown, ale „ostre hamowanie”, a potem możliwe, że narodowa kwarantanna. To nas czeka, jeśli epidemia rozszerzy się ponad symulowane przez rządowych ekspertów limity wykrytych infekcji. Wtedy wejdą rygorystyczne zasady przemieszczania się. Pojawią się i inne reżimy, które mocniej niż wiosną uderzą nie tylko w ludzi, ale i w firmy, obejmując praktycznie wszystkie sfery działalności gospodarczej.

Wzrost zakażeń ma być powodowany przede wszystkim zbyt bliskim tzw. kontaktem społecznym, co dotyczy – jak usłyszeliśmy – także protestów ulicznych. Również one zostały wskazane jako winne rozprzestrzeniania się zarazy, a najbliższe dni i tygodnie mogą dostarczyć dowodu na poparcie tej hipotezy.

Zmierzch rozrywki i „mrożenie” zakupów

Co zostało ostatnio zamknięte, pozostanie takim w dalszym ciągu; gastronomia, kina, teatry, instytucje kultury itp., na pewno nie mogą liczyć na szybkie „odmrożenie”. Hotele mogą przyjmować tylko gości podróżujących służbowo. Tak ma być przynajmniej do 29 listopada br. Przedłużony został zakaz wejścia na baseny, siłownie czy kluby fitness. Co to dla nich oznacza, nie trzeba tłumaczyć.

Od najbliższej soboty, czyli od 7 listopada, w galeriach handlowych będą czynne jedynie sklepy spożywcze, apteki, drogerie i drobne punkty usługowe. W ten oto sposób, być może, zapadł wyrok na dotąd oszczędzane galerie, a przede wszystkim na wystawiające się w nich polskie marki odzieżowe. Jeśli nie nadrobią strat sprzedażą online, grozi im załamanie, a niektórym nawet bankructwo.

Z kolei w sklepach o powierzchni poniżej 100 m2 będzie mogła przebywać 1 osoba na 10 m2. W większych ma być jak dotychczas – 1 osoba na 15 m2. Hipermarkety zyskały więc w stosunku do mniejszych sklepów, które pozbawione zaplecza kapitałowego z zagranicy, wciąż borykają się ze skutkami wiosennego lockdownu.

25 branż zagrożonych

25 branż, według ocen rządowych, jest szczególnie narażonych na skutki pandemii. Znowu mają dostać „postojowe”, ulgi, umorzenia ZUS itd. Nie wszystkie dostaną to samo wsparcie. Rząd pomoże tym razem bardziej precyzyjnie, uwzględniając też zapasy finansowe, jakie udało się niektórym firmom zgromadzić.

Chociaż czas nagli, na razie brakuje ostatecznej listy branż i sektorów, które będą kwalifikowane do publicznego wsparcia. Brakuje też szczegółów; instrumentów i procedur udzielania pomocy. To ma się znaleźć w szczegółowym rozporządzeniu.
O konsultowanie z biznesem decyzji dotyczących kolejnych obostrzeń oraz konstrukcji planowanej pomocy apeluje do rządu m.in. Business Centre Club.