Wojna na Ukrainie i perturbacje związane z zapewnieniem ciągłości produkcji i sprzedaży nawozów sztucznych, a także niechęć części eurokratów do ich stosowania, skłonić powinny do radykalnej zmiany myślenia o drobnych gospodarstwach rolnych. Procesów konsolidacji rolnictwa nie da się na siłę odwracać, należy jednak – w ramach tak chętnie przywoływanej bioróżnorodności – postawić równolegle na rozwój małych, ekologicznych z natury gospodarstw. Na Ukrainie jest jeszcze na to szansa.

Fot. Pixabay

Walka – ta cicha walka rolników o zachowanie drobnej produkcji i o wsparcie jej przez państwo, szczególnie widoczna jest w takich krajach jak Ukraina, Mołdawia i Rumunia. Jest o co ją toczyć. Chodzi nie tylko o samowystarczalność i godne utrzymanie się z pracy „na własnym” milionów ludzi. Chodzi także o dywersyfikację ryzyka związanego z zapewnieniem dostaw żywności, nie tylko na europejskie, ale na światowe rynki.
Cokolwiek by mówić dobrego o Ukraińcach i Ukrainie, na tym odcinku wcale nie wygląda to dobrze.

Zyskują oligarchowie, tracą drobni rolnicy

– Do tej pory drobni rolnicy byli w dużej mierze pomijani przez rząd ukraiński na rzecz dużych agrobiznesów – mówi Nicola Pugaczow, wicedyrektor Ukraińskiego Instytutu Ekonomiki Rolnej. Podczas gdy w czasach pokojowych można było na to – niechętnie, bo niechętnie – ale przystać, to w okresie wojny i innych kryzysów szczególnie ważne jest zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego i maksymalnej efektywności pracy drobnych rolników.

– Wkład małych i średniej wielkości gospodarstw rolnych do gospodarki jest nadal znaczny i taki powinien pozostać – uważa Attili Szocs, z kontaktującego się z ukraińskimi rolnikami rumuńskiego Stowarzyszenia Drobnych Rolników Ecoruralis.

Na Ukrainie 12 proc. uprawianych gruntów ma od jednego do stu hektarów areału. Wytwarzają one jednak 52,7 proc. krajowej produkcji rolnej brutto. Ukraińscy drobni rolnicy odpowiadają za niemal całość zbiorów ziemniaków w kraju, za 86 proc. warzyw oraz 85 proc. owoców i produkcję 81 proc. mleka.

W szybkim tempie, tak jak kiedyś w Polsce, przybywa wielkoobszarowych gospodarstw, z reguły kontrolowanych przez ukraińskich oligarchów. Niemniej nadal cztery miliony ludzi uprawia ziemię i hoduje stada na niewielką skalę, co wystarcza nie tylko na własne potrzeby, ale i na sprzedaż.

Rolnicy bez pomocy państwa

Napływ milionów ludzi z większych miast Ukrainy do bezpieczniejszych, okolicznych wsi, dodatkowo obciążył lokalne systemy żywnościowe – zauważa portal Euractiv. Pomimo wdrożonych przez rząd Zełenskiego programów, żywności potrafi jednak brakować. A przecież małe gospodarstwa o powierzchni poniżej 100 hektarów odgrywając kluczową rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa żywnościowego kraju, jednocześnie nie posiadają żadnych przywilejów.

– Dotychczas nie kwalifikowały się do żadnej pomocy publicznej – stwierdził w rozmowie z Euractiv Wiktor Jarowyj, naukowiec z Instytutu Ekonomii ds. prognozowania Narodowej Akademii Nauk Ukrainy. – Całe niemal wsparcie zorientowane jest na korporacyjne gospodarstwa rolne, a małe nie otrzymują nic. Tej sytuacji nie zmieniła nawet wojna. Drobni rolnicy na Ukrainie zostali pozbawieni pomocy publicznej, posiadając ograniczone środki produkcji i bardzo niewielki dostęp do ziemi.

Więcej programów dla rolników indywidualnych

Efekt? Ludność wiejska Ukrainy popada w ubóstwo – już 44 proc. ludzi na ukraińskiej wsi żyje poniżej minimum egzystencji, a aż 7 proc. jest permanentnie niedożywionych. Natomiast duże agrobiznesy, które kontrolują już nieco ponad dwie trzecie ukraińskich gruntów rolnych, otrzymywały od 2012 roku 60 proc. wszystkich rolniczych subsydiów państwowych.

Wiele programów, np. tych kierowanych przez Bank Światowy, definiuje drobnych rolników według tych samych kryteriów, co rząd ukraiński. Dla nich rolnik, to jest tylko rolnik wielkoobszarowy. Wydawać by się mogło, że idzie jakieś wsparcie także do przeciętnych i małych przedsiębiorstw i gospodarstw, ale w praktyce jego beneficjentem są duzi producenci upraw eksportowych. Wspieranie eksportu ma oczywiście zawsze sens, ale nie poprawia to jakości życia na ukraińskiej wsi. Największy sens ma wspieranie drobnych rolników, co jest istotne z punktu widzenia zarówno bezpieczeństwa żywnościowego, jak i rewitalizacji obszarów wiejskich.

– Musimy zachęcać rząd do większej liczby programów rolno-spożywczych – mówi Nicola Pugaczow. – W tym również zaangażować małych, a nawet mikrorolników, co stworzy nowe możliwości zatrudnienia dla ludności wiejskiej jednocześnie przyczyniając się do lepszego fizycznego i finansowego dostępu do produktów rolnych i technologii rolniczych – konkluduje.

 

Poprzedni artykułNowe obowiązki dla międzynarodowych przewoźników
Następny artykułLiechtenstein żąda od Czech zwrotu swoich dóbr